10-09-2022, 13:55
Przechodziłam przez ciąg połączonych, dość pustych pomieszczeń. W ostatnim zobaczyłam V. leżącego na kanapie i konstruującego coś z losowej zbieraniny przedmiotów. Zauważyłam, że w tej dziwnej konstrukcji wykorzystywał on czarne prezerwatywy. Zdziwiło mnie to i spytałam, skąd do licha wziął coś takiego. Wskazał mi leżącą na rogu kanapy całą wielką paczkę tego.
================================================================
Byłam na pierwszym piętrze w mojej dawnej szkole podstawowej. Patrzyłam na schody, po których biegały dzieciaki i rozmawiałam z jakimś nieznajomym człowiekiem. On próbował mi wyjaśniać, co się zmieniło od czasów, kiedy sama chodziłam do tej szkoły. Patrzyłam jak do schodów podchodzi nauczycielka która zrobiła mi w przeszłości pewną upokarzającą rzecz, ośmieszając mnie. Była młodsza niż wynikałoby to z upływu czasu. Zeszła kilka stopni w dół i w efektowny sposób wyskoczyła w górę na kilka metrów, robiąc salto.
================================================================
Było lato i przebywałam na wsi u rodziców. Było tam więcej dróg niż w rzeczywistości, tę "główną" przecinały prostopadle co najmniej trzy idące przez okoliczne łąki i pola. Jedna z takich dróg szła wzdłuż mru otaczającego podwórko jednej ze znajomych mamy. Na tej drodze stała mama, kilka osób z jej pracy i ja. Obojętnie słuchałam jak plotkują o innych mieszkańcach.
W pewnym momencie zobaczyłam koleżankę, z którą od lat mam dziwny kontakt polegający na wymianie kilku wiadomości w roku. Ubrana była w krótki sportowy strój, miała na ramieniu opaskę i słuchawki w uszach. Biegała w ten "modny", "miejski" sposób, który wydawał się dziwny w tej scenerii. Jak nas minęła, stała się na chwilę tematem rozmów. Podobno znalazła tu jakąś tymczasową letnią pracę.
Myślałam o tym, żeby odnowić kontakt. Po powrocie do domu zobaczyłam, że ona założyła konto na Mastodonie. Stwierdziłam, że to bardzo dobrze, że teraz możemy pisać do siebie wiadomości.
================================================================
Ja i V. byliśmy jakby w trzeciej klasie w gimnazjum, do którego w przeszłości chodziłam, ale jednocześnie dziwnie dorośli. Siostra była w pierwszej. Wszyscy chodziliśmy na kółko chemiczne prowadzone przez niecieszącą się w przeszłości sympatią nauczycielkę.
Widziałam, że siostra robi to samo co ja, że z dobrych ocen i świadectw próbuje stworzyć sobie religię i mitologię. Powiedziałam do V. coś w stylu, że przeznaczenie nigdy nie odpuści sobie kolejnych ofiar i kolejna osoba doświadczy wypalenia i rezygnacji. Miałam poczucie, że muszę ratować przed tym siostrę.
# Nastąpił przeskok, do momentu po mojej jakiejś "interwencji", czymkolwiek była...
Siostra była na mnie zła. Krzyczała, żebym nigdy więcej nie próbowała jej ratować, bo w ten sposób tylko ją ośmieszam przed znajomymi. Zaczęłyśmy się coraz bardziej ostro kłócić. Wyzywałyśmy się od ku***. Prawie dochodziło do rękoczynów. Na koniec jedna z nas - nie mogłam określić która - krzyknęła do drugiej, każąc jej spier*****.
# Obudziłam się roztrzęsiona i w szoku.
================================================================
Byłam na pierwszym piętrze w mojej dawnej szkole podstawowej. Patrzyłam na schody, po których biegały dzieciaki i rozmawiałam z jakimś nieznajomym człowiekiem. On próbował mi wyjaśniać, co się zmieniło od czasów, kiedy sama chodziłam do tej szkoły. Patrzyłam jak do schodów podchodzi nauczycielka która zrobiła mi w przeszłości pewną upokarzającą rzecz, ośmieszając mnie. Była młodsza niż wynikałoby to z upływu czasu. Zeszła kilka stopni w dół i w efektowny sposób wyskoczyła w górę na kilka metrów, robiąc salto.
================================================================
Było lato i przebywałam na wsi u rodziców. Było tam więcej dróg niż w rzeczywistości, tę "główną" przecinały prostopadle co najmniej trzy idące przez okoliczne łąki i pola. Jedna z takich dróg szła wzdłuż mru otaczającego podwórko jednej ze znajomych mamy. Na tej drodze stała mama, kilka osób z jej pracy i ja. Obojętnie słuchałam jak plotkują o innych mieszkańcach.
W pewnym momencie zobaczyłam koleżankę, z którą od lat mam dziwny kontakt polegający na wymianie kilku wiadomości w roku. Ubrana była w krótki sportowy strój, miała na ramieniu opaskę i słuchawki w uszach. Biegała w ten "modny", "miejski" sposób, który wydawał się dziwny w tej scenerii. Jak nas minęła, stała się na chwilę tematem rozmów. Podobno znalazła tu jakąś tymczasową letnią pracę.
Myślałam o tym, żeby odnowić kontakt. Po powrocie do domu zobaczyłam, że ona założyła konto na Mastodonie. Stwierdziłam, że to bardzo dobrze, że teraz możemy pisać do siebie wiadomości.
================================================================
Ja i V. byliśmy jakby w trzeciej klasie w gimnazjum, do którego w przeszłości chodziłam, ale jednocześnie dziwnie dorośli. Siostra była w pierwszej. Wszyscy chodziliśmy na kółko chemiczne prowadzone przez niecieszącą się w przeszłości sympatią nauczycielkę.
Widziałam, że siostra robi to samo co ja, że z dobrych ocen i świadectw próbuje stworzyć sobie religię i mitologię. Powiedziałam do V. coś w stylu, że przeznaczenie nigdy nie odpuści sobie kolejnych ofiar i kolejna osoba doświadczy wypalenia i rezygnacji. Miałam poczucie, że muszę ratować przed tym siostrę.
# Nastąpił przeskok, do momentu po mojej jakiejś "interwencji", czymkolwiek była...
Siostra była na mnie zła. Krzyczała, żebym nigdy więcej nie próbowała jej ratować, bo w ten sposób tylko ją ośmieszam przed znajomymi. Zaczęłyśmy się coraz bardziej ostro kłócić. Wyzywałyśmy się od ku***. Prawie dochodziło do rękoczynów. Na koniec jedna z nas - nie mogłam określić która - krzyknęła do drugiej, każąc jej spier*****.
# Obudziłam się roztrzęsiona i w szoku.





