29-05-2022, 22:36
~16~
Radykalna akceptacja.
Jestem jedną z nielicznych kobiet 10+ lat po self-diagnozie. Jak się człowiek wtedy czuje?
Uczę się akceptować, że dzień jest za krótki, żeby zdążyć ze wszystkim, co sobie zaplanowałam.
Że zasoby fizyczne i psychiczne nie wystarczają.
Zmysły mają dość i odmawiają współpracy. Nie chcą odbierać bodźców lub domagają się określonych doznań.
Jaki obiekt mogę mieć stale w polu widzenia, aby utrzymać stabilne poczucie własnego „ja”?
Czy odzywam się tylko do ludzi, których obraz jestem w stanie utrzymać w pamięci, kiedy ich nie widzę?
Czy za brakiem motywacji do kontaktu stoi lęk? Czy one napędzają się wzajemnie?
Jestem jedną z nielicznych kobiet 10+ lat po self-diagnozie. Jak się człowiek wtedy czuje?
Uczę się akceptować, że dzień jest za krótki, żeby zdążyć ze wszystkim, co sobie zaplanowałam.
Że zasoby fizyczne i psychiczne nie wystarczają.
Zmysły mają dość i odmawiają współpracy. Nie chcą odbierać bodźców lub domagają się określonych doznań.
Jaki obiekt mogę mieć stale w polu widzenia, aby utrzymać stabilne poczucie własnego „ja”?
Czy odzywam się tylko do ludzi, których obraz jestem w stanie utrzymać w pamięci, kiedy ich nie widzę?
Czy za brakiem motywacji do kontaktu stoi lęk? Czy one napędzają się wzajemnie?
- Jak samopoczucie.
- Czuję się bardziej uporządkowana, spójna wewnętrznie. Mój wewnętrzny autyk lubi układać.
- To teraz wyobraź sobie siebie po odejściu matki do krainy śmierci. Będziesz żyć. Będziesz chciała przetrwać. Ktoś będzie musiał ciebie od nowa oswajać, a ty cofniesz się do poziomu rocznego dziecka. Przeżyjesz, jeśli komuś będzie zależało na tobie. Jeśli miłość zwycięży – przetrwasz.
- Jestem skazana na ludzką dobroć. Zależna od czyjejś opieki. Dlaczego ktoś miałby potrzebować kogoś takiego jak ja? Niespokrewniony ze mną?
- Dlaczego tobie miałby na nim zależeć?
- Jak poruszać się po świecie pełnym niewidzialnych ludzi? – pytam, ale nie otrzymuję odpowiedzi.
- Odkrywam prawdziwą siebie teraz.
- Nieee, ty zawsze byłaś sobą, ale teraz dokopujesz się głębiej… do tego, co było przedtem przed tobą ukryte.
- Sen, książka, internet – to wszystko odrealnienie, brak autentycznego, namacalnego kontaktu z prawdziwym żywym człowiekiem.
- Czuję się bardziej uporządkowana, spójna wewnętrznie. Mój wewnętrzny autyk lubi układać.
- To teraz wyobraź sobie siebie po odejściu matki do krainy śmierci. Będziesz żyć. Będziesz chciała przetrwać. Ktoś będzie musiał ciebie od nowa oswajać, a ty cofniesz się do poziomu rocznego dziecka. Przeżyjesz, jeśli komuś będzie zależało na tobie. Jeśli miłość zwycięży – przetrwasz.
- Jestem skazana na ludzką dobroć. Zależna od czyjejś opieki. Dlaczego ktoś miałby potrzebować kogoś takiego jak ja? Niespokrewniony ze mną?
- Dlaczego tobie miałby na nim zależeć?
- Jak poruszać się po świecie pełnym niewidzialnych ludzi? – pytam, ale nie otrzymuję odpowiedzi.
- Odkrywam prawdziwą siebie teraz.
- Nieee, ty zawsze byłaś sobą, ale teraz dokopujesz się głębiej… do tego, co było przedtem przed tobą ukryte.
- Sen, książka, internet – to wszystko odrealnienie, brak autentycznego, namacalnego kontaktu z prawdziwym żywym człowiekiem.
Mając 19 lat robiłam sobie jaja z autyzmu.
Mając 14 lat ignorowałam zalecenia dorosłych.
I co mi to dało?
Czy ktoś jest w stanie nawiązać kontakt z trzydziestolatką?
