24-11-2021, 15:17
Niedawno fejsbuk podsunął mi ciekawą grupkę czytelników książki o ludziach, którzy myślą "nadwydajnie". Ciekawą, bo wciąż mnie fascynuje jak bardzo człowiek jest w stanie sobie tłumaczyć swoje raczej wady, niż zalety, wzniosłymi ideami. Wiele osób na grupie narzeka na swój "dar", więc wrzuciłem tam poświęcony temu tekst zachęcający do medytacji, skupiając się m.in. na wpływie na procesy poznawcze. Może ktoś wyciągnie coś z tego dla siebie.
"Hej
Wielu z Was doświadcza pewnie mniej lub bardziej męczącego natłoku myśli. Część z tych myśli jest pożyteczna i wnosząca, część odbieramy jako niepotrzebny hałas a inne (przeważnie większość) "udają", że są wartościowe. Dla niektórych jest to tak bardzo znany stan i tak wpasowujący się w ich obraz siebie, że są przekonani, że to po prostu ich natura. Dużo zauważam, więc dużo myślę - logiczne. I za bardzo się tego nie zmieni. A nawet jeśli można by było, to nie chcą (sic!).
Często wiele poprawy może wnieść psychoterapia. Niezdrowe przekonania, często zabierają dużo energii i fundują zbędne rozkminy. Dobra psychoterapia wnosi dużą i stabilną poprawę, ale ma ona swoje ograniczenia i jeśli chcemy jeszcze bardziej odblokować swój potencjał zarówno pod względem dobrostanu jak i skuteczności, to niezmiernie wiele może nam dać regularna praktyka medytacji.
Medytacja na zachodzie jest kojarzona najczęściej z medytacją uważności "Mindfulness". Mówi się w ramach jej o redukcji niepokoju, większym rozumieniu siebie, docenianiu chwili obecnej. Brzmi spoko. Rzeczywiście może spełnić obietnicę. Jednak w porównaniu do tego do czego dochodzą praktycy medytacji zakorzenionych w konkretnych np. buddyjskich tradycjach, u praktykujących mindfulness wygląda to dosyć miernie. Raczej praktyka pod względem jej wartości nie broni się sama z siebie i trzeba do niej dokładać wzniosłe idee o byciu "tu i teraz" (tak jakbyśmy mogli być gdzieś indziej ?). Poza tym, narzuca pewną formę kontroli poznawczej, a raczej większość z Was nie tego pragnie. Chcemy żyć bardziej na luzie, być szczęśliwsi, cieszyć się zarówno z małych i dużych rzeczy, ale przy tym puszczać wodze umysłu zupełnie swobodnie, aby cieszyć nasze zmysły jego kreatywnością, magią i pięknem.
Ok. Tyle słowem odradzenia jak nie warto zaczynać. A jak warto? Bardzo dobrym pomysłem jest znalezienie w swojej okolicy i zapisanie się do wspólnoty medytacyjnej. Środowisko, wspólnota i nauczyciel dają wiele. Pójdźmy, spróbujmy. Jeśli nas bardzo odrzuci spróbujmy innej. Określona tradycja i wspólnota nie jest decyzją na całe życie i zawsze możemy zmienić tor. Ważne po prostu, żeby się nieco zakorzenić w praktyce.
Jeśli kogoś odrzuca ten pomysł, niech praktykuje sam. Ważna jest regularność i praktykowanie przez jakiś czas (np. tydzień) jednej konkretnej metody. To nie musi być wiele na początek. Np. 10 minut codziennie, albo chociaż co dwa dni. Później można wydłużać czas sesji. Kiedy znajdziemy praktykę, która dobrze na nas działa - zostańmy z nią na dłużej.
Wiele osób może reagować awersją na religijną czy mistyczną otoczkę w praktyce medytacji. Jest tego rożna ilość w zależności od praktyki i nurtu, ale generalnie pewna doza tej otoczki i na chwilę odsunięcie na bok racjonalnego (a raczej przeracjonalizowanego) umysłu jest potrzebne. Próbę wyciągnięcia "esencji" z praktyk i usunięcia wszystkiego co mogłoby kolidować z jakimś przekonaniem religijnym, bądź awersją do religii, widzimy w postaci wspomnianego "Mindfulness" właśnie. Praktyka dla każdego. Nie musisz w nic wierzyć. Możesz być katolikiem, ateistą. W rzeczywistości...wyszło słabo. Tak więc polecam dać sobie trochę luzu w kwestii mistycznej otoczki. "It's just a mind"
No ale nie musimy od razu medytować z np. czakrami. Ja do dzisiaj uważam to za dziwny pomysł 
Wracając do profitów. Zdecydowanie warto się w to szczerze zaangażować. Skuteczna praktyka medytacji wyważy każdy umysł. Bez wyjątków. Nie nie. Nie masz takiego wyjątkowego umysłu, że nie dałoby się ogarnąć
Przez ogarnięcie, mam na myśli wprowadzenie do umysłu przestrzeni i swobody, dzięki której wszystkie nasze energie psychiczne, zasoby i emocje, znajdą swoją miejsce i będą współżyć ze sobą w zachwycającym harmonicznym tańcu. Nie tylko zyskasz upragniony spokój, ale też odblokujesz swój potencjał. Jak bardzo, zależy od tego na ile był stłumiony. Medytacja wprowadza nas w pewnego rodzaju flow i podobnie jak stan flow właśnie - odblokowuje nasze zasoby. Przestaniemy być "nadwydajni". Będziemy po prostu wydajni. Przy dozie szczęście przywiązanie do tej koncepcji odpadnie, bo już nie będziemy widzieli sensu w jej używaniu. To nie wszystkie profity z medytacji, ale mam nadzieję, że wystarczająco Was zachęciłem
"
"Hej
Wielu z Was doświadcza pewnie mniej lub bardziej męczącego natłoku myśli. Część z tych myśli jest pożyteczna i wnosząca, część odbieramy jako niepotrzebny hałas a inne (przeważnie większość) "udają", że są wartościowe. Dla niektórych jest to tak bardzo znany stan i tak wpasowujący się w ich obraz siebie, że są przekonani, że to po prostu ich natura. Dużo zauważam, więc dużo myślę - logiczne. I za bardzo się tego nie zmieni. A nawet jeśli można by było, to nie chcą (sic!).Często wiele poprawy może wnieść psychoterapia. Niezdrowe przekonania, często zabierają dużo energii i fundują zbędne rozkminy. Dobra psychoterapia wnosi dużą i stabilną poprawę, ale ma ona swoje ograniczenia i jeśli chcemy jeszcze bardziej odblokować swój potencjał zarówno pod względem dobrostanu jak i skuteczności, to niezmiernie wiele może nam dać regularna praktyka medytacji.
