10-11-2022, 14:36
Czymś się zajmowałem w kuchni. W tym czasie głośno o czymś rozmawiałem z siostrą i mamą. Nagle jakiś facet otwiera nam okno i zagląda do środka. Każe ściszyć to radio, bo on z córką siedzi przy stole czy coś (przez okno było widać okrągły biały stolik na trawie i kogoś przy nim siedzącego). Ja mówię, że my możemy we własnym domu rozmawiać jak chcemy. Poszedł sobie. Przez chwilę był spokój. Po jakimś czasie wybucha okno i błyska na zielono, dymi. Siostra i mama uciekają. Ja trzymam w ręku wyrwane drzwi i mam zamiar nimi uderzyć. W ogóle kuchnia zamieniła się w tym czasie w większą salkę z dużą ilością roślin. Tamten mówi, że tylko chce podlać roślinki nawozem. Czuję zapach szamponu czy czegoś takiego. Nie do końca mu wierzę, ale upuszczam drzwi. Podajemy sobie ręce. Pytam się o jego imię. Jednak on nie odpowiada tylko mnie zagaduje o to samo i jeszcze, gdzie mieszkam. Daję mu odpowiedź. Wychodzimy z salki na szkolny korytarz. On mnie ciągle trzyma za rękę. W którymś momencie robimy kółko. Niektórzy tam się znajdujący jakby chcieli się z nas śmiać. Idziemy dalej. Przez ułamek sekundy widzę, że jego ręka jest zielona i pomarszczona. Wiem już, że to iluzja. To jest tak naprawdę zła czarownica, która zabiera mi energię. Wyrywam się mu i czuję zimno w ręce. Na to ten chwycił się mojego boku. Mówię mu, że nie może mnie tak trzymać. Puszcza. Przed wejściem do szatni od wfu leży przecięty w pół wąż. Jedna połówka jest niegroźna, a druga z paszczą. Ruszają się, więc są jeszcze żywe. Omijam je i idę korytarzem. Jednak za chwilę się wracam, próbując przejść przez drzwi. Skręcam na węża, ale w porę unoszę się w powietrzu i omijam go. Czarownica chce mnie znowu chwycić. Jeszcze groziła, że uszkodzi komputery. Popycham ją i wpada bezwładnie na kogoś i się przewraca. Jej iluzja została chyba zniszczona.





