08-03-2021, 13:39
Było słoneczne lato. Poszedłem na trawnik, aby coś sprawdzić. Przeskoczyłem przez żywopłot. Przed moim oknem niby miały być zasadzone słoneczniki w drewnianym kwadracie z desek. Jestem tylko w skarpetach. Jest rzadka trawa i po ziemi chodzą pojedyncze mrówki. Siostra wygląda przez balkon, który jest normalnie za rogiem, ale teraz się rozgiął i jest na tej samej ścianie. Przed balkonem też miały być takie słoneczniki. Zapomniałem co miałem sprawdzić i poszedłem. Gdzieś na górce, była mowa o grach komputerowych z gazet. Nie wiem o co dokładnie chodziło, bo to było mgliste. Znajduję się teraz w nieokreślonym miejscu. Ktoś na zewnątrz coś tam mówił, że możemy wyjść, nie złapie nas. Byłem w norce w ścianie. Byłem w ciele myszy. Razem ze mną druga mysz obserwowała co się dzieje poza. Miała już przygotowane, że jakby coś to możemy się szybko cofnąć i uciekać. No i ten ktoś jakoś tam wszedł i my uciekamy. Poruszamy się przez rozległe sieci ciemnych piwnicznych tuneli. Mamy nie kierować się w miejsce stałego zamieszkania, aby nas ten ktoś potem łatwo nie złapał. Czuję, że nas cały czas goni. Skręcamy w lewą stronę. Druga mysz decyduje, że kierujemy się na Berlin. Zgadzam się z nią. Tam są w cieniu barierki. Przechodzimy pomiędzy otworami. Robi się jaśniej i przemieszczamy się za drugą barierką, tam było już luźniej. Jesteśmy już na zewnątrz, jest słońce. Po lewej jest ogrodzenie, po prawej ulica. Idziemy chodnikiem. Mała dziewczynka siedzi na chodniku. Podchodzę do niej "myszką". Zlękła się. Teraz zauważam, że nie widzę, ani swojego ciała, ani tych dwóch myszy. Dziadek tej dziewczynki mówi, że ostatnio coraz częściej wychodzą i się tutaj pojawiają (myszy). Idziemy dalej i sen się kończy.
Ktoś stoi w miejscu przedzielonym czerwonymi sznurami, coś jak w muzeum. I gada. Na ścianie wiszą chyba obrazy. I ten ktoś gada i gada. Stoję za nim w oddaleniu. Ciągle coś niezrozumiale mówi. Ma twarz i włosy pomalowane na fioletowo. Mówi jakieś bezsensowne rzeczy. Każde następne zdanie to coś losowego. Nie da się na tym skupić, aby zapamiętać. Jest przebrany za starszą kobietę. Wiem już, że to ktoś z kabaretu "Paranienormalni". Gada i gada, ciągle dziwnie uśmiechnięty. Jacyś ludzie się zatrzymali, zainteresowani i się na niego patrzą. Spojrzałem na tą fioletową głowę i oni chyba też, bo pewnie chcieli go zbadać. Ruszają. Kabareciarz idzie wokół tych sznurów, a oni za nim. Też idę za nimi. W którymś momencie, ten gdzieś nagle daleko skacze. Wskoczył na wysoki parapet. Pomiędzy parapetem a podłogą była głęboka szczelina. Dwóch poszło tam. Poszedłem za nimi sprawdzić co tam się dzieje. Wydawało mi się, że to teraz młodsza kobieta, ale miała zarost. Za chwilę znowu zmieniła się w staruszkę z fioletową głową. Ten parapet okazał się wąską, otwartą windą, która miała tylko poręcz do trzymania, aby nie spaść. Zjeżdżamy w dół i robi się ciemno. Paranienormalny kabareciarz stoi po środku i nadal gada bez ustanku, uśmiechnięty. Ci dwaj to byli niby razem z nim w tym kabarecie. Zepchnął ich niepostrzeżenie i teraz zwisają trzymając się za krawędź. Mnie też chciał zrzucić, ale się mocniej trzymałem poręczy. Pytam się go jak wysoka jest ta wieża, że tak długo zjeżdżamy tą windą, a nie widać nadal końca. Ten nagle otworzył wąskie metalowe drzwiczki i wyszedł na zewnątrz. Tych dwóch też już nie było. Wychodzę w słoneczny dzień, widzę tam trawę.
