07-02-2024, 16:55
Noc, ciemno. Były jakieś zabawy na łóżkach. Nie pamiętam na czym polegały. Przyszło coś niepokojącego, duch czy coś. Wyglądało jak przezroczysty słup energii. Chwyciłem to i chciałem zgnieść. Po chwili zniknęło. Powiedziałem o tym innym. Było jakieś grzebanie palcem w piasku w łóżku. Sen przeniósł się do szkoły. Znalazłem 2zł, niby właśnie wygrzebane. Kolega powiedział, że to jego, a ja wiedziałem, że to nieprawda. Kłócił się ze mną o to. Powiedziałem, patrz tam leży 50gr, ale nie wziął. No to ja wziąłem. I dalej leżało następne 50gr, podniosłem je. Zrobiło się jakieś zgromadzenie. Koleżanka powiedziała, że to o szczepionkach i, że też powinienem się jeszcze raz zaszczepić. Powiedziałem, że już nie potrzebuję. Był ktoś kto chciał mnie przewrócić, ale się mu nie udało. Uderzyłem go i odepchnąłem. Nie oddał mi, tylko sobie poszedł gdzieś. Coś wybuchło. Powiedziałem o tym panu co mówił o szczepionkach. Potem poszedłem szkolnym korytarzem, aż do torów. Przyjechał pociąg, był cały czarny. Niby to ten co chciał mi zrobić krzywdę to zrobił, podłożył bomby czy coś. Powiedziałem o tym mamie i siostrze płaczliwym głosem. Później nie wiem co się działo, ale przeniosło mnie do dziwnego pomieszczenia, gdzieś wysoko. Jak w grze sterowałem jakąś postacią, jakąś dziewczyną najpierw, a potem psem. Naciskałem na jakieś przyciski na podłodze i otwierały się drzwio okna, których było trzy i wtedy robiło się jaśniej. Jednak, aby nie wypaść z wysokości, zamknąłem je, ale nie do końca. Był ten kolega, który kłócił się o dwa złote. Chciał, aby otworzyć do końca. Nagle zostało odkryte ukryte przejście. Ja razem z dwoma bananami ześlizgiwaliśmy się z jakiejś pochyłości w lewo. Te banany coś mówiły. Jeden przeskakiwał nad drugim. Chwilę trwało to ześlizgiwanie się, aż tu nagle, tak jakbyśmy się obudzili, znaleźliśmy się w klatce wielkości balkonu. Czułem się oszukany. Na środku podłogi leżały te dwa banany. Świeciło mocne słońce i było gorąco. Na klatce siedziały głodne małpy, więc nie było mowy, aby się jakoś przecisnąć przez kratki, bo wiadomo, że małpy zjadłyby te gadające banany. Okazało się, że w klatce jest z boku dziura. Wskoczyły wtedy do środka dwa wilki. Chciałem jednego kopnąć, a ten ugryzł mnie w lewą stopę. Podszedłem do okna i położyłem na parapet te dwa banany, były lekko już pęknięte przy końcówkach. Zacząłem jakoś od zewnątrz otwierać okno i przerzuciłem te banany do środka. Gdy udało mi się otworzyć większą część okna, sam wskoczyłem do środka. Znalazłem się na polnej drodze obok przystanku autobusowego. W piachu leżały te dwa banany, całe już pęknięte czyli nieżywe. Poszedłem wzdłuż drogi. Niedaleko było duże polne boisko położone na wzniesieniu. Koledzy grali w piłkę nożną. Ktoś zawołał do mnie, że skoro jestem już ubrany, czyli mam krótkie spodenki i koszulkę z krótkim rękawkiem, to mogę z nimi zagrać. No to więc zaczęliśmy grać. Udało mi się strzelić gola bardzo łatwo, bo bramkarz stał nieruchomo. Piłka wyleciała z boiska i krążyła wokół niego daleko. Było widać drzewa. Jak się przybliżyła dwóch kolegów prawie ją złapało. Przyciągnąłem ją telekinetycznie. Pamiętam jeszcze, że oglądałem w dużym pokoju na laptopie film akcji.





