11-03-2022, 14:23
Ktoś umarł i w pozycji siedzącej był na łóżku. Mama kazała mi podejść do niego i go dotknąć. Tak zrobiłem. I teraz leżał na płasko. Czekaliśmy na kogoś, chyba na doktora czy kogoś takiego. Patrzę, a tu nogi umarlaka się poruszają. Za chwilę cały się poruszał i się podniósł. Wstał. Był cały opuchnięty i miał dziwnie powiększoną głowę, ale jednak znowu żył. Byłem u cioci. Coś było z zegarkami na rękę. Zostawiłem tam zegarek czy coś. Miałem problemy z paskiem od zegarka, nie chciał się zapiąć. Miał granatowy kolor i był mały. W końcu jakoś założyłem, ale miałem jeszcze drugi. Jakaś dziewczyna próbowała mi go założyć na rękę, ale założyła inny, trochę większy i różowy, chyba jej. Ten umarły żywy przyszedł i chciał zobaczyć ten zegarek. Teraz to była normalnie wyglądająca kobieta. Wzięła ten zegarek do ręki na chwilę i oddała. Potem go gdzieś zawiesiłem. Miałem na ręku dwa zegarki na raz. Sen przeniósł się do mojego pokoju. Kolega nastawiał mi zegarki. Każda wskazówka miała osobne pokrętło. W szufladzie znalazłem jeszcze inny zegarek. Coś mi się nie zgadzało i krzyknąłem RATUNKU! RATUNKU! RATUNKU! Ci koledzy nie pozwalali mi wyjść z pokoju. Przytrzymywali mnie. Ale jakoś się udało, wyszedłem na przedpokój i tam była mama i siostra.