Czy da się wybaczyć Matyldzie grzechy młodości?
Gdzie wszystko miała podane na tacy i nie musiała martwić się o przyszłość?
Gdzie nie znała bólu i dramatu rodzica dziecka dotkniętego autyzmem? Szarpiąca na kawałki rozpacz. Rozpadlina serca.
Nawet, jeśli wierzą w moją historię, to należy mi się wpierdol za przyznawanie się do niej publicznie?
Jakie było inne wyjście oprócz dalszego milczenia? Oprócz samobójstwa? Było jakieś? Powiedzcie mi.
A teraz, z diagnozą czy bez, wsparcie jest takie samo – zerowe.
Gówno podchodzi mi do oczu. Ręce mam we krwi.
Zostawiam krwawe ślady na wszystkim czego dotknę.
Chcę bić siebie po twarzy. Ukarać ciało… za pomocą ciała. Kontroluję ciało, by móc ukarać się za rzeczy, których nie kontroluję. Jakie to absurdalne.
Mając 14 lat ignorowałam zalecenia dorosłych.
I co mi to dało?
Czy ktoś jest w stanie nawiązać kontakt z trzydziestolatką?
Czy da się wybaczyć Matyldzie grzechy młodości?
Gdzie wszystko miała podane na tacy i nie musiała martwić się o przyszłość?
Gdzie nie znała bólu i dramatu rodzica dziecka dotkniętego autyzmem? Szarpiąca na kawałki rozpacz. Rozpadlina serca.
Nawet, jeśli wierzą w moją historię, to należy mi się wpierdol za przyznawanie się do niej publicznie?
Jakie było inne wyjście oprócz dalszego milczenia? Oprócz samobójstwa? Było jakieś? Powiedzcie mi.
A teraz, z diagnozą czy bez, wsparcie jest takie samo – zerowe.
Gówno podchodzi mi do oczu. Ręce mam we krwi.
Zostawiam krwawe ślady na wszystkim czego dotknę.
Chcę bić siebie po twarzy. Ukarać ciało… za pomocą ciała. Kontroluję ciało, by móc ukarać się za rzeczy, których nie kontroluję. Jakie to absurdalne.
~17~
- Dwie główne traumy już przepracowane. Teraz czas na to, się działo między 7. a 13. rokiem życia. Wiem, że to nie będzie łatwe, ale nie poddajemy się.
- Przechodzę jakąś głęboką przemianę. Niby nie lubię zmian, ale martwi mnie, że moja rodzina się nie rozwija. Moi rodzice nie ewoluują. Ojciec – co najwyżej w złym kierunku. Mama może i w dobrym, ale nie związanym z relacjami ze mną. Nie dojrzewa w swojej roli matki, jej zachowanie nie jest adekwatne do mojego wieku.
Nie wiem, gdzie kończy się „jej życie”, a zaczyna „moje”. Czy może zrobić coś, żeby zostać babcią? Czy to rzeczywiście jej życie? Ma nad tym kontrolę? Nie.
Czuję, że nie zniosę tego ani minuty więcej. Mam w sobie głęboki czarny garnek, który nie wiem, czym napełnić.
- Wiesz, rozwijać można się wtedy, gdy wyjdzie się z trybu przetrwania. A on dominuje w waszych relacjach. Należy skupić się na umocnieniu poczucia bezpieczeństwa, zwłaszcza w relacji z samym sobą. To podstawa.
- Mam wrażenie, że moje potrzeby wzajemnie się wykluczają.
- Absolutnie tak nie jest. Część pochodzi z wcześniejszego etapu rozwoju, którego nigdy nie przekroczyłaś. Tak się czasem dzieje, gdy intelekt wyprzedza ciało i emocje.
- Zastanawiam się, czy może moje ciało migdałowate nie jest przypadkiem 4 razy większe niż u normalnego człowieka. Lub dwa razy mniejsze. Kto to wie?
- No cóż, tego nie mamy jak sprawdzić, ale będziemy się starać obejść jak najbardziej ewentualne ograniczenia budowy mózgu.
- Rodzice kładą chuja na to, jak spędzam wolny czas. Czy to moja wina, ze nie wiem, jak go sobie zorganizować? W liceum byłam tak odcięta od siebie, że nie wiedziałam, jaki kierunek studiów wybrać. Dawałam sobą kierować… i nadal to robię, chociaż już mniej.
