05-04-2024, 11:38
05.04.2024
-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-
Byłem w lesie. W miejscu, w którym się wychowywałem. Z siostrą, jej chłopakiem, braćmi i młodszą siostrą szliśmy przez gęsto porośnięty sosnami las. Sosny były stare, ale niskie. Miały kolor pomarańczowy. Ściółka też była intensywnie pomarańczowa. Po chwili zobaczyliśmy łąkę. Była bardzo długa. Prowadziła do ścieżki, z której da się pójść do mojego domu. Miała kształt prostokąta, a my staliśmy na jej krótszym boku. Z dwóch stron była otoczona lasem takim samym, z jakiego na nią przyszliśmy. Zaczęliśmy iść przed siebie, w stronę ścieżki. Trawa była wysoka i w większości sucha. Było całkiem ciemno, a wszędzie wokół panował klimat błogości i nostalgii. Nagle z uroku wyrwał mnie krzyk siostry. "Wąż! To żmija zygzakowata!". Faktycznie kilka metrów od niej, a z 5 ode mnie był wąż. Pomyślałem, że trzeba go przestraszyć. Podbiegłem więc pewnie w jego stronę, a moja siostra pobiegła w bok do lasu. Żmija, zamiast się przestraszyć tak się na mnie wkurzyła, że prawie zawału dostałem. Siostra krzyczała: "skręć w lewo! Skręć do lasu!". Skręcając w lewo byłem również w stanie dotrzeć do domu. Pomyślałem jednak, że jestem mądrzejszy. Zacząłem biec bardzo szybko przed siebie. Waż gonił mnie zaciekle, co chwila, próbując mnie ukąsić. Gonił mnie w taki sposób, że skakał w moim kierunku. Siostra dalej zalecała mi skręcenie w las. Po pewnym czasie zorientowałem się, że chyba moja metoda nie działa więc skręciłem. Byłem znów w pomarańczowym lesie jednak teraz blisko ogrodzenia mojego domu. Waż zniknął. Znalazłem pod nogami grzyba. Była to jakaś niejadalna odmiana amanity (w sensie Muchomora). Bardzo się z niego ucieszyłem tak czy siak. Włożyłem go do kieszeni i przechodząc przez płot znalazłem się na podwórku. (Wczoraj cały dzień szukałem jakiegokolwiek grzyba by spróbować go rozmnożyć). Wszedłem do domu, do kuchni. Usiadłem przy lodówce i zacząłem rozmawiać z siostrą, która siedziała przy stole.
-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-
Byłem w lesie. W miejscu, w którym się wychowywałem. Z siostrą, jej chłopakiem, braćmi i młodszą siostrą szliśmy przez gęsto porośnięty sosnami las. Sosny były stare, ale niskie. Miały kolor pomarańczowy. Ściółka też była intensywnie pomarańczowa. Po chwili zobaczyliśmy łąkę. Była bardzo długa. Prowadziła do ścieżki, z której da się pójść do mojego domu. Miała kształt prostokąta, a my staliśmy na jej krótszym boku. Z dwóch stron była otoczona lasem takim samym, z jakiego na nią przyszliśmy. Zaczęliśmy iść przed siebie, w stronę ścieżki. Trawa była wysoka i w większości sucha. Było całkiem ciemno, a wszędzie wokół panował klimat błogości i nostalgii. Nagle z uroku wyrwał mnie krzyk siostry. "Wąż! To żmija zygzakowata!". Faktycznie kilka metrów od niej, a z 5 ode mnie był wąż. Pomyślałem, że trzeba go przestraszyć. Podbiegłem więc pewnie w jego stronę, a moja siostra pobiegła w bok do lasu. Żmija, zamiast się przestraszyć tak się na mnie wkurzyła, że prawie zawału dostałem. Siostra krzyczała: "skręć w lewo! Skręć do lasu!". Skręcając w lewo byłem również w stanie dotrzeć do domu. Pomyślałem jednak, że jestem mądrzejszy. Zacząłem biec bardzo szybko przed siebie. Waż gonił mnie zaciekle, co chwila, próbując mnie ukąsić. Gonił mnie w taki sposób, że skakał w moim kierunku. Siostra dalej zalecała mi skręcenie w las. Po pewnym czasie zorientowałem się, że chyba moja metoda nie działa więc skręciłem. Byłem znów w pomarańczowym lesie jednak teraz blisko ogrodzenia mojego domu. Waż zniknął. Znalazłem pod nogami grzyba. Była to jakaś niejadalna odmiana amanity (w sensie Muchomora). Bardzo się z niego ucieszyłem tak czy siak. Włożyłem go do kieszeni i przechodząc przez płot znalazłem się na podwórku. (Wczoraj cały dzień szukałem jakiegokolwiek grzyba by spróbować go rozmnożyć). Wszedłem do domu, do kuchni. Usiadłem przy lodówce i zacząłem rozmawiać z siostrą, która siedziała przy stole.
Uświadomienia-6
LD-1
FA-4
SNY O LD-4
LD-1
FA-4
SNY O LD-4





