17-12-2023, 17:27
Był jakiś chłopiec. Nie wiem co się wcześniej działo, ale potem poszliśmy do lasu. Oprócz tego chłopca było jeszcze kilka osób. Czegoś tam szukaliśmy, wody albo miodu. Ja znalazłem taką dziwną roślinę, na której gałęzi był wielki ul pszczół. U góry na drzewie siedział, wielki jak głowa, trzmieloszerszeń. Zaczął lecieć. Chcieliśmy zrobić dziurę, aby zebrać miód. Jednak pszczoły zaczęły wylatywać i nas gonić. Uciekaliśmy. Po drodze szło kilka osób. Tłumaczyłem jakiejś pani jak wielki był to trzmiel. Była jakaś obojętna, nie wierzyła mi. Wybiegliśmy z lasu. Później znowu tam wróciliśmy. Była tam pani co miała robić zdjęcia. Ja z tym chłopcem się ustawiliśmy. Na ziemi stał jakiś mały domek zabawkowy. Patrzyłem się przez okienka tego domku. Już pani miała robić zdjęcie, gdy okazało się, że mam założoną niepasującą bluzę. Miałem założyć bluzę mamy, ale powiedziałem, że tam mam niedaleko moje szafki z ubraniami to założę coś swojego. Tamta pani się zgodziła i sama otworzyła szufladę. Wyciągnęła niebieską bluzę. Założyłem ją, ale ta nagle dostała jakichś nadruków z obrazkami przedstawiającymi jakieś urządzenia. Powiedziałem, że nie chcę jednak tych zdjęć robić. Pani była zdenerwowana i odpowiedziała, że albo zrobimy te zdjęcia albo napisze na mnie, gdzieś tam, chyba na Onecie. Dalej nie pamiętam snu.





