08-04-2021, 13:36
Zauważam, że śnię i po kilku próbach udaje mi się wstać, jeszcze tylko głowa mi się "odkleja" od poduszki i idę. Pomyślałem żeby lepiej nie wychodzić drzwiami na klatkę schodową, bo się jeszcze z kimś zderzę lub znowu mnie ktoś napadnie. Wychodzę przez okno. Jednym ruchem przestawiam kwiatki na koniec parapetu, co normalnie poskutkowałoby tym, że wszystko znalazłoby się na podłodze. We śnie parapet był chyba kilkukrotnie większy. Otwieram okno. A tu drugie piętro i zupełnie inny blok. Zeskakuję i łagodnie opadam na dach serwisu-myjni samochodowej. Zeskakuję z dachu myjni, a może wychodzę z tej myjni, już nie wiem, i idę po śniegu. Tutaj jest rozpadlina. Skaczę i niby już dolatuję, ale za każdym razem w połowie mnie cofa. No to idę bez skakania i wchodzę. Idę przez ośnieżony las. Ktoś tam ulepił samochody ze śniegu, zapewne ktoś z i-senu. Chcę jakoś zaznaczyć swoją tam obecność, więc odrywam śnieżne koło. Połowa się ułamała i teraz wygląda jak podkowa. Układam to na drzewie. Pamiętam jeszcze jakieś unoszenie się nisko, ale to był pewnie fragment poprzedniego snu.





