01-08-2021, 12:57
W ziemi była ogromna okrągła ciemna dziura. To było wyjście ze statku obcych. Wiedzieliśmy, że zaraz mają wyjść i nas zaatakować, więc szybko stamtąd uciekaliśmy. Jakby niezdecydowanie, bo kilka razy tam powracaliśmy grupą. Raz było to pod wodą nawet. Inni chcieli wrócić, gdzieś podziemiami. My mieliśmy uciekać naszym statkiem kosmicznym czy takim podobnym pojazdem latającym, już przygotowanym. Gdy już miałem wskakiwać to tego pojazdu, ktoś mi przeszkadzał i odciągał. Sytuacja powtarzała się kilka razy. Raz to nie był pojazd latający, tylko teleporter - wchodziło się w kolorowe światło i znikało. To się działo na plaży. Było dużo ludzi. Też mi ktoś przeszkodził wtedy. Wiedziałem, że to wampiry. Szedłem potem nocą dniem przez ulicę, po bokach zalaną wodą. Wszedłem do lasu. Ktoś mnie gonił, ksiądz czy ktoś podobny. Powiedział "Przegrałeś.", a ja na to, że nie, bo w nic nie grałem. Zbiegamy górką po lesie. Tam jest wąskie piaskowe przejście i duży kamień. Oni już dalej przeszli, a ja ten kamień przesuwam. Dziwne, że mam tyle siły. Nagle przybiega kolega Damian z kimś i pomaga przeturlać kamień. Pamiętam jeszcze, że jeździłem rowerem, niby uliczkami, ale to był dom i tam był wujek. Coś mówił do mnie. Wjechałem tam i wyjechałem.





