19-11-2021, 12:56
Na zewnątrz na balkonie pojawił się wielki czarny pies (albo wilk). Leżał na parapecie i się patrzył. Szybko zamknąłem okno przed tak agresywnym zwierzęciem. Kawałek szyby był otwarty i coś (nie kot) wyszło na zewnątrz i usiadło najpierw na łapach, potem na uszach wilka. Pies wilk wyskoczył do lasu i tam zasnął na ziemi. Niby właścicielem był ktoś z bloku, ale potem okazało się, że w tym lesie było kilka domków i tam ktoś był jego rzeczywistym właścicielem. Poszedłem go szukać. Najpierw natrafiłem na pracownika tamtego miejsca. Powiedziałem mu o tym psie i żeby go zabrali. Zaprowadził mnie do kilku osób i do tego właściciela. Wytłumaczył im o co mi chodzi. Szliśmy po tego psa. Jak już dotarliśmy do miejsca, gdzie spał, okazało się, że go już dawno tam nie ma. Gdzieś uciekł, nie wiadomo gdzie. Później wchodziłem po schodach na jakąś wieżę. Tam były w gazetach rowery do złożenia. Jeden kosztował ponad dwa tys. złotych, a drugi ponad pięć tys. Wziąłem jeden rower i pokazałem dziewczynie zajmującej się ich sprzedażą. Jeszcze raz sprawdziła i się okazało, że najlepsze dla mnie były by koła siedemnastocalowe (były tam też piętnasto i szesnastocalowe). Pobiegłem, gdzieś do jakichś magazynów po portfel, który tam zostawiłem i wróciłem. Chyba kupiłem ten rower, bo potem nim jechałem, ale okazało się że rama jest za mała i trzeba to zmienić.





