16-11-2022, 15:11
Ciemno. Leżę na sennym łóżku. Mam szklankę wody. Trochę piję. Myślę jednak, że to sen i wylewam część na poduszkę. Wydaje się realistycznie mokra, więc to chyba nie sen, myślę. Wypijam resztę i wstaję. Idę obudzić siostrę, ale w jej pokoju nikogo nie ma. Jest jasno. Zauważam jakieś duże pluszaki na kanapie. Idę na balkon. Tutaj jest mama i jacyś goście. Wskakuję na płot balkonu i zeskakuję. Jakaś pani robi coś przy żywopłocie. Słońce mocno świeci. Z lewej strony w oddali robi się nagle ciemno. To prąd odcięli. Mówię do mamy, że oprócz słońca musiało być coś innego elektrycznego co świeciło. Z ciemności wyłania się czarny obiekt latający i leci w naszą stronę. Szybko otwieram bramkę i wyskakuję na trawnik. Ufo jest mniejsze ode mnie, ale łapię za krawędź i lecimy. Niby lecę w chmurach, ale za wiele nie widzę. Za chwilę się budzę.
Jest noc. Wróbel leci nad domami. Siada na dachu i zasypia. Ktoś pościelił sobie na balkonie. Ma tam kołdrę i poduszkę. Ten wróbel wstał i wleciał pod poduszkę. Ten ktoś wyszedł na balkon i się położył. Miał raz głowę człowieka, a raz kota. Coś mu uwierało pod głową i słyszał dziwne dźwięki. Sprawdził poduszkę, a ptak wyleciał spod niej i zaczął się z chłopakiem kontaktować telepatycznie.
Stoję, gdzieś przy schodach na korytarzu, ale jednocześnie ulicy. Widzę różne potwory m.in. wielkie oko. W tym śnie dużo się działo, ale niewiele pamiętam. Razem z kimś przed czymś uciekamy. Jest mróz i ten z kim uciekam wylewa wodę na schody, aby zamarzła i można było się szybko prześlizgnąć. Zakładam znalezione klapki i czym prędzej ześlizguję się po schodach. Potem przeskakujemy przez wodę w szczelinie. Łapią mnie czarne pasy czy macki. Udaje mi się wyskoczyć. Obok mnie leżą dwie ręce. Zrzucam je i wchodzę na górę.
Jest noc. Wróbel leci nad domami. Siada na dachu i zasypia. Ktoś pościelił sobie na balkonie. Ma tam kołdrę i poduszkę. Ten wróbel wstał i wleciał pod poduszkę. Ten ktoś wyszedł na balkon i się położył. Miał raz głowę człowieka, a raz kota. Coś mu uwierało pod głową i słyszał dziwne dźwięki. Sprawdził poduszkę, a ptak wyleciał spod niej i zaczął się z chłopakiem kontaktować telepatycznie.
Stoję, gdzieś przy schodach na korytarzu, ale jednocześnie ulicy. Widzę różne potwory m.in. wielkie oko. W tym śnie dużo się działo, ale niewiele pamiętam. Razem z kimś przed czymś uciekamy. Jest mróz i ten z kim uciekam wylewa wodę na schody, aby zamarzła i można było się szybko prześlizgnąć. Zakładam znalezione klapki i czym prędzej ześlizguję się po schodach. Potem przeskakujemy przez wodę w szczelinie. Łapią mnie czarne pasy czy macki. Udaje mi się wyskoczyć. Obok mnie leżą dwie ręce. Zrzucam je i wchodzę na górę.





