23-10-2021, 12:21
Szedłem ulicą. W moją stronę biegły z lasu jakieś zwierzęta. Pomyślałem, że coś je goni i rzeczywiście, to wilki je goniły. Wilki jednak też coś goniło. Nagle z lasu wyskoczyły drapieżne dinozaury. Wtedy skręciłem w lewo w inną uliczkę. Szli ludzie przebrani za zwierzęta. Zeskoczyłem z uliczki do jakiegoś pomieszczenia. To był jakby kościół w głębi. Każdy czekał przed drzwiami. Było około pięciu drzwi, każde prowadziły do innego miejsca. Jedne, po prawej stronie, prowadziły do tęczowej wody i ktoś chciał tam wejść, ale odradzono mu to i poszedł z innymi do pierwszych drzwi. Tam były bagna. Mówili, że idą zapalić. Też mi proponowali te drzwi, ale odmówiłem, bo to była brudna woda, więc jakieś złe miejsce. Poszedłem, gdzie wcześniej była ta kolorowa woda, teraz zwykła, morska. Zacząłem płynąć pod wodą. Nade mną widziałem cień jakiegoś wielkiego zwierzęcia, chyba goryla. Szybko przepłynąłem w inne miejsce i wyszedłem na plażę. Powitały mnie śmieszne animowane zwierzątka, pingwiny, zajączki czy coś takiego. Dalej poszedłem i skądś wychodziły postacie pokemonopodobne. Jeden z nich niósł głowę na rękach.