- Dlaczego to robisz?
- Żeby odpokutować moje nieposłuszeństwo w dzieciństwie. Brak kontroli nad sobą.
- Ale de facto nigdy tej kontroli nie uzyskałaś. Pozwoliłaś innym, żeby kontrolowali ciebie. Zrzekłaś się praw do swojej indywidualności.
- Nie zasłużyłam na nią. Moja agresja była zbyt silna. Byłam niebezpieczna dla innych. Chciałam, żeby to znikło. Chciałam zniknąć.
- Znowu tu się rozchodzi o potrzeby… Był jakiś powód, dla którego krzywdziłaś ludzi, ale jak mówisz, nie robiłaś tego ot tak, dla zabawy, z nudów. To miało konkretną przyczynę. To był ból.
- Dorośli tłumaczyli mi później, że chciałam zwrócić na siebie uwagę. Ale co to znaczy? Czy to coś złego? Czy inne dzieci tego nie robiły? Nie szukały uwagi, tyle że w inny sposób? Bardziej akceptowalny? Adekwatny? Prawidłowy?
Dlaczego szukam uwagi? Dziecko autystyczne nie robi tego, zatracone w swoich powtarzalnych czynnościach.
- Jak widać, byłaś zbyt ciekawa świata, żeby utknąć w tym własnym. Wyczuwałaś, że tamci mają coś, czego ty nie masz, i jeszcze do tego przewagę liczebną. A ty? Odludek i wyrzutek. Za dużo docierało do ciebie, żeby to zignorować. Nie dało się. To świadczyło o jakiejś motywacji. Opowiesz mi o niej?
- Jasne.
- Dlaczego inne dzieci zasłużyły na ból? Czy na pewno?
Milczę, szukając właściwych słów.
- Nie radziłaś sobie z tym, co czują, co wyrażają? A może coś więcej?
- Miały coś, czego ja nie miałam. Coś, co mnie fascynowało. Też to chciałam mieć. Nie rozumiałam, jak. Daj mi to… ale to jest nieosiągalne. A dla nich takie łatwe, proste i oczywiste. I niewytłumaczalne.
- Wiedziały, co robić, chociaż nikt ich tego nie uczył.
- Dokładnie.
- A ciebie trzeba było uczyć. Takich zwykłych rzeczy.
Spojrzałam milcząco.
- Ten ból bardzo głęboko w tobie siedzi, Izabelo. Odcięłaś się od niego, ale to się da naprawić. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak cię boli. Zapomniałaś, żeby przetrwać. Ale już nie musisz się tego trzymać. Możesz puścić.
- Jak? Co to znaczy?
- Wystarczy, ze zrozumiesz, że miało prawo boleć.
- Może ból zniknie, ale co z jego przyczyną?
- Zostawmy na razie przyczynę, skupmy się na uświadomieniu sobie i akceptacji tych uczuć.
- Dobrze.
- Powiedzmy, że to rodzaj ubóstwa emocjonalnego. Żyłaś w biedzie, pozbawiona dostępu do zasobów. Niedożywiona. Umierałaś z głodu. Nie dość, że miałaś niezaspokojoną potrzebę, to jeszcze byłaś za to karana.
- To brzydko i źle być niegrzecznym. Grzeczne dzieci się tak nie zachowują. Grzeczne dzieci są normalne.
- Przechodzę jakąś głęboką przemianę. Niby nie lubię zmian, ale martwi mnie, że moja rodzina się nie rozwija. Moi rodzice nie ewoluują. Ojciec – co najwyżej w złym kierunku. Mama może i w dobrym, ale nie związanym z relacjami ze mną. Nie dojrzewa w swojej roli matki, jej zachowanie nie jest adekwatne do mojego wieku.
Nie wiem, gdzie kończy się „jej życie”, a zaczyna „moje”. Czy może zrobić coś, żeby zostać babcią? Czy to rzeczywiście jej życie? Ma nad tym kontrolę? Nie.
Czuję, że nie zniosę tego ani minuty więcej. Mam w sobie głęboki czarny garnek, który nie wiem, czym napełnić.
- Wiesz, rozwijać można się wtedy, gdy wyjdzie się z trybu przetrwania. A on dominuje w waszych relacjach. Należy skupić się na umocnieniu poczucia bezpieczeństwa, zwłaszcza w relacji z samym sobą. To podstawa.
