20-07-2023, 16:17
Dzień 66
Fadhir ma kartę płatniczą.
Fadhir używa karty płatniczej.
Fadhir nonszalancko wyciąga kartę płatniczą, żeby jej używać.
Fadhir używa tej karty płatniczej tak cholernie naturalnie.
Fadhir używa tej karty płatniczej, w ogóle się nad tym nie zastanawiając.
Tym razem też zamówiłam piwo.
(Co, na trzeźwo tego nie wytrzymasz?)
Założyłam, znowu absolutnie bez żadnych podstaw, że tutaj piwo nie będzie zbyt mocne. W ogóle, że nie będzie PRAWDZIWE. A umysł, świadomość czy czymkolwiek tu byłam, chyba nie może upić się i mieć kaca.
Fadhir znów stawiał. Moje długi rosły. Może powinnam się zacząć zastanawiać, czy tutaj długów nie spłaca się przypadkiem pokutą w czyśćcu.
Obserwowałam jak Fadhir pali tego swojego papierosa patrząc gdzieś w przestrzeń przed sobą. Odruchowo już oczekiwałam tego, że Vilma zaraz go opieprzy, wyrzuci z lokalu, podniesie głos i każe mu się wynosić. Nic takiego się nie stało. Sylfida za barem wydawała się całkowicie obojętna. Dwaj inni podróżnicy, którzy akurat byli w barze w tym samym czasie, również to ignorowali. Zdałam sobie sprawę, że jeszcze nigdy nie widziałam tu tabliczek z zakazami palenia. I właściwie żadnych zakazów.
Kiedy o to spytałam, Fadhir tylko wzruszył ramionami.
- Komu miałoby to przeszkadzać i dlaczego? - zdziwił się – Tutaj nawet nie trzeba oddychać, jak komuś zapach się nie podoba…
I zapewne nie było tu także raka płuc od węglowodorów i smoły z papierosowego dymu. Jeżeli tutejszy dym był w ogóle wystarczająco prawdziwy, żeby zawierać coś w rodzaju węglowodorów.
- A inne rzeczy? Tak całkiem wszystko tu wolno?
- Czemu nie? Skoro nic nie stoi na przeszkodzie, rób co chcesz. Jeśli coś tu jest niedozwolone…
- To serwer tego Matrixa technicznie do tego nie dopuści – dokończyłam. Fadhir uśmiechnął się złowieszczo jak czarny charakter, któremu właśnie powiódł się jakiś niecny plan.
- Widzę, że się uczysz i wyciągasz wnioski – stwierdził ze swego rodzaju satysfakcją.
- To… chyba dobrze?
W obliczu chaosu nic nie jest prawdziwe i wszystko jest dozwolone.
Satysfakcja Fadhira była raczej krótkotrwała, bo szybko wrócił do tego stanu, który pisarze lubią nazywać ponurą zadumą. Patrzył gdzieś przed siebie, ale raczej nie na inne stoły w barze. I zaciągał się dymem, żeby potem wypuszczać go w stronę środka sali.
W którymś momencie drzwi się otworzyły i do lokalu wszedł mężczyzna o ostrzyżonych prawie do zera włosach, w czerwonych szatach, które upodabniały go do mnicha z jakiegoś anime. Zanim podszedł do baru, zatrzymał się na chwilę i spojrzał w naszą stronę. No, może tak bardziej na Fadhira. Nie było to może spojrzenie, które mogłoby zabić na miejscu, ale nie zdziwiłabym się, gdyby przynajmniej paraliżowało. Rzecz jasna Fadhir zniósł to ze stoickim spokojem. Miałam nawet wrażenie, że lekko się uśmiechnął, kiedy tamten zdecydował w końcu, że jednak bardziej interesuje go zamówienie czegoś do picia.
- Zanieczyszczasz jego aurę niskimi negatywnymi wibracjami przez to swoje kopcenie? - spytałam z rozbawieniem.
- Jeśli by naprawdę uważał, że mu szkodzę, to słaba jest jego wola.
Niejako siłą rozpędu spytałam Fadhira o te karty płatnicze. Wydawał się zdziwiony, że w ogóle muszę o takie rzeczy pytać.
