13-10-2022, 11:07
Koszmary... Leżę na leżance w korytarzu, czuje się sparaliżowana, oczy same mi się zamykają, walczę z tym, bardzo się boję. Dwoje osób z rodziny chwilę stoi nade mną, ale odchodzą a ja krzyczę i krzyczę ale nikt mnie nie słyszy. Strach był wielki. Przez jakiś czas coś mi się pokazywało strasznego, coś jak białe baterie paluszki z kablami zatopione w rozerwanych zwłokach, jakaś straszna kobieta, tak okropnie się bałam i nie mogłam z tego wyjść. Kiedy to ustało myslalam tylko nigdy więcej to najgorsze, ale nie pamiętam wiele szczegółów tylko to odczucie strachu. Po tej myśli jakbym była na łóżku otworzyłam oczy i podeszłam do okna. Świecił jasny księżyc ale było ponuro. Wszystko było zahaszczone, paletały się jakieś psy czy wilki, wiał ponury, dziwny wiatr. Chciałam wyjść ale ocknełam się znów w korytarzu, podeszłam do sypialni a tam dwoje mi bliskich razem nago w łóżku. Załamałam się. Gdyby wiedzieli jakie miałam przejścia a teraz to. Wyrwało mnie z butów. Stwierdziłam, że dość wszystko wyrzucam. Przeniosło mnie na ławkę w parku w słoneczny dzień. Na rękach miałam małego chłopczyka. Był taki śliczny i robił miny, pomyślałam że jest taki cool. Właśnie cool, że taki mały chad i rozśmieszyło mnie to. Posdszedł jakiś facet z długimi blond włosami i stwierdził, że się nami zaopiekuje. Byliśmy w jego mieszkaniu. Sufit że skosem, drewniana boazeria. Zamknał drzwi na klucz, przestraszyłam się, zauważył to i stał tak z nożem w ręce bo coś przygotowywał w kuchni. Wiedziałam, że myśli że coś nam dał i myśli że ma nas na własność. Trzeba uciekać. Za chwilę byłam w ogromnym szpitalu i czekałam przed drzwiami jakiegoś gabinetu. Czułam się już zmęczona i zagubiona. Zaraz niedaleko była wyspa z jakimiś niby filmami, grami, nie byłam pewna. Poczułam, że muszę mu oddać nagranie na płytce CD. Podałam ją niepewnie a jakiś lekarz to zobaczył, wziął mnie za rękę, wyprowadził na dziedziniec i coś mi tłumaczył, ale nic nie spamiętalam.





