28-05-2022, 22:43
~13~
Zmartwychwstanie Matyldy
zrodzona z czerni i piekielnej piany
głośnego milczenia zza szklanej ściany
powraca potworne wcielenie chaosu
by w świecie autyzmu znów narobić bigosu
Spisała po kolei wszystkie swe objawy
Traktując to, kurwa, jak rodzaj zabawy
Finał jak Ukryta Prawda albo Trudne Sprawy.
Nikt inny nie ma w trollowaniu takiej wprawy.
Lecz zemsty czas nastąpi, wciąż jej wyczekuje
Ludzie ją pytają: czy dobrze się czuje?
Udawanie normalsa to powolna śmierć na raty
Tylko spróbuj mnie zmusić, a połamię ci gnaty.
Nie zbliżaj się do mnie, kiedy w furię wpadam
Na śniadanie jajca swoich wrogów zjadam.
Nie panuję nad agresją, ona nie jest z mojej winy
Przyczyną jest niski poziom serotoniny.
To mój wrodzony problem. Kto nie chce, niech nie wierzy.
Marnie kończą w tym kraju self-diagnozy pionierzy.
- Proszę pani, czy jest pani ze mną? Halo. Proszę wrócić. Utknęła Pani w tym konflikcie z przeszłości.
- Co ja mam z nim zrobić TERAZ?
- Ależ to nie jest pytanie do mnie. Skąd mam wiedzieć.
- Niech mi pan pomoże, błagam.
- Cały czas pomagam. Na litość boską, ci ludzie nie wiedzieli, co z tobą zrobić. Zareagowali tak, żeby się bronić przed czymś, co nie pasowało do ich obrazu świata… „Mój autyzm jest najmojszy”, parafrazując znane powiedzenie. A twój sposób wyrażania siebie niczego nie wyklucza, oni nie są od tego, żeby ciebie diagnozować. Obalasz autorytety, nie pasowałaś do żadnej znanej im szufladki, więc zrobili z ciebie wariatkę i psycholkę. A teraz przyszedł czas na zaspokojenie tej potrzeby, której oni nie mogli zaspokoić. Zasługujesz na to, Izabelo, i nie daj sobie wmówić, że jest inaczej.
- Tak, ale ja nadal nie wiem, po co mi diagnoza. Moi wrogowie na pewno nie są nią zainteresowani. Dlaczego miałaby ich obchodzić?
- Choćby dlatego, że potwierdza, jak bardzo się mylili. A prawdopodobnie część uwierzyła w twoją historię, lecz z jakiegoś powodu chciała być złośliwa wobec ciebie.
- Mogło chodzić o kompensację moich deficytów, o niewidzialność autyzmu…
- Tak, a oni mogli nawet nie zdawać sobie sprawy z tego. Reagowali nieświadomie, odruchowo, taki mieli mechanizm obronny.
- Sześć imion na zawsze wyryte w mej pamięci. Katja, Anna, Kira, Magda, Bogdan i Adam.
- Kiedyś żyłaś bez nich, więc jest to możliwe, byś żyła bez nich dalej… Uwolnij się od nich.
Wpatruję się w podłogę w milczeniu. Tyle razy próbowałam to zrobić. Pozbyć się ich z mojej głowy.
- Każda z tych osób reprezentuje jakąś niewysłuchaną część ciebie. Archetypowa mama... archetypowy tata… expert… złe siostry… Zastanów się nad tym. Czego oni chcą od ciebie. Czego ty chcesz od nich.
Co? Serio mam to wszystko w sobie? To moja wina. Tak?
- Co my tu mamy… Na przykład: Kira jako skrzywdzone dziecko. Zacznijmy od niej. Jest najłatwiejsza.
- Najbardziej prymitywna w swoich emocjach.
- Adama zostawiam na koniec. Niech idzie do diabła. Nie obraził mnie wprost, lecz szydził ze mnie.
Nadal robię to, co kocham, mimo, że tracę wiarę w tego sens. Nigdy tego sensu nie pojmowałam… Nie wiedziałam, DLACZEGO to robię. To był chory przymus. Niewytłumaczalny. Nieprzytomne zatracenie. No bo na litość boską, JAK można kochać autyzm? Jak można się nim jarać???
- Obawiam się, że znasz odpowiedź na to pytanie. Ale ona jest niejasna, rozmyta… Dlatego musisz się cofnąć do punktu, kiedy to wszystko się zaczęło. 12 lat i 11 miesięcy. Wtedy będziesz mogła sobie wybaczyć swoją fascynację autyzmem… a wraz z sobą wybaczyć także im. Twoim „hejterom”. Miałaś powód.
