19-09-2023, 16:01
Dziewczynka biegła przez ciemny las. Uciekała przed jakimś humanoidalnym stworem, który miał ogon. W pewnym momencie musiała się zatrzymać, bo była przed nią przepaść. Po drugiej stronie była taka jakby wysepka z drzewem i wodą. Skoczyła i udało się jej złapać gałąź tego drzewa. Dalej szła tą wodą. Sen przeskoczył. Biegłem sobie po łące i przeskakiwałem z platformy na platformę. Te platformy unosiły się w powietrzu. Jedne były z drewna, inne trawiaste. Biegłem za tym stworem co gonił dziewczynkę. Skoczyłem i łagodnie opadłem. Ten stwór okazał się być starszym panem z siwymi włosami. Nie wiem dlaczego poszukiwał tej dziewczynki, czy chciał jej pomóc czy co. Szliśmy jakąś wijącą się ścieżką wyznaczoną deskami. Z boku tej ścieżki były rysunki na ściance przedstawiające pociąg i coś z nim związanego. W końcu doszliśmy do końca. Tam byli turyści. Chyba się rozdzieliliśmy. Szedłem jakimś tunelem. Tam były przejścia do różnych miejsc. Za ogrodzeniem widziałem wewnętrzny kościół, który był dużą, kilkupiętrową biblioteką. Dalej były drzwi, które były niby wejściem tam. Przy drzwiach było kilka półek z książkami. Na podłodze w rogu leżała zgnieciona puszka po napoju. Miałem w ręku kawałek zwiniętego papieru, który chciałem, gdzieś wyrzucić, ale nie chciałem zaśmiecać tego miejsca. Do kościoła biblioteki nie poszedłem, bo nie miałem pieniędzy na bilet. Wyszedłem. Znalazłem jakąś półkę z kawałkami papierów, tam zostawiłem mojego śmiecia. Poszedłem dalej. Dalej po lewej stronie były stajnie i chyba urządzali wyścigi koni. Tam nie poszedłem. Wyszedłem z tego tunelu na zewnątrz. Były tam po lewej i dalej po prawej stronie takie chińskie (tak o nich pomyślałem) schody. Prowadziły do lasu. Te po prawej były trudniejsze do przejścia, więc poszedłem tymi drugimi. Te wcale nie były takie łatwe, ale jakoś dałem sobie radę. Doprowadziły mnie oczywiście do tych schodów po prawej stronie. Tak naprawdę to były drabinki z drewna i metalu. Dużo ludzi tam się wspinało, więc było ciasno. W połowie drogi prawie zleciałem, jak się jedna drabinka odgięła. Niestety dalej nie dało się iść, ponieważ kilka osób schodziło z góry. Tutaj sen nie wytrzymał i się zakończył.





