16-10-2022, 11:10
Siedzieliśmy że znajomymi na kanapie przed telewizorem i nie spodobała mi się jedna rzecz u znajomych i zrobiłam awanturkę. Chwilę nadąsana zmywałam naczynia i przypomniałam sobie, że mam nowe urządzenie do powiększania i zmniejszania rzeczy. Wypróbowałam je na sobie pomniejszając i powiększając sobie tu i ówdzie. Dziwne to było. Urządzenie wyglądało jak pilot, działało w taki sposób jak to narzędzie z Photoshopa. Najgorsze było uczucie rozpierania, wręcz ból. Nie działało to idealnie i trzeba było robić poprawki. Czulam jak tkanki się rozpierają, żyły pupulsują. Stwierdzilam, że to chyba nie jest całkiem bezpieczne i może prowadzić do nowotworzenia i co ja robię co. W rzeczywistości nawet nie robię sobie zdjęć, a fotoszopa nawet patykiem nie dotknęłam a tu fotoszopowanie 3d. Postanowiłam wypróbować urządzenie na czymś jedzeniu, ale trafiłam przez przypadek w jakiegoś zielonego insekta. Zrobił się wielki i postanowił zwiać w tym stanie. Biegałam jak szalona chcąc go trafić pomniejszaczem. Trochę to było komiczne. Koniec końców już tak został i przez resztę snu byłam w strachu, że skądś wyskoczy. Wrócilam do znajomych i gadaliśmy o tym i kogoś pomniejszyłam do rozmiaru kieszonkowego. Robił się coraz większy harmider a wraz z nim coraz gorzej miala się moja przytomność.