- Chyba każdy od początku co najmniej jedną ma – powiedział powoli – Musi być gdzieś w twoim astralnym domu. Dziwne, że jej do tej pory nie znalazłaś.
- Ale musiałabym mieć na niej jakieś środki, żeby z niej korzystać, prawda?
Nie żebym liczyła na znalezienie tej karty w najbliższym czasie…
- Ile tu już bywasz? - spytał – Dwa miesiące? Jeśli jej nie używasz, to samoistnie pewnie się nieźle naładowała. Nie musisz wszystkiego przewalić na głupstwa od razu. A poza tym trochę da się tu dorobić albo doładowywać ją na wiele sposobów. Nawet ręcznie by się dało, chociaż to mało wydajne…
- Tak? - spytałam, wykonując prawą ręką gest, jakbym coś odpychała. Przed wewnętrzną stroną dłoni pojawiła się żółtawa chmura energii, która równie szybko się rozwiała. Fadhir spojrzał na mnie z zaciekawieniem, a ja poczułam się, jakbym właśnie zrobiła Coś Niewłaściwego.
Szybko cofnęłam rękę i położyłam obie płasko na udach, jak grzeczna dziewczynka ze szkółki niedzielnej.
- No, właśnie mówię, że to mało wydajne – westchnął Fadhir – Już raczej poszukaj na swoim terenie jakiegoś mechanizmu ze stałym przepływem, będzie wypadkowo szybciej. No i zawsze możesz coś zarobić w transakcjach z innymi Prawdziwymi. Podobno kryptowaluty obecnie też łatwiej zyskać na transakcjach niż przez kopanie…
- Co?!!?
Fadhir wzruszył ramionami.
- Nie wiem, nie znam się, zarobiony jestem… To znaczy nie siedzę w tym i nigdy nie siedziałem.
Uśmiechnęłam się złośliwie.
- Czy mam uznać, że tutejsza waluta to taki sam scam i przekręt jak kryptowaluty? - podchwyciłam.
- Nie. I to tutaj ma nieporównywalnie bardziej stabilną wartość. Jakoś nawet da się to przeliczyć jako równoważnik energii w skali Eckharta. Nie pytaj mnie jak, bo nie wiem.
Wzięłam kilka łyków ze swojego kufla. Smakowało jak normalne fizyczne piwo. Przez chwilę zastanawiałam się na ile tutaj oczekiwania wpływały na szczegóły doznań zmysłowych. Czy była szansa, że pijąc to samo Fadhir odczuwał trochę inny smak? Nie istniał nawet żaden sposób, żeby to sprawdzić.
Przeniosłam wzrok na domniemanego mnicha w czerwonych szatach. Usiadł tak, że był zwrócony do nas plecami. Nawet lepiej. Właściwie on był zirytowany, że Fadhir palił w lokalu czy zwyczajnie nie tolerował Fadhira jako osoby?
Nachyliłam się nad stolikiem.
- On cię zna? - spytałam szeptem.
- Zapewne tak jak ja jego, głównie z widzenia – mruknął Fadhir.
- Nie lubicie się?
- To nawet za mocne słowo. Po prostu… niechętnie się mijamy. Zresztą sama możesz to poczuć, pewnie jak minimalnie się skupisz, zobaczysz jego poczucie moralnej wyższości. Pajac…
Ostanie słowo wypluł z pogardą.
Zanim zdążyłam pomyśleć, jak mu odpowiedzieć, Kiri postanowiła zdalnie się uaktywnić.
- Co ty knujesz, Maddigan? Chcesz mieć swoją deskę?
Chciałam zaprzeczyć, ale wiedziałam, że jej nie mam jak okłamać. Tak, przeszło mi to przez myśl. Dlatego w ogóle odważyłam się w końcu spytać Fadhira o kartę płatniczą.
- Tutaj można tak zwyczajnie kupić coś od innego Prawdziwego? - to było już skierowane do Fadhira.
- A czemu nie? - zdziwił się Fadhir – Nie grałaś nigdy w gry MMO?
- Teraz mi sugerujesz, że tu tak samo spróbują mnie wy… wykorzystać i oszukać? - zażartowałam.
Zdałam sobie sprawę, że odkąd znowu położyłam ręce na blacie, Fadhir patrzył na nie badawczo. Oczekiwał, że znów wyemituję trochę energii? W jakim celu?
