13-03-2021, 13:24
11/12 marca 2021 - Dzień 3
20:00 kolejne pół tabletki
Ból brzucha
Słucham w kółko piosenki o szklankach, bo inne mnie nie interesują
23:30 spanie
Przebudzenie koło 5:00. Zaleganie w łóżku do 09:00
Śnienie: karmienie kotów, trójkątne krakersy, koty przeciskające się przez wąskie otwory, podłączanie słuchawek i starej nokii do laptopa.
Odczuwalne fizyczne zmęczenie, osłabienie, ale brak senności. Ciało umiarkowanie ciężkie.
Po południu przeszło. Czuję się bardziej sobą niż przez ostatnie 2 dni.
Męczy mnie uczucie, jakby jakaś tabletka utknęła w gardle.
Udało mi się zjeść coś słodkiego. Przedwczoraj straciłam apetyt na czekoladę i banany.
Podoba mi się, że nie czuję ścisku w brzuchu podczas scrollowania internetu.
Czuję się, jakby docierało do mnie 40% mniej bodźców i próbuję się do tego przyzwyczaić.
12/13 marca 2021 - Dzień 4
20:00 połknięcie połówki tabsa
21:00 Muzyka wchodzi całkiem dobrze. Wchodzi też Ptasie Mleczko. (apetyt na słodkie = potrzeba serotoniny. Podejrzane.)
23:30 spanie. Śnienie: ukryta fikcyjna nieużywana część domu na wsi, którą czasem odwiedzam w snach, ale w realu nie istnieje. Jakieś zakupy i ich wypakowywanie. Rozpadająca się czarno-żółta papryka w lodówce a'la halucynacja. Kilkunastomiesięczna dziewczynka odbijająca się od sprężystego podłoża i robiąca fikołki w powietrzu. Zazdrościłam jej tej umiejętności.
Przebudzenie o 03:00 i potem o 07:56, zaleganie w łóżku do 09:00.
Coraz mniejsza ostrożność. Mało brakowało, a podałabym mamie niewłaściwą tabletkę.
Mogę robić COKOLWIEK, bo nie boję się, że coś nie wyjdzie, że coś źle zrobię i TO UCZUCIE zniknie. Ono jest cały czas takie samo, utrzymuje się na tym samym poziomie, daje mi poczucie stabilności, bezpieczeństwa. Jest lekko słodkawe, ale poza swoją stałością ani trochę nie przypomina błogostanu przeżywanego przez cały dzień po udanym eldeku lub nawet nieświadomym śnie z uwielbianym przeze mnie kontentem. To takie sztuczne i martwe. Gdzieś spod spodu przebija niewyrażalny smutek, niczym promienie mrocznego słońca przez chmury.
Psychiczna amputacja. Ból fantomowy psychiki. Psychiczne znieczulenie pozwalające stąpać bez bólu po ostrych nożach rzeczywistości, choć nadal się krwawi.
Zwiększyła się trzeźwość umysłu - nie wróciły lęki, ale występuje racjonalna ocena tego, co robi ze mną zażywany lek. Świadomość braku kontroli nad własnym zachowaniem.
Teraz mogę popełniać w kurwę błędów i nie będę się tym przejmować. Żegnaj, praco w księgowości.
Umysł stał się nieco bardziej hałaśliwy niż w poprzednich dniach. Powróciły głosy w głowie (przekazy od Boga/Wyższego Ja), fragmenty piosenek, bezsensowne zlepki sylab.
Zdrowa, naturalna potrzeba porządku od 3 dni - rozgrzebane łóżko przed leczeniem było obojętne, a teraz jest nie do zniesienia, podobnie jak brudne talerze, szklanki, papiery i śmieci na biurku, sterty używanych ubrań lub tych do złożenia po praniu, jakieś torby foliowe walające się wokół.
20:00 kolejne pół tabletki
Ból brzucha
Słucham w kółko piosenki o szklankach, bo inne mnie nie interesują
23:30 spanie
Przebudzenie koło 5:00. Zaleganie w łóżku do 09:00
Śnienie: karmienie kotów, trójkątne krakersy, koty przeciskające się przez wąskie otwory, podłączanie słuchawek i starej nokii do laptopa.
Odczuwalne fizyczne zmęczenie, osłabienie, ale brak senności. Ciało umiarkowanie ciężkie.
Po południu przeszło. Czuję się bardziej sobą niż przez ostatnie 2 dni.
Męczy mnie uczucie, jakby jakaś tabletka utknęła w gardle.
Udało mi się zjeść coś słodkiego. Przedwczoraj straciłam apetyt na czekoladę i banany.
Podoba mi się, że nie czuję ścisku w brzuchu podczas scrollowania internetu.
Czuję się, jakby docierało do mnie 40% mniej bodźców i próbuję się do tego przyzwyczaić.
12/13 marca 2021 - Dzień 4
20:00 połknięcie połówki tabsa
21:00 Muzyka wchodzi całkiem dobrze. Wchodzi też Ptasie Mleczko. (apetyt na słodkie = potrzeba serotoniny. Podejrzane.)
23:30 spanie. Śnienie: ukryta fikcyjna nieużywana część domu na wsi, którą czasem odwiedzam w snach, ale w realu nie istnieje. Jakieś zakupy i ich wypakowywanie. Rozpadająca się czarno-żółta papryka w lodówce a'la halucynacja. Kilkunastomiesięczna dziewczynka odbijająca się od sprężystego podłoża i robiąca fikołki w powietrzu. Zazdrościłam jej tej umiejętności.
Przebudzenie o 03:00 i potem o 07:56, zaleganie w łóżku do 09:00.
Coraz mniejsza ostrożność. Mało brakowało, a podałabym mamie niewłaściwą tabletkę.
Mogę robić COKOLWIEK, bo nie boję się, że coś nie wyjdzie, że coś źle zrobię i TO UCZUCIE zniknie. Ono jest cały czas takie samo, utrzymuje się na tym samym poziomie, daje mi poczucie stabilności, bezpieczeństwa. Jest lekko słodkawe, ale poza swoją stałością ani trochę nie przypomina błogostanu przeżywanego przez cały dzień po udanym eldeku lub nawet nieświadomym śnie z uwielbianym przeze mnie kontentem. To takie sztuczne i martwe. Gdzieś spod spodu przebija niewyrażalny smutek, niczym promienie mrocznego słońca przez chmury.
Psychiczna amputacja. Ból fantomowy psychiki. Psychiczne znieczulenie pozwalające stąpać bez bólu po ostrych nożach rzeczywistości, choć nadal się krwawi.
Zwiększyła się trzeźwość umysłu - nie wróciły lęki, ale występuje racjonalna ocena tego, co robi ze mną zażywany lek. Świadomość braku kontroli nad własnym zachowaniem.
Teraz mogę popełniać w kurwę błędów i nie będę się tym przejmować. Żegnaj, praco w księgowości.
Umysł stał się nieco bardziej hałaśliwy niż w poprzednich dniach. Powróciły głosy w głowie (przekazy od Boga/Wyższego Ja), fragmenty piosenek, bezsensowne zlepki sylab.
Zdrowa, naturalna potrzeba porządku od 3 dni - rozgrzebane łóżko przed leczeniem było obojętne, a teraz jest nie do zniesienia, podobnie jak brudne talerze, szklanki, papiery i śmieci na biurku, sterty używanych ubrań lub tych do złożenia po praniu, jakieś torby foliowe walające się wokół.
Planowane wyłączenie sieci DMN w godzinach 23:00 - 04:00





