31-08-2022, 20:44
WILD wieczorem: zestaw sugestii do łóżka
kotwica: pasywne skupienie na oddechu + koncentracja na ciężarze ciała całą powierzchnią stykającym się z materacem
*gdy przestaję czuć moje pod-łoże, wiem, że śnię (śpię)
*leżę tak długo, aż utracę kontakt z otoczeniem
jawa ----> 90 minut NREMu -----> św. sen
*podczas snu nadal oddycham, zabieram oddech ze sobą, tracąc całkowicie świadomość otoczenia
*przez 90 min utrzymuję świadomość siebie nie doświadczając niczego, aż do wejścia w fazę REM
*wychodząc z NREMu wchodzę bezpośrednio w św. sen
*po 90 minutach nicości osiągam 5 min św. marzenia sennego
*podczas marzenia sennego doświadczam zjawisk typowych dla jawy, jak również całkowicie nietypowych dla jawy
*moja energia faluje, staje się coraz lżejsza, moja świadomość potrafi pływać w powietrzu podczas marzenia sennego
*wchodzę w marzenia senne, aby zdobyć wskazówki do wykorzystania na jawie w celu ulepszenia mojego życia
*podczas marzeń sennych odpoczywam i odstresowuję się
30 minut po północy moje sugestie nabierają mocy
31 sierpnia 2022
Spanko: 23:49-8:16
WBTB: 4:52 (udane)
...jak te 5 godzin szybko przeminęło. Kolejna szansa stracona. Znów położyłam się zbyt późno. Pora więc przejść do drugiej części: ponownego zaśnięcia z jak największą świadomością.
Unieruchomić gałki oczne - przyszło mi na myśl. Trzymałam je sztywno, pilnując, by nie wymknęło się nawet najmniejsze sakkadowe gówienko. Hipnagogi prowokowały, nakazywały wodzić wzrokiem za sobą. Pod powiekami zjawiały się kolejne niewielkie mglisto-świetliste przemijające obrazki. Nic z tego, nie dam się im, a kysz! Po piątym obrazku visuale w końcu ustały, imageria zgasła, pozostał tylko szum i szmer bezpostaciowych myśli przemykających gdzieś w tle. Właśnie wkroczyłam w NREM.
Po jakimś czasie "oddzieliłam się od ciała" i wstałam z łóżka. Ciało niefizyczne było ciężkie, podobne do tego z jawy. W śnie spotkałam rodziców i moją zmarłą babcię ze strony mamy. Pomagała mi szukać psychologa na NFZ dla mnie.
Sen przeżywałam z perspektywy świadka, nie wpływając na jego treść i nie zmieniając otoczenia. Miałam jedynie kontrolę nad przemieszczaniem się mojego ciała, które było jednak mało lotne. Nadal byłam świadoma nieruchomości moich gałek ocznych, to było trochę dziwne, lecz ciekawe uczucie.
Przypieczętowaniem snu była jego końcówka, w której to usiadłam na górnej krawędzi drzwi od mojego pokoju, czyli dość wysoko. Wzniesienie się tam było najbardziej sennym doświadczeniem z całego snu. Reszta równie dobrze mogła się wydarzyć na jawie - jeśli nie teraz, to chociaż w przeszłości. Nic paranormalnego, zero nadprzyrodzonych fantazji.
Obudziłam się o 6.22 z poczuciem, że uwolniłam się od czegoś ciężkiego. Dawno nie zaznałam takiego błogiego wyciszenia. Czułam jednak niedosyt i chciałam kontynuować to doświadczenie. Przysnęłam jeszcze na trochę. Zabrakło mi silnej woli, żeby wstać o siódmej, jednak nie miało to negatywnych konsekwencji.
Byłam słabo dostrojona do materii, ale kiedyś bywało z tym gorzej. To uczucie zaczęło odpuszczać dopiero w połowie dnia. Tak jakbym robiła wszystko w zwolnionym tempie. Nie mogę tego jednak nazwać "zamuleniem", sennością ani "odklejeniem". To coś jeszcze innego.
Czuję, że moje gałki oczne potrzebują więcej odpoczynku, są zmęczone ciągłym scrollowaniem i nieustannie zmieniającymi się treściami na monitorze/ekranie.
