21-04-2022, 13:47
Byłem, gdzieś na dworze z siostrą. Poustawiane ławeczki, a na ścianie karuzela diabelski młyn. Wyciągnąłem telekinetycznie parasol, który się tam wkręcił. Karuzela była częściowo pogięta. Zacząłem telekinetycznie ją obracać. Pokazała się informacja, że od dolnej połowy nie może się poruszać, ale na siłę obróciłem i karuzela spadła i zniknęła. Na miejscu pozostała tylko holograficzna reklama, która co jakiś czas się zmieniała, a także dziura w ścianie od osi diabelskiego młynu. Z tej dziury zaczęły wypadać drobne przedmioty. Spadło coś podobnego do kłódki z kluczem i mniejszy kluczyk "do nakręcania pozytywki". Na dole przy ziemi znalazłem małe kilkucentymetrowe drzwiczki. Otworzyłem je tym kluczem z kłódki. Tam było malutkie mieszkanie. Wyszły małe ludziki. Miały może jeden centymetr wzrostu. To były akurat dzieci. Chwytały mnie za palce. Zastanawiały się co to za wielkolud. Przez przypadek przeniosłem jednego ludzika, gdzieś daleko, ale zaraz wrócił. Coś się dziwnego z nimi stało, nawet nie zauważyłem kiedy. Te ludziki pomniejszyły się i były teraz tylko takimi małymi wielokolorowymi kropeczkami. I jakbym je zgniótł. Jeden, ten co wrócił, tylko się poruszał. Zamknąłem drzwiczki i sobie poszliśmy.





