06-12-2023, 08:05
Pierwszy tak wyraźny sen od dawna. Najpierw zwykły, o nowej pracy. Z nowym kolegą w jakiś sposób trafiłam do starej koleżanki. Posadziła nas przy drewanianym stole na podwórku. Byla wiosna. Mieszałam herbate i ktoś mówi patrzcie ile samolotów. Rzeczywiście przeleciał jeden, a za chwilę chyba że sto myśliwców. Niezwykłe wrażenie. Niebo było czyste. Wszystko było takie namacalne. Myśliwce przeleciały, nadleciał kolejny samolot i coś zrzucił. Kolega krzyczał atomowa atomowa i dostał szaleństwa w oczach. Coś co wypadło z samolotu miało taki mały spadochronik i było żółto niebieskie. Myslalam jakie mamy szansę uciec jeżeli to rzeczywiście bomba i że to tyle to koniec i milion myśli na temat śmierci. Panika w oczach innych ludzi Chwyciliśmy sie za ręce, a raczej wbilismy w siebie paznokcie, bomba spadła, błysnęło i od razu mnie odcięło. Sen się zmienił, tym razem byłam w mieście na pół godziny przed uderzeniem bomby i chciałam powiadomić niektórych ludzi, żeby uciekali. Chodziłam uliczkami, wstepywalam do starodawnych aptek. Chciałam coś jeszcze naprawić, coś załatwić, ale miejsce gdzie trafiłam było już opuszczone. Zamyśliłam się nad tym w jaki sposób tu się znalazlam skoro w momencie uderzenia byłam tam przy stole, musialam podróżować w czasie, a może umarłam i mam takie pośmiertne wizje. Tak się zamyśliłam, że zamiast uciekać bomba spadła mi prawie na głowę i sen się skończył. Znalazlam się w małym pokoju w polpółmroku z babcią, która już nie żyje. Pokazywała mi co zachowała sobie z dawnych czasów.