- Jesteś zdenerwowana – to było bardziej stwierdzenie niż pytanie. A przy tym cały czas Fadhir wydawał się lekko rozbawiony. Na wszelki wypadek udałam nagłe zainteresowanie swoim piwem.
- Właściwie jest jeszcze coś, o czym powinnam wiedzieć jak działa? - spytałam po dłuższej chwili.
- Co masz na myśli?
- Na przykład coś takiego jak te teleporty za miastem.
Fadhir w zamyśleniu potarł twarz.
- Korzystałaś już z tego? - spytał.
- Tak – odpowiedziałam krótko. Nie widziałam konieczności uściślenia, że zrobiłam to bardziej przypadkowo, jak większość rzeczy tutaj.
- To chyba jest dość proste i intuicyjne. Kwestia zapamiętania, co gdzie prowadzi i ewentualnie zaplanowania przesiadek, jak w autobusach i pociągach. To nie jest skomplikowane w obsłudze.
- To też jest jak te przełączniki? - spytałam.
- Tak. I powstało mniej więcej w tym samym celu. Żeby mniej ogarnięci podróżnicy nie musieli myśleć o słowach mocy i współrzędnych.
- No i dlatego, że precyzja domyślnej teleportacji ssie? - podsunęłam, na co Fadhir krótko się zaśmiał.
- Z tym akurat możesz mieć rację – przyznał – Bo na to jest mnóstwo obejść, czyli jest zapotrzebowanie.
Z wyrazu jego twarzy i tonu głosu wywnioskowałam, że z jakichś powodów Fadhir nie lubił „idiotoodpornych” mechanizmów, nawet jeśli z niektórych z nich sam lubił dla wygody korzystać. Pomyślałam o tym w kontekście tego, co kilka dni wcześniej powiedział Ireasz. Fadhir mógł nie chcieć, żeby cokolwiek tutaj było łatwe w obsłudze dla każdego niewtajemniczonego. Czy z jego punktu widzenia odbierało to światu astralnemu atmosferę mistycznego sekretu?
Fadhir ma kartę płatniczą.
Fadhir używa karty płatniczej.
Fadhir nonszalancko wyciąga kartę płatniczą, żeby jej używać.
Fadhir używa tej karty płatniczej tak cholernie naturalnie.
Fadhir używa tej karty płatniczej, w ogóle się nad tym nie zastanawiając.
Tym razem też zamówiłam piwo.
(Co, na trzeźwo tego nie wytrzymasz?)
Założyłam, znowu absolutnie bez żadnych podstaw, że tutaj piwo nie będzie zbyt mocne. W ogóle, że nie będzie PRAWDZIWE. A umysł, świadomość czy czymkolwiek tu byłam, chyba nie może upić się i mieć kaca.
Fadhir znów stawiał. Moje długi rosły. Może powinnam się zacząć zastanawiać, czy tutaj długów nie spłaca się przypadkiem pokutą w czyśćcu.
Obserwowałam jak Fadhir pali tego swojego papierosa patrząc gdzieś w przestrzeń przed sobą. Odruchowo już oczekiwałam tego, że Vilma zaraz go opieprzy, wyrzuci z lokalu, podniesie głos i każe mu się wynosić. Nic takiego się nie stało. Sylfida za barem wydawała się całkowicie obojętna. Dwaj inni podróżnicy, którzy akurat byli w barze w tym samym czasie, również to ignorowali. Zdałam sobie sprawę, że jeszcze nigdy nie widziałam tu tabliczek z zakazami palenia. I właściwie żadnych zakazów.
Kiedy o to spytałam, Fadhir tylko wzruszył ramionami.
- Komu miałoby to przeszkadzać i dlaczego? - zdziwił się – Tutaj nawet nie trzeba oddychać, jak komuś zapach się nie podoba…
I zapewne nie było tu także raka płuc od węglowodorów i smoły z papierosowego dymu. Jeżeli tutejszy dym był w ogóle wystarczająco prawdziwy, żeby zawierać coś w rodzaju węglowodorów.
- A inne rzeczy? Tak całkiem wszystko tu wolno?
