14-02-2021, 10:58
Była wiosna a ja byłam chłopcem. Trzymałam w rękach przedziwną strzelbę. Lufa była tak szeroka, że przez masywne zabrudzenie nawet kilka pocisków mogło się zablokować w środku. Nagle coś puściło broń strzelała sama. Chciałam wycelować w coś neutralnego ale ciężko było utrzymać ją stabilnie. W końcu poleciałam w sensie uniosłam się między drzewa w parku obok wielkiego białego budynku. Jakaś starsza kobieta goniła mnie w koronach drzew. Sen się chwilowo zawiesił.
Szłam chodnikiem, wstąpiłam vhyba do kiosku. Ktoś mnie zaatakował. Zastanawiałam się czy mogę zabić tą senną postać, ale czułam się zmęczona i stwierdziłam whatever i myślami złamałam ją w poł i wyrzuciłam.
Chwilę byłam w domu koleżanki coś mi tłumaczyła, coś miala mi pożyczyć. Od niej przeniosło nas do jadlodajni zmieniającej się w warzywniak. Szukałam kapusty z wizerunkiem jakiegoś człowieka.
Zeszlam schodami na parter. Tam było jakieś pomieszczenie wyłożone starym zielonym dywanem. Ugrzazlam tam na chwilę. Walało się tam sporo śmieci. Zaczełam je sprzątać zrzucając przez małe okienko przy ziemi do jeszcze niższego pomieszczenia ale zaraz stwierdziłam że to głupota bo trzeba będzie dołożyć jeszcze więcej pracy żeby je wynieść z piwnic. Zrobiło mi się słabo i musialam położyć się na dywanie. Zaczełam przybierać rolę bezdomnego. Zasnelam i chyba miałam sen. Między drzewami latał ogromny czarny ptak z długimi piórami zakończonymi czymś na kształt pawich piór w opalizujących kolorach. Podglądałam go i nawet myślałam jak on to robi że te pióra nie zaplatają mu się w konarach. Był wspaniały i piękny.
Obudziłam się na dywanie i szukałam butów. Znalazł się tam magicznie cały ich niezły stosik. Okazało się, że moje są czerwone sandały takie super wypasione. Ostatni urywek jaki pamiętam to to że siedzimy z kimś przy stole. I ktoś się mnie pyta czy się dowiedziałam tego czego chcialam a ja na to że w sumie tak. Na kuchence stały 3 czajniki i wszystkie zaczęły gwałtownie gotować wodę. Zaczełam przepraszać, że nie umiem tego opanować gdy tylko na nie spojrze to się gotują i już. Ogólnie byłam bardzo spokojna.
Szłam chodnikiem, wstąpiłam vhyba do kiosku. Ktoś mnie zaatakował. Zastanawiałam się czy mogę zabić tą senną postać, ale czułam się zmęczona i stwierdziłam whatever i myślami złamałam ją w poł i wyrzuciłam.
Chwilę byłam w domu koleżanki coś mi tłumaczyła, coś miala mi pożyczyć. Od niej przeniosło nas do jadlodajni zmieniającej się w warzywniak. Szukałam kapusty z wizerunkiem jakiegoś człowieka.
Zeszlam schodami na parter. Tam było jakieś pomieszczenie wyłożone starym zielonym dywanem. Ugrzazlam tam na chwilę. Walało się tam sporo śmieci. Zaczełam je sprzątać zrzucając przez małe okienko przy ziemi do jeszcze niższego pomieszczenia ale zaraz stwierdziłam że to głupota bo trzeba będzie dołożyć jeszcze więcej pracy żeby je wynieść z piwnic. Zrobiło mi się słabo i musialam położyć się na dywanie. Zaczełam przybierać rolę bezdomnego. Zasnelam i chyba miałam sen. Między drzewami latał ogromny czarny ptak z długimi piórami zakończonymi czymś na kształt pawich piór w opalizujących kolorach. Podglądałam go i nawet myślałam jak on to robi że te pióra nie zaplatają mu się w konarach. Był wspaniały i piękny.
Obudziłam się na dywanie i szukałam butów. Znalazł się tam magicznie cały ich niezły stosik. Okazało się, że moje są czerwone sandały takie super wypasione. Ostatni urywek jaki pamiętam to to że siedzimy z kimś przy stole. I ktoś się mnie pyta czy się dowiedziałam tego czego chcialam a ja na to że w sumie tak. Na kuchence stały 3 czajniki i wszystkie zaczęły gwałtownie gotować wodę. Zaczełam przepraszać, że nie umiem tego opanować gdy tylko na nie spojrze to się gotują i już. Ogólnie byłam bardzo spokojna.





