04-08-2024, 16:50
Byłem na dużym balkonie nieznanego mieszkania na wysokim piętrze. Rzuciłem na dach zepsutą klamerkę i coś jeszcze. Pamiętam niebieską linkę. Dziwnie mi się szło, jakbym był pijany. Dobrze, że nie wypadłem poza balkon. Wyszedłem z balkonu do mieszkania. Szedłem uliczką. Miałem ze sobą małą konewkę i miałem iść po wodę. Poszedłem przed dom, skąd ponoć się wyprowadziliśmy kiedyś. Przy drzwiach był w ścianie kran. Trochę wody wlałem, ale mało, bo pani, która tam mieszkała otworzyła drzwi i zauważyła mnie. Niby oni, ci którzy tam teraz mieszkali, nie lubili nas. Uciekłem stamtąd. Ktoś siedział na ulicy i przyglądał się niewielkiej dziurze w ulicy. Patrzę, a tam 5zł. Oczywiście biorę. Pod tą monetą są następne, coraz więcej i coraz dziwniejsze. Zbieram garściami. Rzucam je na ulicę, mówiąc że rozdaję pieniądze. Miałem brudne, klejące ręce, więc musiałem poszukać łazienki. W męskiej łazience ktoś przytrzymywał drzwi, ale udało mi się otworzyć je. Okazało się, że jacyś chłopcy tam stoją i coś robią. Uśmiechają się jakby przyłapani na gorącym uczynku. Trzymali chyba książki. Sprawdzam dwie kabiny, ale są jakieś dziwne, nie ma tam zlewu, ani muszli. Zawalone jakimiś rzeczami. Idę do łazienki dziewczęcej. Kran był dziwnie schowany między jakimiś rurkami, ale znajduję go. Szybko myję ręce niewielką ilością wody.






