29-03-2023, 10:11
Dobrze Ci idzie
Z tym skupieniem na oddechu ogólnie, zamiast na konkretnym wrażeniu związanym z oddechem to wielu nauczycieli tak uczy. Spontaniczne medytacje są fajne, ale staraj się też dbać o regularność i planować praktykę. Po czasie przekonasz się, że korzyści z praktyki wykraczają dalece poza tylko trening LD i warto się w tym rozwijać. Możesz napotkać wiele fałszywych den po drodze, staraj się w takowe za długo nie wierzyć. Rozwój duchowy praktycznie nie ma dna. Nawet to co jest w zen uznawane za oświecenie, nie jest zupełnym końcem "drogi". Dalej wgląd może dojrzewać. Jednym z prostych wyznaczników, że nie osiadliśmy na laurach jest taki, że nasze doświadczenie ciągle się pogłębia (mówię tu głównie już o wpływie praktyki na życie codzienne), a przynajmniej jest ciągle żywe, przejrzyste, "senne". Oświecenie w buddyzmie jest żywym stanem głęboko transformującym bieżące doświadczenie i działanie. Nie jest to żadnego typu wiedza, którą poznajemy, zapamiętujemy, intencjonalnie używamy i stanowi punkt odniesienia wobec naszych poglądów i doświadczeń. Tego typu wglądy oczywiście się zdarzają w praktyce, są jednak bardziej środkiem do "celu" niż samym celem. Ciężko jednak w ogóle nie zaliczyć etapu, gdzie bierzemy owe zrozumienia zbyt poważnie. Sam się na to złapałem. Wtedy doświadczenie z tym związane było intensywne i nie znałem żadnego sensownego modelu rozwoju duchowego, więc ciężko o inny skutek jak potraktowanie tego jak ostateczny wgląd.
To takie ogólne rady na przyszłość, które w moim odczuciu mogą się przydać. Jakbyś miał jakieś pytania to możesz pytać na forum, albo na priv. Siedzę w temacie już jakieś 7 lat. Powodzenia
Z tym skupieniem na oddechu ogólnie, zamiast na konkretnym wrażeniu związanym z oddechem to wielu nauczycieli tak uczy. Spontaniczne medytacje są fajne, ale staraj się też dbać o regularność i planować praktykę. Po czasie przekonasz się, że korzyści z praktyki wykraczają dalece poza tylko trening LD i warto się w tym rozwijać. Możesz napotkać wiele fałszywych den po drodze, staraj się w takowe za długo nie wierzyć. Rozwój duchowy praktycznie nie ma dna. Nawet to co jest w zen uznawane za oświecenie, nie jest zupełnym końcem "drogi". Dalej wgląd może dojrzewać. Jednym z prostych wyznaczników, że nie osiadliśmy na laurach jest taki, że nasze doświadczenie ciągle się pogłębia (mówię tu głównie już o wpływie praktyki na życie codzienne), a przynajmniej jest ciągle żywe, przejrzyste, "senne". Oświecenie w buddyzmie jest żywym stanem głęboko transformującym bieżące doświadczenie i działanie. Nie jest to żadnego typu wiedza, którą poznajemy, zapamiętujemy, intencjonalnie używamy i stanowi punkt odniesienia wobec naszych poglądów i doświadczeń. Tego typu wglądy oczywiście się zdarzają w praktyce, są jednak bardziej środkiem do "celu" niż samym celem. Ciężko jednak w ogóle nie zaliczyć etapu, gdzie bierzemy owe zrozumienia zbyt poważnie. Sam się na to złapałem. Wtedy doświadczenie z tym związane było intensywne i nie znałem żadnego sensownego modelu rozwoju duchowego, więc ciężko o inny skutek jak potraktowanie tego jak ostateczny wgląd.To takie ogólne rady na przyszłość, które w moim odczuciu mogą się przydać. Jakbyś miał jakieś pytania to możesz pytać na forum, albo na priv. Siedzę w temacie już jakieś 7 lat. Powodzenia
let's worship cats