Zmodyfikowałam technikę, której używałam przed pierwszym cyklem snu. Nie wiem, jaką ma nazwę. Oczy są po prostu nieruchome tak jak przy zwykłym NREMie, nie ma wykręcania ich mocno ku górze, "zezowania w kierunku trzeciego oka" jak w technice ERWILD znanego badacza snu J.Fallenlifa. Nie nie, nic z tych rzeczy.
kotwica: pasywne skupienie na oddechu + koncentracja na ciężarze ciała całą powierzchnią stykającym się z materacem
*gdy przestaję czuć moje pod-łoże, wiem, że śnię (śpię)
*leżę tak długo, aż utracę kontakt z otoczeniem
jawa ----> 90 minut NREMu -----> św. sen
*podczas snu nadal oddycham, zabieram oddech ze sobą, tracąc całkowicie świadomość otoczenia
*przez 90 min utrzymuję świadomość siebie nie doświadczając niczego, aż do wejścia w fazę REM
*wychodząc z NREMu wchodzę bezpośrednio w św. sen
*po 90 minutach nicości osiągam 5 min św. marzenia sennego
*podczas marzenia sennego doświadczam zjawisk typowych dla jawy, jak również całkowicie nietypowych dla jawy
*moja energia faluje, staje się coraz lżejsza, moja świadomość potrafi pływać w powietrzu podczas marzenia sennego
*wchodzę w marzenia senne, aby zdobyć wskazówki do wykorzystania na jawie w celu ulepszenia mojego życia
*podczas marzeń sennych odpoczywam i odstresowuję się
30 minut po północy moje sugestie nabierają mocy
31 sierpnia 2022
Spanko: 23:49-8:16
WBTB: 4:52 (udane)
...jak te 5 godzin szybko przeminęło. Kolejna szansa stracona. Znów położyłam się zbyt późno. Pora więc przejść do drugiej części: ponownego zaśnięcia z jak największą świadomością.
Unieruchomić gałki oczne - przyszło mi na myśl. Trzymałam je sztywno, pilnując, by nie wymknęło się nawet najmniejsze sakkadowe gówienko. Hipnagogi prowokowały, nakazywały wodzić wzrokiem za sobą. Pod powiekami zjawiały się kolejne niewielkie mglisto-świetliste przemijające obrazki. Nic z tego, nie dam się im, a kysz! Po piątym obrazku visuale w końcu ustały, imageria zgasła, pozostał tylko szum i szmer bezpostaciowych myśli przemykających gdzieś w tle. Właśnie wkroczyłam w NREM.
Po jakimś czasie "oddzieliłam się od ciała" i wstałam z łóżka. Ciało niefizyczne było ciężkie, podobne do tego z jawy. W śnie spotkałam rodziców i moją zmarłą babcię ze strony mamy. Pomagała mi szukać psychologa na NFZ dla mnie.
Sen przeżywałam z perspektywy świadka, nie wpływając na jego treść i nie zmieniając otoczenia. Miałam jedynie kontrolę nad przemieszczaniem się mojego ciała, które było jednak mało lotne. Nadal byłam świadoma nieruchomości moich gałek ocznych, to było trochę dziwne, lecz ciekawe uczucie.
Przypieczętowaniem snu była jego końcówka, w której to usiadłam na górnej krawędzi drzwi od mojego pokoju, czyli dość wysoko. Wzniesienie się tam było najbardziej sennym doświadczeniem z całego snu. Reszta równie dobrze mogła się wydarzyć na jawie - jeśli nie teraz, to chociaż w przeszłości. Nic paranormalnego, zero nadprzyrodzonych fantazji.
Obudziłam się o 6.22 z poczuciem, że uwolniłam się od czegoś ciężkiego. Dawno nie zaznałam takiego błogiego wyciszenia. Czułam jednak niedosyt i chciałam kontynuować to doświadczenie. Przysnęłam jeszcze na trochę. Zabrakło mi silnej woli, żeby wstać o siódmej, jednak nie miało to negatywnych konsekwencji.
Byłam słabo dostrojona do materii, ale kiedyś bywało z tym gorzej. To uczucie zaczęło odpuszczać dopiero w połowie dnia. Tak jakbym robiła wszystko w zwolnionym tempie. Nie mogę tego jednak nazwać "zamuleniem", sennością ani "odklejeniem". To coś jeszcze innego.
Czuję, że moje gałki oczne potrzebują więcej odpoczynku, są zmęczone ciągłym scrollowaniem i nieustannie zmieniającymi się treściami na monitorze/ekranie.
Zmodyfikowałam technikę, której używałam przed pierwszym cyklem snu. Nie wiem, jaką ma nazwę. Oczy są po prostu nieruchome tak jak przy zwykłym NREMie, nie ma wykręcania ich mocno ku górze, "zezowania w kierunku trzeciego oka" jak w technice ERWILD znanego badacza snu J.Fallenlifa. Nie nie, nic z tych rzeczy.
Planowane wyłączenie sieci DMN w godzinach 23:00 - 04:00