Medytacja na zachodzie jest kojarzona najczęściej z medytacją uważności "Mindfulness". Mówi się w ramach jej o redukcji niepokoju, większym rozumieniu siebie, docenianiu chwili obecnej. Brzmi spoko. Rzeczywiście może spełnić obietnicę. Jednak w porównaniu do tego do czego dochodzą praktycy medytacji zakorzenionych w konkretnych np. buddyjskich tradycjach, u praktykujących mindfulness wygląda to dosyć miernie. Raczej praktyka pod względem jej wartości nie broni się sama z siebie i trzeba do niej dokładać wzniosłe idee o byciu "tu i teraz" (tak jakbyśmy mogli być gdzieś indziej ?). Poza tym, narzuca pewną formę kontroli poznawczej, a raczej większość z Was nie tego pragnie. Chcemy żyć bardziej na luzie, być szczęśliwsi, cieszyć się zarówno z małych i dużych rzeczy, ale przy tym puszczać wodze umysłu zupełnie swobodnie, aby cieszyć nasze zmysły jego kreatywnością, magią i pięknem.
Ok. Tyle słowem odradzenia jak nie warto zaczynać. A jak warto? Bardzo dobrym pomysłem jest znalezienie w swojej okolicy i zapisanie się do wspólnoty medytacyjnej. Środowisko, wspólnota i nauczyciel dają wiele. Pójdźmy, spróbujmy. Jeśli nas bardzo odrzuci spróbujmy innej. Określona tradycja i wspólnota nie jest decyzją na całe życie i zawsze możemy zmienić tor. Ważne po prostu, żeby się nieco zakorzenić w praktyce.
Jeśli kogoś odrzuca ten pomysł, niech praktykuje sam. Ważna jest regularność i praktykowanie przez jakiś czas (np. tydzień) jednej konkretnej metody. To nie musi być wiele na początek. Np. 10 minut codziennie, albo chociaż co dwa dni. Później można wydłużać czas sesji. Kiedy znajdziemy praktykę, która dobrze na nas działa - zostańmy z nią na dłużej.
Wiele osób może reagować awersją na religijną czy mistyczną otoczkę w praktyce medytacji. Jest tego rożna ilość w zależności od praktyki i nurtu, ale generalnie pewna doza tej otoczki i na chwilę odsunięcie na bok racjonalnego (a raczej przeracjonalizowanego) umysłu jest potrzebne. Próbę wyciągnięcia "esencji" z praktyk i usunięcia wszystkiego co mogłoby kolidować z jakimś przekonaniem religijnym, bądź awersją do religii, widzimy w postaci wspomnianego "Mindfulness" właśnie. Praktyka dla każdego. Nie musisz w nic wierzyć. Możesz być katolikiem, ateistą. W rzeczywistości...wyszło słabo. Tak więc polecam dać sobie trochę luzu w kwestii mistycznej otoczki. "It's just a mind"
No ale nie musimy od razu medytować z np. czakrami. Ja do dzisiaj uważam to za dziwny pomysł 
Wracając do profitów. Zdecydowanie warto się w to szczerze zaangażować. Skuteczna praktyka medytacji wyważy każdy umysł. Bez wyjątków. Nie nie. Nie masz takiego wyjątkowego umysłu, że nie dałoby się ogarnąć
Przez ogarnięcie, mam na myśli wprowadzenie do umysłu przestrzeni i swobody, dzięki której wszystkie nasze energie psychiczne, zasoby i emocje, znajdą swoją miejsce i będą współżyć ze sobą w zachwycającym harmonicznym tańcu. Nie tylko zyskasz upragniony spokój, ale też odblokujesz swój potencjał. Jak bardzo, zależy od tego na ile był stłumiony. Medytacja wprowadza nas w pewnego rodzaju flow i podobnie jak stan flow właśnie - odblokowuje nasze zasoby. Przestaniemy być "nadwydajni". Będziemy po prostu wydajni. Przy dozie szczęście przywiązanie do tej koncepcji odpadnie, bo już nie będziemy widzieli sensu w jej używaniu. To nie wszystkie profity z medytacji, ale mam nadzieję, że wystarczająco Was zachęciłem
"
let's worship cats