- Mam wrażenie, że moje potrzeby wzajemnie się wykluczają.
- Absolutnie tak nie jest. Część pochodzi z wcześniejszego etapu rozwoju, którego nigdy nie przekroczyłaś. Tak się czasem dzieje, gdy intelekt wyprzedza ciało i emocje.
- Zastanawiam się, czy może moje ciało migdałowate nie jest przypadkiem 4 razy większe niż u normalnego człowieka. Lub dwa razy mniejsze. Kto to wie?
- No cóż, tego nie mamy jak sprawdzić, ale będziemy się starać obejść jak najbardziej ewentualne ograniczenia budowy mózgu.
- Rodzice kładą chuja na to, jak spędzam wolny czas. Czy to moja wina, ze nie wiem, jak go sobie zorganizować? W liceum byłam tak odcięta od siebie, że nie wiedziałam, jaki kierunek studiów wybrać. Dawałam sobą kierować… i nadal to robię, chociaż już mniej.
- Dlaczego to robisz?
- Żeby odpokutować moje nieposłuszeństwo w dzieciństwie. Brak kontroli nad sobą.
- Ale de facto nigdy tej kontroli nie uzyskałaś. Pozwoliłaś innym, żeby kontrolowali ciebie. Zrzekłaś się praw do swojej indywidualności.
- Nie zasłużyłam na nią. Moja agresja była zbyt silna. Byłam niebezpieczna dla innych. Chciałam, żeby to znikło. Chciałam zniknąć.
- Znowu tu się rozchodzi o potrzeby… Był jakiś powód, dla którego krzywdziłaś ludzi, ale jak mówisz, nie robiłaś tego ot tak, dla zabawy, z nudów. To miało konkretną przyczynę. To był ból.
- Dorośli tłumaczyli mi później, że chciałam zwrócić na siebie uwagę. Ale co to znaczy? Czy to coś złego? Czy inne dzieci tego nie robiły? Nie szukały uwagi, tyle że w inny sposób? Bardziej akceptowalny? Adekwatny? Prawidłowy?
Dlaczego szukam uwagi? Dziecko autystyczne nie robi tego, zatracone w swoich powtarzalnych czynnościach.
- Jak widać, byłaś zbyt ciekawa świata, żeby utknąć w tym własnym. Wyczuwałaś, że tamci mają coś, czego ty nie masz, i jeszcze do tego przewagę liczebną. A ty? Odludek i wyrzutek. Za dużo docierało do ciebie, żeby to zignorować. Nie dało się. To świadczyło o jakiejś motywacji. Opowiesz mi o niej?
- Jasne.
- Dlaczego inne dzieci zasłużyły na ból? Czy na pewno?
Milczę, szukając właściwych słów.
- Nie radziłaś sobie z tym, co czują, co wyrażają? A może coś więcej?
- Miały coś, czego ja nie miałam. Coś, co mnie fascynowało. Też to chciałam mieć. Nie rozumiałam, jak. Daj mi to… ale to jest nieosiągalne. A dla nich takie łatwe, proste i oczywiste. I niewytłumaczalne.
- Wiedziały, co robić, chociaż nikt ich tego nie uczył.
- Dokładnie.
- A ciebie trzeba było uczyć. Takich zwykłych rzeczy.
Spojrzałam milcząco.
- Ten ból bardzo głęboko w tobie siedzi, Izabelo. Odcięłaś się od niego, ale to się da naprawić. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak cię boli. Zapomniałaś, żeby przetrwać. Ale już nie musisz się tego trzymać. Możesz puścić.
- Jak? Co to znaczy?
- Wystarczy, ze zrozumiesz, że miało prawo boleć.
- Może ból zniknie, ale co z jego przyczyną?
- Zostawmy na razie przyczynę, skupmy się na uświadomieniu sobie i akceptacji tych uczuć.
- Dobrze.
- Powiedzmy, że to rodzaj ubóstwa emocjonalnego. Żyłaś w biedzie, pozbawiona dostępu do zasobów. Niedożywiona. Umierałaś z głodu. Nie dość, że miałaś niezaspokojoną potrzebę, to jeszcze byłaś za to karana.
- To brzydko i źle być niegrzecznym. Grzeczne dzieci się tak nie zachowują. Grzeczne dzieci są normalne.
Planowane wyłączenie sieci DMN w godzinach 23:00 - 04:00