- Mam wybaczyć sobie swoją ucieczkę w częściowo psychogenny autyzm.
- Opuścić autystyczne schronienie.
- Przydałaby się psychoanaliza.
- A więc DO DZIEŁA! Co spowodowało twoje rozczarowanie światem jako dwunastolatki?
- Mam 12 lat. Mówią o mnie niedorozwinięta… Nie wolno mi jeździć na wycieczki… Nikt mnie nie lubi… a jednocześnie mam mnóstwo talentów… Chciałabym, żeby to była wina choroby.
- Nie akceptujesz tego. Nie podoba ci się twoje życie.
- Wstydzę się go, nie chcę, żeby to była moja wina. Moje próby wpasowania się w grupę rówieśniczą zawiodły. Były dziwne i głupie. Tak bardzo wstydzę się siebie. Ta choroba tak bardzo pasuje do mnie… choć jestem na nią ZBYT normalna.
- Rozumiem. Czy na pewno chcesz być chora?
- Nie. Fantazjuję o tym… nie mogę się zdecydować. Chcę być chora i normalna jednocześnie. Choroba nie pomoże mi w zdobyciu akceptacji innych. Boję się jej. Chcę, żeby była na niby, żeby nikt w nią nie wierzył. W środku jestem normalna, tylko nie potraficie do tego dotrzeć.
- Aha…
- Babcia mówi, że mogłabym zachowywać się normalnie, gdybym tylko chciała… Ale ja nie chcę i nie wiem, dlaczego. To jest dla mnie za trudne. Mogę się tylko zachowywać tak, jak teraz albo jeszcze bardziej nienormalnie. Nie potrafię bardziej normalnie.
- Czujesz, że za dużo od ciebie oczekują?
- Tak, nie jestem w stanie zapanować nad swoją nienormalnością w takim stopniu, jaki jest ode mnie wymagany. Nie umiem być jak moje koleżanki z klasy. Są bardzo różne, ale żadna nie jest podobna do mnie.
- Ale masz jakiś wybór odnośnie swojego zachowania.
- Tak. Mogę zachowywać się jak ja albo jak dziecko autystyczne. Nie zachowuję się jak normalne dziecko. Jestem gdzieś pośrodku. I nikt nie potrafi wytłumaczyć dlaczego. Nikt z otoczenia tego nie rozumie.
- Jesteś sama, zdana na siebie, skazana na samotność.
- Tak. Tak się czuję. Jestem blisko innych dziewczynek, ale one mnie nie lubią. Chcę być taka jak one. Może w gimnazjum będzie ktoś miły, do kogo będzie mi się chciało mówić.
- Część ciebie chce być normalna, a część jak dziecko z autyzmem. Te części walczą ze sobą. To musi być trudne.
- Tak. Mają sprzeczne potrzeby. Ludzie nie akceptują mojej dwoistej natury. Nawet mama, z którą dogaduję się najlepiej.
- Czujesz, że jeśli mama nie akceptuje tej części ciebie, to tobie również nie wolno tej części akceptować.
- Och…tak.
- Wolno ci być sobą, ale nie do końca. Są pewne granice, tak?
- No… tak właśnie jest. Jest mi przykro. Czuję się odrzucona, niekochana. Czuję, że nawet w domu muszę grać jakąś rolę, kogoś kim nie jestem. Jest limit swobody w byciu sobą, spontanicznym zachowaniu. Czuję się sobą tylko wtedy, gdy nikt nie próbuje wejść w kontakt ze mną.
- Czujesz się sobą tylko w swoim świecie.
- Och tak, i nikt mi tego nie zabierze. Nie pozwolę na to.
- Och, i stąd ucieczka w psychogenny autyzm, który stopniowo się pogłębiał.
- Tak. „Lekki” autyzm był niekochany, więc świadomie wybrałam ten cięższy. Pokazywałam to innym swoim zachowaniem. To był krzyk o pomoc. Pani od wuefu w gimnazjum wysłuchała go, szukała pomocy dla mnie. Straszyła mnie, że jeśli się nie otworzę, to bez mamy zostanę sama… ale to nie pomogło. Nie zmieniłam się. Nie umiałam myśleć o przyszłości. Ten argument do mnie nie przemawiał.
- Nie trafiał do tej części, która nie podlegała wszelkim wyborom.
