24-05-2024, 15:03
24.05.2024
-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-
Byłem z rodziną w w górach. Nie mogłem ich znaleźć więc wszedłem do jakiegoś ciemnego, drewnianego hotelu. W środku było bardzo ciemno. Wiedziałem że w którymś z tych Pokoi są moi bracia z siostrą. Od razu po wejściu skręciłem w prawą stronę, szedłem do przodu i zobaczyłem jak z pokoju po prawej stronie, oddalonego ode mnie o jakieś 50 metrów wychodzi chłopak którego ciemna sylwetka przypomina mojego brata. Pobiegł on na koniec korytarza i skręcił w lewo. Miną mnie ktoś pomyślałem, że to personel. Poszedłem za "moim bratem" gdy byłem blisko drzwi jego pokoju zobaczyłem obok siebie ławkę na której siedział mały chłopiec i grał na telefonie. Dotarłem do miejsca gdzie rzekomy brat skręcił w lewo. Spojrzałem w tamtą stronę i zacząłem na niego patrzeć, wciąż szedł przed siebie. Zorientowałem się, że z tyłu pada na mnie srebrne światło (jakby z księżyca) więc jeśli to mój brat to zaraz mnie zobaczy. Nie mogłem go rozpoznać więc pomyślałem o tym żeby zapalić światło. Kiedy zacząłem szukać włącznika zobaczyłem stół przy którym było coraz więcej ludzi. Miną mnie nagle ktoś w masce (takiej jak mają anonymous). Wtedy pomyślałem, że ta ciemność jest celowa. Bo odbywa się tu jakieś przyjęcie. Wróciłem się do wyjścia po drodze bardzo uważając na to by nie zderzyć się z personelem. Udało mi się wydostać. Okazało się, że hotel stał na pięknym wzniesieniu. Było ono wyścielone zieloną trawą i różnymi kwiatami. Zacząłem zbiegać w dół rozkoszując się widokami. Zobaczyłem pod nogami piękne fioletowe wrzosy. Ominąłem je bo spieszyłem się do rodziny. Jednak wróciłem. Wpatrywałem się w nie i zobaczyłem, że jeden (UWAGA! Konfabulacja senna) ma kolor przeklętego malucha (samochodu). Był mocno błękitny, ale tak wyjątkowo, był koloru czystej psychocybiny (tak wtedy pomyślałem) Historia przeklętego malucha (wtedy była dla mnie oczywista i zdawało mi się, że jest powszechnie znana jak ta o Jasiu i Małgosi) leciała jakoś tak: pewnej kobiecie zepsuł się maluch wyrzuciła go do lasu, bo wydawało jej się, że poradzi sobie bez niego, jednak nie umiała żyć bez samochodu, a na nowy nie miała pieniędzy więc po niego wróciła. Z tym samochodem działy się dziwne rzeczy, ale nie wiemy jakie (potem napiszę dlaczego) wyrzuciła go więc z powrotem do lasu jednak wygoda posiadania samochodu zwyciężyła. Coś takiego powtarzało się nieustanie aż do pewnego dnia. Było ciemno, szalał wiatr, a wokół panowała straszna burza. Kobieta jechała przez gęsty las, który w tych okolicznościach wyglądał przerażająco. Jej maluch się zepsuł. Spanikowała, nie wiedziała co zrobić, a wtedy zadzwonił do niej telefon. Nie znamy przebiegu rozmowy, ani czy wydarzyło się to na prawdę ale po tym incydencie znaleziono jej męża martwego w swoim domu i podejrzewamy, że przez telefon dowiedziała się o jego śmierci. Tylko tyle udało ustalić się detektywom. Kobieta postradała zmysły. Znaleziona została następnego dnia w środku malucha i nie było z nią żadnego kontaktu. Wpadała w szał i panikę gdy tylko ktoś wspomniał o czymkolwiek co miało związek z tym incydentem dla tego nie dało się ustalić szczegółów. Zacząłem odgarniać trawę sprzed obiektu bijącego pięknym kolorem by zrobić mu zdjęcie i wtedy zobaczyłem, że obiektem tym jest grzyb, a nie wrzosy (jak wcześniej myślałem) Byłem zachwycony, grzyb ten miał długą, cienką, białą nóżkę, miał stożkowy, lekko pofałdowany kapelusz o pięknym psychodelicznym kolorze. Pomyślałem, że może to być jakiś psylocybinowy grzyb więc chciałem zrobić mu zdjęcia i wyszukać w internecie, ale wtedy obok mnie pojawił się duży kamień obok którego stała jakaś kobieta, a na nim siedziała kolejna. Okazało się, że blisko tego miejsca znajduje się szpital psychiatryczny, do którego trafiła obłąkana kobieta z historii wcześniej i teraz poszła sobie z opiekunką na spacer. Jej opiekunka spojrzała na mnie i przekazała mi myśl, żebym schował telefon, bo tamta kobieta dostanie ataku jak go zobaczy. Zrobiłem tak jak chciała, ale byłem zły bo bardzo zależało mi na tych zdjęciach. Na dodatek zobaczyłem, że na całej łące jest więcej tych grzybów. Kobieta nie kontaktowała, ale w pewnym momencie zobaczyła grzyba i zrozumiała czym jest grzyb. Fakt, że odebrała jakąkolwiek informację z prawdziwego świata wstrząsnął nią i zaczęła lekko panikować.
