18-03-2021, 10:23
Jadę sobie pociągiem z kilkoma ludźmi. Chwilę poprostu jedziemy, koła turkotają, za oknem jest zmierzch. Pociąg jedzie szybko i zaczyna dziwnie się kiwać na zakrętach. Podchodzę pod lokomotywę. Widzę panikę w oczach personelu. Weszłam nawet do maszynisty. Okazało się, że pociągu nie da się zatrzymać. Jest jakaś awaria. W końcu wypadł z toru prosto w bagno w lesie. Wydostałam się jakoś i przeniesiono nas do wielkiego ceglastego budynku. Ktoś mnie przesłuchiwał a potem wrociliśmy na bagna, weszlam i brodząc w tym szukałam ciał. Było koszmarnie. Zaraz ktoś mnie zawołał w inną część bagna i pokazywał że z pociągu uwolniły się okazy zwierząt z dżungli amazońskiej, przewożone na pokładzie. Pokazał małą zieloną żabkę. Martwiliśmy się, że w tych warunkach napewno przetrwają i będą zagrożeniem dla ludzi. Wszedzie Było pełno osób w kombinezonach. Chwilę potem zaczął mi się odtwarzać moment wypadku. Uczucie spadania. Raz to był pociag a raz samolot. Uczucie przyspieszenia, spadania, tego strachu.
W kolejnym śnie tata odprowadzał mnie na samolot, coś mówił, tłumaczył. Miałam zabrać małe dziecko. Szukałam czekogolwiek żeby móc je czymś przykryć. W tym śnie tło cały czas było niebieskie. Jakby nic nie istniało tylko nieboskłon i woda. Było i pięknie i strasznie. W końcu wsiadłam do samolotu. Wystartował w tym niebieskim tle i wiedziałam, że teraz już nigdy nic nie będzie takie samo.
W kolejnym śnie tata odprowadzał mnie na samolot, coś mówił, tłumaczył. Miałam zabrać małe dziecko. Szukałam czekogolwiek żeby móc je czymś przykryć. W tym śnie tło cały czas było niebieskie. Jakby nic nie istniało tylko nieboskłon i woda. Było i pięknie i strasznie. W końcu wsiadłam do samolotu. Wystartował w tym niebieskim tle i wiedziałam, że teraz już nigdy nic nie będzie takie samo.





