11-01-2022, 13:10
Przez jakiś czas, jak leżałem, nawiedzały mnie jakieś straszydła, mniejsze i większe. W końcu, gdy wstałem zrobiło się jasno. Łóżko ustawione było pod drugą ścianą. Zobaczyłem co było pod poduszką. Zielony kocyk, a pod nim już nic nie znalazłem. Małe czarne straszydło pociągnęło mnie na ścianę pod oknem, że prawie przez nią przelazłem. Wstałem i wyjrzałem przez drzwi. Mama była w dużym pokoju. Zamknąłem drzwi do swojego pokoju i zacząłem wyskakiwać przez okno. W połowie przeszedłem przez szybę, chwilę się męczyłem z resztą i jakoś przeszedłem cały. Było ciepło. Trawnik cały był zalany wodą i można było pływać w nim. Trochę popływałem. W wodzie znalazłem trzy duże kamienne koła i klucz (też kamienny). Ułożyłem je w trójkąt i w środku przekręciłem klucz w lewą stronę. Nic się nie stało. Wyszedłem z wody z trawnika. Szedłem w stronę przystanka autobusowego. Bardzo ciężko mi się szło jakbym szedł pod górę. Zaraz się obudziłem.





