29-03-2021, 17:46
13 - 20 dzień kuracji
Czuję się, jakby lek zatkał jakąś dziurę w mojej głowie. Jakby zamknął puszkę Pandory. Ograniczył mi kontakt z podświadomością. Z jednej strony to dobrze, bo nie atakują mnie złe myśli, przeszłość mnie nie nęka... ale jednak czegoś mi brakuje. Tego żywego, bolesnego doświadczenia. Tego dogłębnego wniknięcia w siebie.
Nadal nie znalazłam pracy ani nie założyłam rodziny. Na poprawę mojego stanu należy jeszcze poczekać.
Sertralina sprawia, że łatwiej akceptuję zmiany, ale zmniejsza moją tolerancję na powtarzalność. Coś za coś.
Wieszanie na sznurze do bielizny sześciu świeżo upranych identycznych skarpetek obok siebie przypiętych sześcioma spinaczami w tym samym kolorze nie sprawia mi już takiej przyjemności jak kiedyś. To tylko bezużyteczny nawyk.
Jestem rozczarowana, rozżalona. Liczyłam na to, że lek nie zadziała, że moja choroba jest nieuleczalna i jest czymś stabilnym, na czym mogę budować swoją tożsamość.
Pytanie brzmi, na czym polega działanie leku. Czy jest on jak chodzenie o lasce, dopóki połamana noga się nie zrośnie, czy może bardziej jak zastępcza, sztuczna kończyna z drewna. Jeśli to drugie, to pół biedy, można upajać się faktem, że lekarstwo jest niezbędne do właściwego funkcjonowania, już na zawsze. Ale jeśli prawdziwa okaże się opcja pierwsza, to... po odstawieniu leku już nie będę miała po co żyć. Zniknie multum objawów, które można by było bez końca obrabiać analitycznym umysłem.
Czuję się, jakby lek zatkał jakąś dziurę w mojej głowie. Jakby zamknął puszkę Pandory. Ograniczył mi kontakt z podświadomością. Z jednej strony to dobrze, bo nie atakują mnie złe myśli, przeszłość mnie nie nęka... ale jednak czegoś mi brakuje. Tego żywego, bolesnego doświadczenia. Tego dogłębnego wniknięcia w siebie.
Nadal nie znalazłam pracy ani nie założyłam rodziny. Na poprawę mojego stanu należy jeszcze poczekać.
Sertralina sprawia, że łatwiej akceptuję zmiany, ale zmniejsza moją tolerancję na powtarzalność. Coś za coś.
Wieszanie na sznurze do bielizny sześciu świeżo upranych identycznych skarpetek obok siebie przypiętych sześcioma spinaczami w tym samym kolorze nie sprawia mi już takiej przyjemności jak kiedyś. To tylko bezużyteczny nawyk.
Jestem rozczarowana, rozżalona. Liczyłam na to, że lek nie zadziała, że moja choroba jest nieuleczalna i jest czymś stabilnym, na czym mogę budować swoją tożsamość.
Pytanie brzmi, na czym polega działanie leku. Czy jest on jak chodzenie o lasce, dopóki połamana noga się nie zrośnie, czy może bardziej jak zastępcza, sztuczna kończyna z drewna. Jeśli to drugie, to pół biedy, można upajać się faktem, że lekarstwo jest niezbędne do właściwego funkcjonowania, już na zawsze. Ale jeśli prawdziwa okaże się opcja pierwsza, to... po odstawieniu leku już nie będę miała po co żyć. Zniknie multum objawów, które można by było bez końca obrabiać analitycznym umysłem.
Planowane wyłączenie sieci DMN w godzinach 23:00 - 04:00