-czy to grzyb!
Po tych słowach spróbowała zniszczyć go nogą, ale do niego nie dosięgnęła. Bardzo się zdenerwowałem, wstałem i krzyknąłem
-tak! A wiesz co to jest!
Wyjmując telefon z kieszeni i podnosząc go do góry
Opiekunka zbladła
-To jest Telefon! (Krzyknąłem)
Sekunda ciszy
Opiekunka zaczęła przeraźliwie krzyczeć
Poczułem uderzenie adrenaliny.
Nagle obłąkana kobieta zrozumiała czym jest telefon i z czym jest związany. Zaczęła się wydzierać tak przeraźliwie, że zostałem sparaliżowany i mimowolnie też zacząłem krzyczeć. Obudziłem się cały spocony i przerażony. To było tak realne, że na wpół przytomny włączyłem telefon, by przejrzeć zdjęcia. grzybów
-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-
Byłem z rodziną w w górach. Nie mogłem ich znaleźć więc wszedłem do jakiegoś ciemnego, drewnianego hotelu. W środku było bardzo ciemno. Wiedziałem że w którymś z tych Pokoi są moi bracia z siostrą. Od razu po wejściu skręciłem w prawą stronę, szedłem do przodu i zobaczyłem jak z pokoju po prawej stronie, oddalonego ode mnie o jakieś 50 metrów wychodzi chłopak którego ciemna sylwetka przypomina mojego brata. Pobiegł on na koniec korytarza i skręcił w lewo. Miną mnie ktoś pomyślałem, że to personel. Poszedłem za "moim bratem" gdy byłem blisko drzwi jego pokoju zobaczyłem obok siebie ławkę na której siedział mały chłopiec i grał na telefonie. Dotarłem do miejsca gdzie rzekomy brat skręcił w lewo. Spojrzałem w tamtą stronę i zacząłem na niego patrzeć, wciąż szedł przed siebie. Zorientowałem się, że z tyłu pada na mnie srebrne światło (jakby z księżyca) więc jeśli to mój brat to zaraz mnie zobaczy. Nie mogłem go rozpoznać więc pomyślałem o tym żeby zapalić światło. Kiedy zacząłem szukać włącznika zobaczyłem stół przy którym było coraz więcej ludzi. Miną mnie nagle ktoś w masce (takiej jak mają anonymous). Wtedy pomyślałem, że ta ciemność jest celowa. Bo odbywa się tu jakieś przyjęcie. Wróciłem się do wyjścia po drodze bardzo uważając na to by nie zderzyć się z personelem. Udało mi się wydostać. Okazało się, że hotel stał na pięknym wzniesieniu. Było ono wyścielone zieloną trawą i różnymi kwiatami. Zacząłem zbiegać w dół rozkoszując się widokami. Zobaczyłem pod nogami piękne fioletowe wrzosy. Ominąłem je bo spieszyłem się do rodziny. Jednak wróciłem. Wpatrywałem się w nie i zobaczyłem, że jeden (UWAGA! Konfabulacja senna) ma kolor przeklętego malucha (samochodu). Był mocno błękitny, ale tak wyjątkowo, był koloru czystej psychocybiny (tak wtedy pomyślałem) Historia przeklętego malucha (wtedy była dla mnie oczywista i zdawało mi się, że jest powszechnie znana jak ta o Jasiu i Małgosi) leciała jakoś tak: pewnej kobiecie zepsuł się maluch wyrzuciła go do lasu, bo wydawało jej się, że poradzi sobie bez niego, jednak nie umiała żyć bez samochodu, a na nowy nie miała pieniędzy więc po niego wróciła. Z tym