18-02-2024, 14:17
Dziś miałem bardzo długiego LDka. Całość trwała około 20 minut
Cytat:Leżałem w łóżku czekając jeszcze na hipnagogi. W pewnym momencie poczułem jak zaczęło mną obracać i przesuwać w przestrzeni, jednak tym razem, zamiast bawić się hipnagogami, po przez wpływanie na nich siłą woli, tak jak mam w zwyczaju, kompletnie się rozluźniłem i pozwoliłem, by te robiły z ze mną co tylko chcą. Było to na swój sposób relaksujące. Nie zwróciłem uwagi na moment w którym hipnagogi się uspokoiły i mnie odstawiły na łóżko, tak samo jak nie zwróciłem uwagi na to jak długo jeszcze leżałem w łóżku w bez ruchu. Zauważyłem jednak, że przez chwilę widziałem swój pokój (a raczej salon, bo w salonie WILDowałem) z pozycji leżącej. Delikatnie uniosłem rękę i zrobiłem test po przez zatkanie nosa.
-A więc udało się - pomyślałem z lekką satysfakcją.
W tym momencie oficjalnie jestem we śnie. Przez jakiś czas zastanawiałem się co zrobić by nie zostać z tego snu wyrzuconym, tak jak najczęściej to bywa. Zachowałem spokój, a wszystko co robiłem robiłem powoli, flegmatycznie skupiając się jednocześnie na odczuwanych bodźcach. Nie usiłowałem robić żadnych specjalnych rzeczy po prostu leżałemna swoim łóżku delektując się zmysłem dotyku. Naturalnie nie leżałem sztywny jak kłoda tak jakbym chciał raz jeszcze wykonać WILDa, a bez przeszkód, zgodnie z własnym komfortem zmienialem swoje pozycje a nawet układałem poduszki w różny sposób.
W między czasie pojawiał się i znikał zmysł wzroku. Również i to obserwowałem. Raz było ciemno i nic nie widziałem, a raz było jasno jak za dnia. Nawet przezchwilę myślałem że się obudziłem, jednak regularnie robiłem testy, więc nie dałem się na to nabrać. Innym razem ze zdziwieniem obserwowałem że wszystko co widzę jest bardzo rozmanazane, wręcz rozpikselowane, jednak przez większość czasu byłem we śnie po prostu ślepy.
Wstałem z łóżka, przestawiłem rzeczy które miałem na stole i położyłem się na blacie. Był zimny i twardy. Z boku miałem laptopa na którym leciał gameplay z gry, który póściłem sobie do WILDa (bo z jakiegoś powodu mowa ludzka mnie podczas snu uspokaja, a jednocześnie łatwiej mi się WILDuje). Leżąc na tym stole oglądałem to co było na wyświetlaczu laptopa.
Po jakimś czasie zauważyłem, że ten sen trwa już bardzo długo. To była już jakoś 15 minuta odkąd się uświadomiłem. Jest to fenomen w moim przypadku, ponieważ większość świadomych snów u mnie trwa mniej niż 2 minuty. Nie będę też ukrywał, że zacząłem się nieco nudzić.
Wstałem, a wzrok miałem już w pełni rozwinięty, choć dalej widziałem rzeczy niewyraźnie. Wyszedłem z salonu i poszedłem do swojego pokoju. Zostałem tam bałagan, jednak nie wiekszy niż ten w rzeczywistości. Uśmiechnąłem się, ponieważ przyszedłem tu by sprawdzić jak bardzo realny sen potrafi być. Moim zadaniem było znalezienie jak największej ilości rzeczy, które są niezgodne z rzeczywistością. W tym momencie mój wzrok uzyskał już prawidłową ostrość, więc pod tym względem problemów nie miałem.
Pokój na pierwszy rzut oka wydawał się być idealnie odwzorowany, jednak diabeł tkwi w szczegółach. Wchodząc w głąb pokoju pokoleji wszystkiemu się przyglądałem.
-O, tego na pewno nie było - powiedziałem do siebie, patrząc jak sterta pustych wiadereczków po twarogach sernikowych leżała na pułce.
Fakt, mam w domu owe wiaderka, jednak wiedziałem że trzymam je w kuchni a nie w pokoju. Następnie przestawiłem swoj fotel, który tak jak w przywdziwym życiu, stał na środku pokoju i zawsze mi przeszkadza w przechodzeniu. Cóż, ciasny pokój innego sposobu nie ma. Spojrzałem na biurko i zobaczyłem szklankę pełną rumu. Zawarość była czerwona, a na górze unosiła się garstka orzechów lub żurawiny (nie potrafiłem określić co to).
-W sumie się zgadza. Wczoraj piłem rum. Ale czy szklanka nie powinna być pusta? - pomyslałem - Po za tym. Tych orzechów też nie powinno być. Nigdy tak nie przyrządzałem rumu.
Następnie zobaczyłem okruszki na biurku. Również nie byłem pewny czy to tak zostawiłem. Może i jestem fleją, ale nie zostawiam takich rzeczy!
Zrobiłem test i wyszedłem z pokoju. Na korytarzu zobaczyłem wielkie lustro, które mam w rzeczywistości. Od razu cofnąłem się do swojego pokoju. Przypomniało mi się, że zawsze te lustro wytrzuca mnie ze snu, nawet jeśli nie spojrzę do środka.
-Dobra, w życiu trzeba być odważnym. A sen i tak długo trwa - pomyślałem i wyszedłem do lustra.
W międzyczasie zastanawiałem się co ujrzę w lustrze biorąc pod uwagę, że się go wystraszyłem już na starcie. Podszedłem i zajrzałem. W moment się przestraszyłem, aż podskoczyłem. Poczułem również ukucie w klatce charakterystyczne dla nagłej dawki stresu. Moja twarz była zdeformowana, przypominała realistyczną wersję obrazu "Krzyk" autorstwa Edvarda Muncha, jednocześnie była skrajnie niedetaliczna, tak jakby twarz była na ustawieniach graficznych "ultra low". Nie było widać nosa a ni włosów. Oczy i usta były kropkami. Zrobiłem test rzeczywistości, a odbicie się zmieniło natomiast lustro przedstawiło już moją prawdziwą twarz. Co ciekawe, trzymając palce na nosie podczas testu, lustro pokazało mi, że zaciskam podbródek. To miało być chyba uzasadnieniem czemu mogę oddychać przez zatkany nos, jednak nie dałem się nabrać na to. Nie mniej, obudziłem się po tym.






