08-11-2021, 11:11
Z innymi uczniami w szkole mieliśmy bronić się przed różnymi atakami. Najpierw walczyliśmy z jakimiś zombi. Później latającymi stworami. Była to dość miła rozrywka, bo wszyscy byliśmy mocni w te klocki. Jednak kiedy przyszło walczyć z napadem pająków już nie chciałam na to patrzeć i poszłam przywitać wampiry, które właśnie sobie przyszły na imprezę. Przyglądalam się im czerwonym oczom i myślałam o zapaleniu spojowek i że niby dlaczego wampiry są takie kul. Użarłam jedną dziewczynę w rękę, a ona zabrała mnie na latającego smoka. Polecieliśmy gdzieś do miasta z zalanymi kanałami, wyglądało jak Wenecja. Tam czekała na mnie paczka ze szkoły. Nie mogłam znaleźć jakiegoś przejścia, błądziłam zalanymi piwniczkami i wyrywałam dziury w ścianach żeby przejść dalej. Coś mieliśmy osiągnąć ale już nie pamiętam co. W końcu znalazłam się w mieszkaniu przy biurku, z gęsim piórem w ręce. Przez okno widać było kanał. Zapatrzyłam się na ten kanał i wiedziałam, że jestem już starym mężczyzną. W momencie gdy wzrok się wyostrza w pierwszej perspektywie jest takie uczucie realności, sentymentu, jakby się patrzyło na znany od lat widok i wszystko jest takie mega namacalne. W tym momencie myślałam, że poprzednie fabuły były fajną zabawą, ale jakoś tak już tracę zainteresowanie i trzeba zabrać się za to co mam ważnego do zrobienia.
Tak sobie myślę jak ładnie widać co mózg zaczerpnął z dnia poprzedniego, co z pamięci długotrwałej, a co z ogólnych strachów i przekonań i jak ładnie zrobił remiks dla relaksu.
Tak sobie myślę jak ładnie widać co mózg zaczerpnął z dnia poprzedniego, co z pamięci długotrwałej, a co z ogólnych strachów i przekonań i jak ładnie zrobił remiks dla relaksu.





