06-02-2022, 14:28
Byłem na klatce schodowej. Wchodziłem schodami, bardzo ciężko i powoli, stopień za stopniem. Wszedłem do domu i poszedłem do swojego pokoju. Na podłodze leżało dużo drobnych rzeczy, kamieni, guzików, klocków. Wziąłem kamień brązowy, zielony w kształcie kwadrata i dwa małe różowe serduszka. Miały właściwości magnetyczno magiczne. Te serduszka kilka razy mi wypadały z rąk i je podnosiłem. Przy biurku siedziała jakaś dziewczyna i tworzyła mapę tych wszystkich porozrzucanych rzeczy. Potem piłem kawę. Miałem w ręku dwa kubki z gorącą kawą. Tata zamówił dla mnie (na urodziny?) kieliszek wina. Upiłem łyk. Kieliszek zamienił się w metalowe berło z zawieszoną chusteczką nasiąkniętą winem. Odłożyłem na stół "na ołtarzu". Dziewczyna powiedziała dziękuję. Znalazłem się w czymś przypominającym kościół. Miałem ześlizgnąć się w dół do drzwi, ale było zbyt stromo.





