22-12-2021, 19:14
Lecieliśmy ogromnym statkiem kosmicznym. Był otwarty, więc idąc za daleko można było wypaść w przestrzeń kosmiczną. Ktoś krzyczał, że się pali. Wszedłem szybko do środka. Wnętrze było połączeniem pociągu z autobusem. Powiedziałem koledze, który tam siedział, że szkoda, że nie było tam zamontowanych zraszaczy. Zgodził się ze mną. Powiedziałem, że zbliża się fala, więc zaraz zgasi ogień. Jednak na ekranie było widać gorące gwiazdy, więc najpierw musieliśmy przelecieć przez "piekło", przez co sytuacja jeszcze bardziej się zaogni zanim minie pożar. Wlecieliśmy w jakąś planetę i nikt już nie pamiętał o ogniu. Lecieliśmy pomiędzy unoszącymi się w powietrzu wysepkami osiedli z placami zabaw. Wydawały mi się bardzo podobne do tych na Ziemi. Trwał nawet remont w jednym miejscu. Zeskoczyliśmy do lasu. Czegoś szukaliśmy. Wśród drzew leżało urządzenie do robienia dziur w ziemi. Mogło też posłużyć jako broń. Wcisnąłem przycisk i strzelało jak karabin. Komuś to oddałem. Na skarpie znalazłem kamień w paski. Wziąłem ze sobą. Był tu jakiś kot, ale to nie był nasz. Pomyślałem, że na tej planecie mogą być dinozaury w lasach i już od razu z oddali zbliżał się drapieżny dinozaur. Wszyscy uciekali. Stanęli pomiędzy jakimiś skalnymi łukami, aby się ukryć. Poszedłem trochę dalej i nie miałem za czym się schować. Ukucnąłem, więc trzymając kamień w ręku i nie ruszałem się. Sen się jakby skończył. Potem powtórzyła się podobna sytuacja, tylko, że to nie był las, a mieszkanie. Sprawdzałem wszystkie pomieszczenia i nie było żadnych dinozaurów. Zwróciłem uwagę na jakieś książki w szafie. Wszyscy wychodziliśmy wtedy. Pamiętam jeszcze przechodzenie obok krzaku, na którym siedział dziwny ptak. Nie odleciał, chociaż byłem bardzo blisko niego.