- Tak. Ani mój zwykły codzienny poziom autyzmu, ani ten przejaskrawiony, „atencyjny”, nie poddawały się manipulacjom tego typu. Nie dały się zastraszyć. Mogę tylko pogorszyć swoje zachowanie, ale nie mogę go polepszyć. Poruszam się tylko pomiędzy zerem a minusem, plus jest poza moim zasięgiem. Im wyższe wartości osiągam, tym bardziej czuję się pusta, martwa środku, sztuczna, fałszywa… To obrzydliwe. To nie jestem prawdziwa ja. Tak strasznie mnie ciągnie do głębszej choroby. A skoro świadomie odpuszczam kontrolę nad sobą, to znaczy, że UDAJĘ. Udaję zarówno głęboki autyzm, jak i normalność. Ale normalność trudniej jest mi udawać niż autyzm.
- Teraz masz 13 lat. Nie jesteś ani normalna, ani wedle obecnych kryteriów autystyczna.
- Jestem nikim nigdzie. Szukam swojej tożsamości.
- Jak każdy nastolatek.
- Och, to samo mówili ci experci.
- Wszak to popularny banał i frazes. Masz niezaspokojoną potrzebę przynależności, ale nie należysz do żadnego ze światów, ani zdrowego, ani chorego. I wtedy pojawia się on: książę na białym koniu z bajki, Asperger.
- Tak. Zakochałam się w nim. Miał mowę i inteligencję, czyli to, czego brakło autyzmowi. Pod tym względem bardziej pasował do mnie. Ale… im bardziej go poznaję, tym bardziej tęsknię za prawdziwym autyzmem… Czuję niedosyt. Smutek, tęsknotę. Niby go kocham, ale jest taki płytki… Nie mogę mieć ich obu naraz. Żyjemy w dziwnej relacji. Trójkąt jest niemożliwy. Do tego nikt nie może się o nas dowiedzieć. Zniszczą nasz związek. Dorośli są mu przeciwni. Przez lata zdążyłam poznać obu bardzo dobrze, ale nie potrafiłam się zdecydować na jednego z nich. A potem odrzuciłam obu, bo dalsze życie w ten sposób było niemożliwe. Po kilkuletniej nieobecności w moim życiu odezwali się ponownie. „Wróć do nas, Izabelo”. A potem stali się jednością.
- Jak jest teraz, po tych siedemnastu latach waszej wspólnej drogi?
- Jest mi wygodniej, łatwiej, odkąd się zjednoczyli, ale normalność nadal jest moim wrogiem. Nie chciałam być nieśmiałą, neurotypową kujonką. Ale tak by pewnie pozostało, gdyby moi kochankowie nie zjawili się w moim życiu…
- Czyli podsumowując: mama cię nie kocha, więc nie będziesz się starać ani dla niej, ani dla obcych ludzi poza domem, którym jest jeszcze trudniej dogodzić niż wspaniałej, najukochańszej, bezwarunkowo akceptującej matce. Boisz się odrzucenia, skoro regularnie doznajesz go od rodziny, a utrzymanie pozorów „kochanej Ciebie” jest tak trudne, że poza domem nie masz już na to siły. Mam rację?
- Hm…
- A najgorsze jest to, że boisz się przyznać sama przed sobą, że masz w sobie jakąś część nieakceptowaną przez mamę. Idealizujesz mamę, okłamując siebie, że jej miłość jest czysta i święta. A twoje autyzmowe ja nie ma prawa istnieć. Nie wolno mu, nie przy mamie.
- Boże. „Nie przy mamie, tylko nie przy mamie”… Ta myśl zapoczątkowała moje PTSD.
Mam 14 i pół roku. Siedzimy razem w salonie, a w TV jest przypadkiem wieczorny film o autystycznym dziecku. Nie wolno mi… Ach, Boże, czego właściwie mi nie wolno?
Jest 21 listopada 2006, godzina dwudziesta pierwsza. Czego mi nie wolno?
Mamo, nie możesz zobaczyć nas razem. Ale my będziemy razem. Na zawsze, ja i on. Dlaczego?
Nie wolno mi być sobą. Nie wolno mi kochać siebie. Muszę być normalna, bo inaczej nie poradzę sobie w życiu. Moja mama musi mieć zdrowe dziecko. Musi powstrzymać je przed nienormalnością.
Tak jak ją kiedyś powstrzymano.
Planowane wyłączenie sieci DMN w godzinach 23:00 - 04:00





