07-04-2022, 13:04
Byłem w galerii handlowej. W jakiejś gazetce znalazłem dwa niebieskie szeleszczące kupony. Dzięki nim między innymi można było zainstalować ulepszenia wyglądu do Windowsa XP. Po środku była taka wysepka barowa z jedzeniem. Dałem sprzedawcy jeden kupon i dostałem za niego jakieś mięso i coś jeszcze. To było w trzech pucharkach. Oddał mi kupon, ale nie podał mi jedzenia. Powiedziałem, że to przecież moje jedzenie miało być. Chyba mnie nie słyszał. No to poszedłem sobie. Nagle przybiegły jakieś dzieci i zabierały sobie te kupony, które też niektórzy z nich mieli. Ktoś powiedział o kimś, że spędził cały dzień z tym kuponem i trzeba mu go zabrać. Nagle jakaś dziewczyna zauważyła, że mam dwa kupony, jeden w lewej kieszeni, a drugi w ręku. Chciała mi zabrać, ale się jej nie udało. Uciekłem do sklepu odzieżowego. Tam były dwie panie sprzedawczynie. Powiedziałem, że to szaleństwo z tymi kuponami. Przybiegła ta dziewczyna. Jakoś chwyciłem ją za nogi i razem się przewróciliśmy. Za chwilę ona poszła sobie. Pomyślałem, że przecież mogłem te kupony jej oddać, bo mi nie są do niczego potrzebne. Przeniosło mnie do klasy. Był sprawdzian chyba z matematyki. Bardzo szybko wypełniłem. Sprawdził pan od informatyki. Miałem dwa lub trzy błędy. Jeszcze potem coś pisałem. Odbiły mi się na kartce litery z ławki. Pokazałem to koleżance Asi. Siedziałem w ławce. Dotknąłem ręką jej kolana. Ona za chwilę wstała i chyba podeszła do tablicy. Potem jak z kimś wracałem do domu, miałem problemy z chodzeniem. Ciągle musiałem wstawać z kolan. Było to bardzo ciężkie.






