09-01-2024, 19:17
Kopałem kamienie na chodniku i one wskakiwały na to samo jedno miejsce, gdzieś na trawie. Ktoś się do mnie przyłączył i kopnął kamień i kamień znalazł się jakoś w tym samym miejscu na trawie. Potem nie wiem co się działo, gdzieś sobie poszedłem. Chodziłem między blokami i trafiłem do takiej prywatnej strefy czy coś. Tam był taki pan co siedział na niedźwiedziu. Gdy mnie zauważył zaczął mnie gonić na tym niedźwiedziu. Skoczyłem na dach, a on też wskoczył. No to powiedziałem, że sobie pójdę i wtedy przestał mnie gonić i pobiegł, gdzieś po dachach. Zeskoczyłem z dachu na dół i poszedłem w lewą stronę. Widziałem korzenie krzaków jakby ziemia była prześwietlona. Później miałem coś zrobić z czyimiś roślinami, chyba tego właściciela co gonił mnie na niedźwiedziu. Najpierw jednak szliśmy ścieżką w lesie. Znaleźliśmy coś, jakieś zwierzę, było okrągłe i wysokie jak drzewo, uśmiechało się. Nazwaliśmy je Bąbelek. Wróciliśmy do tych roślin. Miałem zapałki i podpalałem rośliny. Przyszedł tamten pan. Wiedział o tym dziwnym zwierzęciu i kazał nam go zabić. Nie chciałem tego zrobić. Znowu mieliśmy tam iść. Wziąłem psa właściciela tego miejsca i jakiegoś innego psa, który leżał na kocyku. Szliśmy tą ścieżką pomiędzy drzewami. To dziwne zwierzę zmieniło się w kota. Zabrałem go ze sobą. Był lekko niebieskawy. Zatrzymaliśmy się pod koniec ścieżki. Przyszedł jakiś chłopak i spytał się czy chcę porzucać kamieniami. Powiedziałem, że nie chcę. Pokazałem mu tego kota i powiedziałem, że tamten pan chce go udusić. Chłopak powiedział, że to wstyd. Oczywiście nikt nie udusi kota. Przyszła jakaś pani i poczęstowała nas ciastkami albo tostami z niewielką ilością polewy truskawkowej. Powiedziała, że mają dużo żelaza. Gdy ugryzłem ciastko, obudziłem się.