- Czemu nie? Skoro nic nie stoi na przeszkodzie, rób co chcesz. Jeśli coś tu jest niedozwolone…
- To serwer tego Matrixa technicznie do tego nie dopuści – dokończyłam. Fadhir uśmiechnął się złowieszczo jak czarny charakter, któremu właśnie powiódł się jakiś niecny plan.
- Widzę, że się uczysz i wyciągasz wnioski – stwierdził ze swego rodzaju satysfakcją.
- To… chyba dobrze?
W obliczu chaosu nic nie jest prawdziwe i wszystko jest dozwolone.
Satysfakcja Fadhira była raczej krótkotrwała, bo szybko wrócił do tego stanu, który pisarze lubią nazywać ponurą zadumą. Patrzył gdzieś przed siebie, ale raczej nie na inne stoły w barze. I zaciągał się dymem, żeby potem wypuszczać go w stronę środka sali.
W którymś momencie drzwi się otworzyły i do lokalu wszedł mężczyzna o ostrzyżonych prawie do zera włosach, w czerwonych szatach, które upodabniały go do mnicha z jakiegoś anime. Zanim podszedł do baru, zatrzymał się na chwilę i spojrzał w naszą stronę. No, może tak bardziej na Fadhira. Nie było to może spojrzenie, które mogłoby zabić na miejscu, ale nie zdziwiłabym się, gdyby przynajmniej paraliżowało. Rzecz jasna Fadhir zniósł to ze stoickim spokojem. Miałam nawet wrażenie, że lekko się uśmiechnął, kiedy tamten zdecydował w końcu, że jednak bardziej interesuje go zamówienie czegoś do picia.
- Zanieczyszczasz jego aurę niskimi negatywnymi wibracjami przez to swoje kopcenie? - spytałam z rozbawieniem.
- Jeśli by naprawdę uważał, że mu szkodzę, to słaba jest jego wola.
Niejako siłą rozpędu spytałam Fadhira o te karty płatnicze. Wydawał się zdziwiony, że w ogóle muszę o takie rzeczy pytać.
- Chyba każdy od początku co najmniej jedną ma – powiedział powoli – Musi być gdzieś w twoim astralnym domu. Dziwne, że jej do tej pory nie znalazłaś.
- Ale musiałabym mieć na niej jakieś środki, żeby z niej korzystać, prawda?
Nie żebym liczyła na znalezienie tej karty w najbliższym czasie…
- Ile tu już bywasz? - spytał – Dwa miesiące? Jeśli jej nie używasz, to samoistnie pewnie się nieźle naładowała. Nie musisz wszystkiego przewalić na głupstwa od razu. A poza tym trochę da się tu dorobić albo doładowywać ją na wiele sposobów. Nawet ręcznie by się dało, chociaż to mało wydajne…
- Tak? - spytałam, wykonując prawą ręką gest, jakbym coś odpychała. Przed wewnętrzną stroną dłoni pojawiła się żółtawa chmura energii, która równie szybko się rozwiała. Fadhir spojrzał na mnie z zaciekawieniem, a ja poczułam się, jakbym właśnie zrobiła Coś Niewłaściwego.
Szybko cofnęłam rękę i położyłam obie płasko na udach, jak grzeczna dziewczynka ze szkółki niedzielnej.
- No, właśnie mówię, że to mało wydajne – westchnął Fadhir – Już raczej poszukaj na swoim terenie jakiegoś mechanizmu ze stałym przepływem, będzie wypadkowo szybciej. No i zawsze możesz coś zarobić w transakcjach z innymi Prawdziwymi. Podobno kryptowaluty obecnie też łatwiej zyskać na transakcjach niż przez kopanie…
- Co?!!?
Fadhir wzruszył ramionami.
- Nie wiem, nie znam się, zarobiony jestem… To znaczy nie siedzę w tym i nigdy nie siedziałem.
Uśmiechnęłam się złośliwie.
- Czy mam uznać, że tutejsza waluta to taki sam scam i przekręt jak kryptowaluty? - podchwyciłam.
- Nie. I to tutaj ma nieporównywalnie bardziej stabilną wartość. Jakoś nawet da się to przeliczyć jako równoważnik energii w skali Eckharta. Nie pytaj mnie jak, bo nie wiem.