samochodem działy się dziwne rzeczy, ale nie wiemy jakie (potem napiszę dlaczego) wyrzuciła go więc z powrotem do lasu jednak wygoda posiadania samochodu zwyciężyła. Coś takiego powtarzało się nieustanie aż do pewnego dnia. Było ciemno, szalał wiatr, a wokół panowała straszna burza. Kobieta jechała przez gęsty las, który w tych okolicznościach wyglądał przerażająco. Jej maluch się zepsuł. Spanikowała, nie wiedziała co zrobić, a wtedy zadzwonił do niej telefon. Nie znamy przebiegu rozmowy, ani czy wydarzyło się to na prawdę ale po tym incydencie znaleziono jej męża martwego w swoim domu i podejrzewamy, że przez telefon dowiedziała się o jego śmierci. Tylko tyle udało ustalić się detektywom. Kobieta postradała zmysły. Znaleziona została następnego dnia w środku malucha i nie było z nią żadnego kontaktu. Wpadała w szał i panikę gdy tylko ktoś wspomniał o czymkolwiek co miało związek z tym incydentem dla tego nie dało się ustalić szczegółów. Zacząłem odgarniać trawę sprzed obiektu bijącego pięknym kolorem by zrobić mu zdjęcie i wtedy zobaczyłem, że obiektem tym jest grzyb, a nie wrzosy (jak wcześniej myślałem) Byłem zachwycony, grzyb ten miał długą, cienką, białą nóżkę, miał stożkowy, lekko pofałdowany kapelusz o pięknym psychodelicznym kolorze. Pomyślałem, że może to być jakiś psylocybinowy grzyb więc chciałem zrobić mu zdjęcia i wyszukać w internecie, ale wtedy obok mnie pojawił się duży kamień obok którego stała jakaś kobieta, a na nim siedziała kolejna. Okazało się, że blisko tego miejsca znajduje się szpital psychiatryczny, do którego trafiła obłąkana kobieta z historii wcześniej i teraz poszła sobie z opiekunką na spacer. Jej opiekunka spojrzała na mnie i przekazała mi myśl, żebym schował telefon, bo tamta kobieta dostanie ataku jak go zobaczy. Zrobiłem tak jak chciała, ale byłem zły bo bardzo zależało mi na tych zdjęciach. Na dodatek zobaczyłem, że na całej łące jest więcej tych grzybów. Kobieta nie kontaktowała, ale w pewnym momencie zobaczyła grzyba i zrozumiała czym jest grzyb. Fakt, że odebrała jakąkolwiek informację z prawdziwego świata wstrząsnął nią i zaczęła lekko panikować.
-czy to grzyb!
Po tych słowach spróbowała zniszczyć go nogą, ale do niego nie dosięgnęła. Bardzo się zdenerwowałem, wstałem i krzyknąłem
-tak! A wiesz co to jest!
Wyjmując telefon z kieszeni i podnosząc go do góry
Opiekunka zbladła
-To jest Telefon! (Krzyknąłem)
Sekunda ciszy
Opiekunka zaczęła przeraźliwie krzyczeć
Poczułem uderzenie adrenaliny.
Nagle obłąkana kobieta zrozumiała czym jest telefon i z czym jest związany. Zaczęła się wydzierać tak przeraźliwie, że zostałem sparaliżowany i mimowolnie też zacząłem krzyczeć. Obudziłem się cały spocony i przerażony. To było tak realne, że na wpół przytomny włączyłem telefon, by przejrzeć zdjęcia. grzybów
Uświadomienia-6
LD-1
FA-4
SNY O LD-4
LD-1
FA-4
SNY O LD-4





