27-02-2023, 19:16
Chodziłam po remontowanym domu i sprawdzałam co i jak się robi. Czas dłużył się niesamowicie. Podszedł jakiś niby listonosz niby kontroler i kazał coś tam podpisać, wyjaśnić a ja powiedziałam, że nie wiem o co kaman i sobie poszedł. Przyszła włascicielka domu i mnie skrzyczała, że nie umiem zalatwić spraw. W złym humorze wsiadłam w auto i znow zz niesamowitą dłużyzną jechałam w stronę domu. Było już ciemno. Chcialam urozmaicić sobie drogę i skręciłam w jakiś niby skrót, w drogę gruntową. Wjechałam w jakieś błoto kałużę i w końcu tak się zakopałam, że woda sięgała do połowy drzwi. Wyszłam jakoś przez okno. Zadzwoniłam po kogoś i potem pamoetam tylko zapinanie linki do czegoś jak koparka.
W drugim śnie krążyłam po wielkim przestronnym mieście. Dojechałam do baru i zaczęłam pracować. Tak po prostu. Bar był ciemny z dziwnymi przejściami. Elementy z czystego drewna i takie otwarte wyjście na łąkę gdzie były jakieś zawody samochodów terenowych. Sprezalam się jak mogłam. Czyściłam piec do pizzy. Znosiłam plastikowe kubki. Podeszła do mnie kolezanka z podstawówki, której rzeczywiście nie widzialam od lat i powiedziała, że muszę kogoś spotkać, a po pracy gdzies tam mamy wszyscy iść do baru już jako klienci a nie personel. Kiedy bar się wyludnił koleżanka przyprowadziła faceta. Wysoki, ciemne wlosy. Nikogo mi nie przypominał. Zaczął coś opowiadać, że to moja inna linia życia, gdybym nie zerwała kontaktów z tą koleżanką i był na mnie zły, że nie spotkaliśmy się. Powiedział, że następnym razem mam robić tak jak trzeba. Zapytałam czy nie możemy się spotkać skoro to nie tak daleko. (Nie kojarzyłam w ogole siebie w rzeczywistości ale odległość tego baru do mojego domu w rzeczywistości jakoś beż problemu.) Powiedział, że nie bo już go tu nie ma, w sensie że naprawdę zmarł już. Po czym przytulił mnie że złością i sobie poszedł. Miałam w głowie tylko wtf. Wszyscy którzy słyszeli tą rozmowę jakoś tak kręcili na mnie głowami z dezaprobatą. Poszłam dalej pucować podłogę i myślałam czy rzeczywiście coś się nie liczę z innymi bo sie odsunęłam i zapomnialam jakieś ważne zasady i i już ich nie rozumiem, czy tak wybrałam z jakiegoś powodu. Wyszłam, popatrzyłam na gwiazdy i pobudka.
W drugim śnie krążyłam po wielkim przestronnym mieście. Dojechałam do baru i zaczęłam pracować. Tak po prostu. Bar był ciemny z dziwnymi przejściami. Elementy z czystego drewna i takie otwarte wyjście na łąkę gdzie były jakieś zawody samochodów terenowych. Sprezalam się jak mogłam. Czyściłam piec do pizzy. Znosiłam plastikowe kubki. Podeszła do mnie kolezanka z podstawówki, której rzeczywiście nie widzialam od lat i powiedziała, że muszę kogoś spotkać, a po pracy gdzies tam mamy wszyscy iść do baru już jako klienci a nie personel. Kiedy bar się wyludnił koleżanka przyprowadziła faceta. Wysoki, ciemne wlosy. Nikogo mi nie przypominał. Zaczął coś opowiadać, że to moja inna linia życia, gdybym nie zerwała kontaktów z tą koleżanką i był na mnie zły, że nie spotkaliśmy się. Powiedział, że następnym razem mam robić tak jak trzeba. Zapytałam czy nie możemy się spotkać skoro to nie tak daleko. (Nie kojarzyłam w ogole siebie w rzeczywistości ale odległość tego baru do mojego domu w rzeczywistości jakoś beż problemu.) Powiedział, że nie bo już go tu nie ma, w sensie że naprawdę zmarł już. Po czym przytulił mnie że złością i sobie poszedł. Miałam w głowie tylko wtf. Wszyscy którzy słyszeli tą rozmowę jakoś tak kręcili na mnie głowami z dezaprobatą. Poszłam dalej pucować podłogę i myślałam czy rzeczywiście coś się nie liczę z innymi bo sie odsunęłam i zapomnialam jakieś ważne zasady i i już ich nie rozumiem, czy tak wybrałam z jakiegoś powodu. Wyszłam, popatrzyłam na gwiazdy i pobudka.





