19-07-2021, 13:44
Wieczór. Wchodzę z kimś przez duży kineskopowy telewizor do świata gry. Mowa jest, coś o nożu, że on to może podmienić czy coś. Trafiam przed drzwi ogromnej ciemnej katedry. Wiem, że tam jest wielkolud, duży jak ta katedra, więc idę stamtąd jak najszybciej. Nie pamiętam co się dzieje, tylko jak się już kończy. Wszyscy wracają w jakieś miejsce wyjścia do świata realnego. Wielkolud zmalał, jest w zbroi. W ścianie jest poziomy wąski otwór. Ktoś mnie popycha do niego, ale cofam się i wskakuję nogami do przodu. Ląduję na chodniku razem z dwoma osobami. W dalszym otwartym pomieszczeniu ktoś czeka, chyba mama, ale nie moja. Podchodzi tłum ludzi ubranych w kartony po telewizorach.
Ktoś utknął w głębokiej jaskini. Zjawili się ratownicy i przywiązują go linkami, aby wciągnąć do helikoptera. On krzyczy, że nie chce, bo ma lęk wysokości, ale i tak go wciągnęli. W helikopterze siedzi już dziewczyna, która się ślini i cieknie jej z nosa. Za szybami widać białe i różowe chmury. Za przednią widać ulicę jakby to był autobus.
Ktoś utknął w głębokiej jaskini. Zjawili się ratownicy i przywiązują go linkami, aby wciągnąć do helikoptera. On krzyczy, że nie chce, bo ma lęk wysokości, ale i tak go wciągnęli. W helikopterze siedzi już dziewczyna, która się ślini i cieknie jej z nosa. Za szybami widać białe i różowe chmury. Za przednią widać ulicę jakby to był autobus.





