13-11-2021, 11:27
Siedziałem na łące czy czymś takim i przekładałem rzeczy z domu. Przyszła jakaś kobieta i pytała się co to jest. Odpowiedziałem, że to rzeczy z domu. A tam były tylko kwiaty zwisające jak bluszcz. Miejsce zamieniło się w kościół i zaczynała się msza. Rodzice już wyszli. Też wychodziłem przez drzwi kościelne. Jeden chłopak bardzo był zdenerwowany, że wychodzę w trakcie mszy. Po wyjściu spotkałem takich dwóch. Jednego z nich namawiałem, aby kupił sobie klocki lego. Nie są drogie, ale to dobra rzecz. Poszliśmy do sklepu z lego. Do drugiego sklepu obok wchodził jakiś dzieciak. My wchodzimy do tego z lego. Gdy już mamy zamiar wziąć kartonik z klockami, okazuje się, że to nie sklep z lego, a magazyn kredek. Z drugiego sklepu słychać było odgłos tłuczonego szkła. Przybiegła do nas ta kobieta z kościoła. Powiedziała, że została stłuczona szyba, ale to nie ważne, bo już została wymieniona. I wyszła. Znalazłem jasnoniebieską kredkę z napisem oil sky (był dłuższy, ale zapomniałem). Ten, z którym tam przybyłem miał ciemnoniebieską kredkę z napisem contaminated. Powiedziałem, że dobra ta kredka. Znalazł jeszcze inną bardzo dużą, chyba brązową. Była do niej duża temperówka. Położył kartkę na kanapie i coś rysował. W tym czasie przyszła jakaś dziewczyna i przygotowywała łóżko do spania. Tak się skończył sen.