Na korytarzu odbywał się konkurs tańca dla dzieci. Każdy tańczył osobno. Obserwowałem to zdarzenie. W tłumie zauważyłem dwie bardzo dziwne postacie. Dziewczynka i chłopczyk, to było chyba rodzeństwo. Oprócz zwykłych, ludzkich nóg, mieli jeszcze zestaw pajęczych. Znalazłem ich matkę i powiedziałem, że to takie "synchronicity", bo dopiero co czytałem opowiadanie science-fiction, o rodzeństwu z pajęczymi odnóżami biorącymi udział w konkursie tańców dla dzieci (niczego takiego w rzeczywistości nie czytałem). Oni wygrali ten konkurs. Potem ta dziewczynka jest pokazana na okrągłej, metalowej platformie z kółkami jak od roweru. Na około jet wiele sterów, mechanizm którego nie dało by się obsługiwać dwoma tylko nogami, a tak się złożyło, że ta dziewczyna miała nogi i odnóża pajęcze, to mogła z łatwością tym sterować. Jakoś poruszała jednocześnie ludzkimi nogami i pajęczymi, chociaż te drugie częściowo żyły własnym życiem. Później była mowa o tym, że oczy tej dziewczyny, nie były normalne. Miała operację na jedno oko, aby nie straszyć innych dzieci. Pokazane było jak miała założoną niebieską opaskę na oczy. To zoperowane oko wyglądało na azjatyckie. Drugie, jeszcze zostało do operacji. Było na szypułkach i mogło się poruszać w różne strony. Zamiast rzęs i brwi miało mnóstwo malutkich pajęczych oczu, wyglądały jak kryształki. Ich matka siedziała przy ławce na korytarzu i coś zapisywała. Z nią była jej córka. Pokazywała mi te oczy właśnie teraz. Chłopiec siedział na podłużnej ławce obok. Miał zwyczajne oczy.
Ktoś stoi w miejscu przedzielonym czerwonymi sznurami, coś jak w muzeum. I gada. Na ścianie wiszą chyba obrazy. I ten ktoś gada i gada. Stoję za nim w oddaleniu. Ciągle coś niezrozumiale mówi. Ma twarz i włosy pomalowane na fioletowo. Mówi jakieś bezsensowne rzeczy. Każde następne zdanie to coś losowego. Nie da się na tym skupić, aby zapamiętać. Jest przebrany za starszą kobietę. Wiem już, że to ktoś z kabaretu "Paranienormalni". Gada i gada, ciągle dziwnie uśmiechnięty. Jacyś ludzie się zatrzymali, zainteresowani i się na niego patrzą. Spojrzałem na tą fioletową głowę i oni chyba też, bo pewnie chcieli go zbadać. Ruszają. Kabareciarz idzie wokół tych sznurów, a oni za nim. Też idę za nimi. W którymś momencie, ten gdzieś nagle daleko skacze. Wskoczył na wysoki parapet. Pomiędzy parapetem a podłogą była głęboka szczelina. Dwóch poszło tam. Poszedłem za nimi sprawdzić co tam się dzieje. Wydawało mi się, że to teraz młodsza kobieta, ale miała zarost. Za chwilę znowu zmieniła się w staruszkę z fioletową głową. Ten parapet okazał się wąską, otwartą windą, która miała tylko poręcz do trzymania, aby nie spaść. Zjeżdżamy w dół i robi się ciemno. Paranienormalny kabareciarz stoi po środku i nadal gada bez ustanku, uśmiechnięty. Ci dwaj to byli niby razem z nim w tym kabarecie. Zepchnął ich niepostrzeżenie i teraz zwisają trzymając się za krawędź. Mnie też chciał zrzucić, ale się mocniej trzymałem poręczy. Pytam się go jak wysoka jest ta wieża, że tak długo zjeżdżamy tą windą, a nie widać nadal końca. Ten nagle otworzył wąskie metalowe drzwiczki i wyszedł na zewnątrz. Tych dwóch też już nie było. Wychodzę w słoneczny dzień, widzę tam trawę.
Na korytarzu odbywał się konkurs tańca dla dzieci. Każdy tańczył osobno. Obserwowałem to zdarzenie. W tłumie zauważyłem dwie bardzo dziwne postacie. Dziewczynka i chłopczyk, to było chyba rodzeństwo. Oprócz zwykłych, ludzkich nóg, mieli jeszcze zestaw pajęczych. Znalazłem ich matkę i powiedziałem, że to takie "synchronicity", bo dopiero co czytałem opowiadanie science-fiction, o rodzeństwu z pajęczymi odnóżami biorącymi udział w konkursie tańców dla dzieci (niczego takiego w rzeczywistości nie czytałem). Oni wygrali ten konkurs. Potem ta dziewczynka jest pokazana na okrągłej, metalowej platformie z kółkami jak od roweru. Na około jet wiele sterów, mechanizm którego nie dało by się obsługiwać dwoma tylko nogami, a tak się złożyło, że ta dziewczyna miała nogi i odnóża pajęcze, to mogła z łatwością tym sterować. Jakoś poruszała jednocześnie ludzkimi nogami i pajęczymi, chociaż te drugie częściowo żyły własnym życiem. Później była mowa o tym, że oczy tej dziewczyny, nie były normalne. Miała operację na jedno oko, aby nie straszyć innych dzieci. Pokazane było jak miała założoną niebieską opaskę na oczy. To zoperowane oko wyglądało na azjatyckie. Drugie, jeszcze zostało do operacji. Było na szypułkach i mogło się poruszać w różne strony. Zamiast rzęs i brwi miało mnóstwo malutkich pajęczych oczu, wyglądały jak kryształki. Ich matka siedziała przy ławce na korytarzu i coś zapisywała. Z nią była jej córka. Pokazywała mi te oczy właśnie teraz. Chłopiec siedział na podłużnej ławce obok. Miał zwyczajne oczy.