Wzięłam kilka łyków ze swojego kufla. Smakowało jak normalne fizyczne piwo. Przez chwilę zastanawiałam się na ile tutaj oczekiwania wpływały na szczegóły doznań zmysłowych. Czy była szansa, że pijąc to samo Fadhir odczuwał trochę inny smak? Nie istniał nawet żaden sposób, żeby to sprawdzić.
Przeniosłam wzrok na domniemanego mnicha w czerwonych szatach. Usiadł tak, że był zwrócony do nas plecami. Nawet lepiej. Właściwie on był zirytowany, że Fadhir palił w lokalu czy zwyczajnie nie tolerował Fadhira jako osoby?
Nachyliłam się nad stolikiem.
- On cię zna? - spytałam szeptem.
- Zapewne tak jak ja jego, głównie z widzenia – mruknął Fadhir.
- Nie lubicie się?
- To nawet za mocne słowo. Po prostu… niechętnie się mijamy. Zresztą sama możesz to poczuć, pewnie jak minimalnie się skupisz, zobaczysz jego poczucie moralnej wyższości. Pajac…
Ostanie słowo wypluł z pogardą.
Zanim zdążyłam pomyśleć, jak mu odpowiedzieć, Kiri postanowiła zdalnie się uaktywnić.
- Co ty knujesz, Maddigan? Chcesz mieć swoją deskę?
Chciałam zaprzeczyć, ale wiedziałam, że jej nie mam jak okłamać. Tak, przeszło mi to przez myśl. Dlatego w ogóle odważyłam się w końcu spytać Fadhira o kartę płatniczą.
- Tutaj można tak zwyczajnie kupić coś od innego Prawdziwego? - to było już skierowane do Fadhira.
- A czemu nie? - zdziwił się Fadhir – Nie grałaś nigdy w gry MMO?
- Teraz mi sugerujesz, że tu tak samo spróbują mnie wy… wykorzystać i oszukać? - zażartowałam.
Zdałam sobie sprawę, że odkąd znowu położyłam ręce na blacie, Fadhir patrzył na nie badawczo. Oczekiwał, że znów wyemituję trochę energii? W jakim celu?
- Jesteś zdenerwowana – to było bardziej stwierdzenie niż pytanie. A przy tym cały czas Fadhir wydawał się lekko rozbawiony. Na wszelki wypadek udałam nagłe zainteresowanie swoim piwem.
- Właściwie jest jeszcze coś, o czym powinnam wiedzieć jak działa? - spytałam po dłuższej chwili.
- Co masz na myśli?
- Na przykład coś takiego jak te teleporty za miastem.
Fadhir w zamyśleniu potarł twarz.
- Korzystałaś już z tego? - spytał.
- Tak – odpowiedziałam krótko. Nie widziałam konieczności uściślenia, że zrobiłam to bardziej przypadkowo, jak większość rzeczy tutaj.
- To chyba jest dość proste i intuicyjne. Kwestia zapamiętania, co gdzie prowadzi i ewentualnie zaplanowania przesiadek, jak w autobusach i pociągach. To nie jest skomplikowane w obsłudze.
- To też jest jak te przełączniki? - spytałam.
- Tak. I powstało mniej więcej w tym samym celu. Żeby mniej ogarnięci podróżnicy nie musieli myśleć o słowach mocy i współrzędnych.
- No i dlatego, że precyzja domyślnej teleportacji ssie? - podsunęłam, na co Fadhir krótko się zaśmiał.
- Z tym akurat możesz mieć rację – przyznał – Bo na to jest mnóstwo obejść, czyli jest zapotrzebowanie.
Z wyrazu jego twarzy i tonu głosu wywnioskowałam, że z jakichś powodów Fadhir nie lubił „idiotoodpornych” mechanizmów, nawet jeśli z niektórych z nich sam lubił dla wygody korzystać. Pomyślałam o tym w kontekście tego, co kilka dni wcześniej powiedział Ireasz. Fadhir mógł nie chcieć, żeby cokolwiek tutaj było łatwe w obsłudze dla każdego niewtajemniczonego. Czy z jego punktu widzenia odbierało to światu astralnemu atmosferę mistycznego sekretu?





