18-03-2021, 12:42
Wszedłem do jakiejś kwadratowej budki barowej. Z zewnątrz wyglądało to na małe pomieszczenie, a jak wszedłem do środka, okazało się kilkakrotnie większe i powierzchnia była prostokątna. Tył był otwarty na tereny zielone. W oddali widać było góry. Ten "budynek" prawdopodobnie znajdował się w dwóch miejscach naraz. Jedna część, ta z widokiem, była domem. Tam było jaśniej. Zobaczyłem córkę barowego, miała może 10 lat. Druga część, mniejsza i ciemniejsza, to był mini bar przy ulicy. Za ladą stały różne kolorowe alkohole. Powiedział, że niepełnoletnim nie sprzedaje. Niestety nie wziąłem ze sobą dowodu. No to może herbatka?, zaproponował. Niech będzie. 12zł. I jeszcze witaminy do tego. Zgodziłem się. 9zł. Nagle zauważyliśmy, że coś dziwnego dzieje się na niebie (sufit był oszklony). To na pewno była inwazja! Wybiegliśmy na zewnątrz. Wszyscy to obserwowali. Położyłem się na plecach na ulicy na chwilę. Widziałem poruszające się kręgi świetlistych kul. Leciały tutaj. Wstałem. Te świetliste kule/węzły oplatały mnie wstęgami, lecąc spiralnie w dół. Pozostała część zmieniła się w szaro białego kota. Zaprowadziłem go do tej budki, aby go zabrali ze sobą. Wszystko to raczej było pozytywne. Usiadłem sobie przy ladzie, chcąc wypić tą herbatę z witaminami. Jakiś stary dziad ubrany na czarno wychylił się do mnie i powiedział "ale ja tu teraz jem". No tak, herbata też już była wypita...
Czekaliśmy na korytarzu. Na kilku ławkach stały talerze. Przyszła kucharka. Miała napełnić te talerze. Okazały się brudne, chyba po zupie, ale nie było, gdzie ich umyć. Dziwiłem się, że mieliśmy jeść na czyichś nieumytych talerzach. W końcu nie wiem czy ta kucharka nam dała coś do jedzenia. Chyba nie, bo już wchodziliśmy do sali. To była sala komputerowa. Było bardzo dużo ławek z komputerami, bardzo ciasno ustawionych. Chciałem się przysiąść do kogoś, ale wskazał mi inne miejsce. Rzeczywiście, obok była niezajęta ławka z komputerem. Za chwilę przyszedł kolega Patryk. Wskazałem mu miejsce, gdzie wcześniej zamierzałem usiąść. Tam były trzy druciane krzesła. Na tym środkowym siedział ten kto mi wskazał wolną ławkę. Chyba się jakoś wcisnął na krzesło przy ścianie, ale nie jestem pewien.
Czekaliśmy na korytarzu. Na kilku ławkach stały talerze. Przyszła kucharka. Miała napełnić te talerze. Okazały się brudne, chyba po zupie, ale nie było, gdzie ich umyć. Dziwiłem się, że mieliśmy jeść na czyichś nieumytych talerzach. W końcu nie wiem czy ta kucharka nam dała coś do jedzenia. Chyba nie, bo już wchodziliśmy do sali. To była sala komputerowa. Było bardzo dużo ławek z komputerami, bardzo ciasno ustawionych. Chciałem się przysiąść do kogoś, ale wskazał mi inne miejsce. Rzeczywiście, obok była niezajęta ławka z komputerem. Za chwilę przyszedł kolega Patryk. Wskazałem mu miejsce, gdzie wcześniej zamierzałem usiąść. Tam były trzy druciane krzesła. Na tym środkowym siedział ten kto mi wskazał wolną ławkę. Chyba się jakoś wcisnął na krzesło przy ścianie, ale nie jestem pewien.





