07-11-2021, 15:31
Szedłem coś przekazać dyrektorce. Zobaczyłem, że rodzice i ktoś z rodziny stoi na mszy (bo to był jednocześnie kościół) i akurat wszyscy wychodzili, bo msza się kończyła. Otworzyły się drzwi na końcu korytarza i wyszła dyrektorka szkoły (nie znam). Coś chyba jej dałem. Potem latałem przy pomocy urządzenia z lin i desek, unosiłem się z dwa metry nad podłogą korytarza. Dużo osób stało w kolejce do czegoś. Protestowali przeciwko mnie, bo ja mogłem latać, a oni nie. Potem doleciałem do drugiego końca korytarza. Tam się przed czymś barykadowaliśmy. Drzwi na dalszą część korytarza były zamknięte. Ktoś leżał na materacu. Mówiłem mu, że jest takie przejście do innej szkoły, znajdującej się w innym świecie. Przy ścianie był mój łuk i złożone to urządzenie do latania. Przystawiłem szafę do tych drzwi. Reszta już sobie szła, łącznie z leżącym na materacu, a ja szybko za nimi. Gdzieś mi zniknęli. Dobiegłem znowu do drugiego końca korytarza, do schodów. Ktoś właśnie schodził. Chciałem pójść schodami w dół, ale mnie przytrzymywał telepatycznie za pomocą umysłu. Po chwili mogłem się ruszyć i przeszedłem kilka schodów w dół, zatrzymałem się i znowu przeszedłem kilka schodów. Szła jakaś dziewczyna. Przybliżyłem się do niej i zatrzymałem, ominąłem ją i znowu stoję. Tak jakby sen się co chwila zacinał. W końcu się obudziłem.





