08-10-2010, 02:18
Wiem, że długie, ale no cóż - kto nie chce nie przeczyta 
Za sprawą kilku (tak, przyznaję - kobiet) myślałem ostatnio sporo o ludziach. Wiem, że wielu z Was w to nie wierzy, ale załóżmy na chwilę, że świat się kończy i znikają z powierzchni Ziemi ludzie - pozostaje jedynie garstka. Jestem ciekaw Waszej opinii - żałowalibyście ludzi? Byli smutni, zdruzgotani, a może szczęśliwi z powodu ich zniknięcia?
Wypada przedstawić swoje zdanie - na początku miałem to (mówiąc kolokwialnie) w dupie. Ale stwierdziłem, że byłbym debilem nie próbując popatrzeć od drugiej strony. Zacząłem się ludziom przyglądać - na chodniku, w tramwaju, w sklepie, na ulicy. Im dłużej się przyglądałem, tym trudniej było mi podjąć decyzję. Jest wiele przypadków chamów i półinteligentów, począwszy od policjanta, który zgłosił mój samochód do skontrolowania, tylko dlatego, że przejeżdżałem obok miejsca ich interwencji i spytałem, czy nie mogliby wjechać w zatoczkę, która była metr dalej, bo blokują ruch i ciężko jest przejechać (zatrzymał mnie nieoznakowany radiowóz dwie ulice dalej), dresiarza, który widział problem w tym, że się patrzę, aut zajeżdżających drogę, ludzi szukających bójek, awantur po innych degeneratów społecznych, żebrających, kradnących i szkodzących samych sobie i innym. I choć znałem ten obrazek od lat i nawet chamskie zachowanie policji mnie nie dziwi, dostrzegłem coś innego. Zobaczyłem dziewczynę, zatrzymującą się obok człowieka, który upadł na chodnik, ludzi przytrzymujących drzwi tramwaju obcemu człowiekowi, który biegł by zdążyć na tramwaj, chłopaka, dla którego kasa nie była tak istotna jak pomoc drugiemu człowiekowi, kobietę, która podjechała samochodem pod czerwone światło obok mnie, i gdy zobaczyła, że kichnąłem, powiedziała na zdrowie
ludzi, którzy potrafią zrobić dla drugiego człowieka więcej, niż sami w życiu otrzymali ! I choć wciąż nie płakałbym po ludziach, nie przechodzę obok tego aż tak obojętnie. Szkoda by był ludzi, którzy w małych bądź większych gestach, potrafią bezinteresownie okazać komuś dobre serce. Nie zrozumcie mnie źle - nie chcę śmierci dla tego policjanta, dresa, czy innych ludzi, którzy w mniejszy lub większy sposób uprzykrzyli mi życie - po prostu po latach uważania ludzi za chaotyczną, półinteligentną i zdegenerowaną masę, wręcz brzydzenia się nimi niejako widzę światełko, to światełko, które nie pozwala mi już tak samo nazywać ludzi. A co Wy o tym sądzicie?

Za sprawą kilku (tak, przyznaję - kobiet) myślałem ostatnio sporo o ludziach. Wiem, że wielu z Was w to nie wierzy, ale załóżmy na chwilę, że świat się kończy i znikają z powierzchni Ziemi ludzie - pozostaje jedynie garstka. Jestem ciekaw Waszej opinii - żałowalibyście ludzi? Byli smutni, zdruzgotani, a może szczęśliwi z powodu ich zniknięcia?
Wypada przedstawić swoje zdanie - na początku miałem to (mówiąc kolokwialnie) w dupie. Ale stwierdziłem, że byłbym debilem nie próbując popatrzeć od drugiej strony. Zacząłem się ludziom przyglądać - na chodniku, w tramwaju, w sklepie, na ulicy. Im dłużej się przyglądałem, tym trudniej było mi podjąć decyzję. Jest wiele przypadków chamów i półinteligentów, począwszy od policjanta, który zgłosił mój samochód do skontrolowania, tylko dlatego, że przejeżdżałem obok miejsca ich interwencji i spytałem, czy nie mogliby wjechać w zatoczkę, która była metr dalej, bo blokują ruch i ciężko jest przejechać (zatrzymał mnie nieoznakowany radiowóz dwie ulice dalej), dresiarza, który widział problem w tym, że się patrzę, aut zajeżdżających drogę, ludzi szukających bójek, awantur po innych degeneratów społecznych, żebrających, kradnących i szkodzących samych sobie i innym. I choć znałem ten obrazek od lat i nawet chamskie zachowanie policji mnie nie dziwi, dostrzegłem coś innego. Zobaczyłem dziewczynę, zatrzymującą się obok człowieka, który upadł na chodnik, ludzi przytrzymujących drzwi tramwaju obcemu człowiekowi, który biegł by zdążyć na tramwaj, chłopaka, dla którego kasa nie była tak istotna jak pomoc drugiemu człowiekowi, kobietę, która podjechała samochodem pod czerwone światło obok mnie, i gdy zobaczyła, że kichnąłem, powiedziała na zdrowie
ludzi, którzy potrafią zrobić dla drugiego człowieka więcej, niż sami w życiu otrzymali ! I choć wciąż nie płakałbym po ludziach, nie przechodzę obok tego aż tak obojętnie. Szkoda by był ludzi, którzy w małych bądź większych gestach, potrafią bezinteresownie okazać komuś dobre serce. Nie zrozumcie mnie źle - nie chcę śmierci dla tego policjanta, dresa, czy innych ludzi, którzy w mniejszy lub większy sposób uprzykrzyli mi życie - po prostu po latach uważania ludzi za chaotyczną, półinteligentną i zdegenerowaną masę, wręcz brzydzenia się nimi niejako widzę światełko, to światełko, które nie pozwala mi już tak samo nazywać ludzi. A co Wy o tym sądzicie?





