03-02-2021, 23:23
Smak wolności
Dużo się mówi w duchowości o wolności. Większość rozumie to wręcz jako cel rozwoju duchowego. Stawiany ponad wszystko. Porzucić przywiązanie do świata materialnego, do ego, do szczęścia i nieszczęścia, a nawet do samej duchowości. Wszystko dla prawdziwej wolności. Strać jak najwięcej, żeby "mieć" jak najwięcej. I ma to sens. Czujemy wraz z odchodzącymi przywiązaniami wzrastające poczucie wolności. Ale czym jest ta wolność? Jaka jest największa wolność, której doświadczyliśmy bądź chcemy doświadczyć? Jak smakuje?
Myślę, że nasze rozumienie wolności zmienia się wraz z doświadczeniem. Doświadczenia poszerzają znaną nam "skalę" wolności. Nie tylko w sensie ilościowym, ale i jakościowym. W toku tych zmian, to co kiedyś uważaliśmy za wolność, dzisiaj możemy widzieć jako zniewolenie. Widzimy lepiej subtelne napięcia, które za tym stały, bądź jak wzmacniało to nasze przywiązania i paradoksalnie ograniczało wolność.
Dla mnie dzisiaj wolnością jest, kiedy umysł rozpuszcza się w przestrzeni i czuć błogie poczucie swobody. Brak potrzeby zmiany. Poczucie kompletności. Kontaktu z sobą. Pojawia się przestrzeń dla doświadczeń, które przepływają swobodnie. Z tego poziomu działa i doświadcza się na flow przepełnioną jasną obecnością. I to światło wraz z przebywaniem w tym stanie przybiera na sile.
Ujmuje mnie bardzo jednak to co się czasem z tego rozwija. Pewien rodzaj piękna. Mianowicie w pewnym momencie można poczuć, że dociera do nas głębia obecnego doświadczenia. Ale oprócz samej głębi i błogości jest w tym też aspekt swego rodzaju beztroski. Tak jakby ktoś wyjął nasze wyidealizowane wspomnienia z dzieciństwa i przelał je na percepcję. I jest w tym ogromne poczucie wolności.
Mamy poczucie śnienia własnego pięknego snu. To jakby odwrotność znużenia życiem, które może być przygnębiające bądź nijakie. Mamy wtedy w głowie swego rodzaju sztywny schemat poznawczy, która odbiera rzeczywistość w bardzo ciasnych logicznych kategoriach. Możemy doświadczać przez to poczucia rutyny bo co rusz, odwołujemy się do tego stelażu. Ten stelaż może się jednak rozpuścić i pojawia się poczucie magii. Mamy wrażenie, że ta magia nie ma dna, że można ją eksplorować w nieskończoność. Tysiące magicznych światów, przewijające się przez naszą percepcję jak w kalejdoskopie. Nie mamy jedynie posmaku tej magii, ale lądujemy w niej całym sobą. To przekształcenie całej percepcji. W tym poczuciu śnienia własnego snu, rozpuszcza się potrzeba klasyfikowania rzeczywistości, nazywania, porównań. Przestajemy nawet wierzyć, że to możliwe. Rozpuszcza się też tożsamość, więc można poczuć lęk przed tą nieskończonością. Z drugiej strony jednak chcemy tonąć dalej. Chcemy utonąć. Czy można na zawsze utonąć w tej magii? Być może umysł musi czasem przyjmować sztywniejszą formę, jednak z pewnością można ten stelaż koncepcji poluźniać i coraz bardziej uwalniać wyobraźnię. Pierwotną energię umysłu. I gościć tą magię częściej w naszym doświadczeniu.
PS. Polecam też w temacie świetny tekst na temat wyobraźni: https://duchonautyka.blogspot.com/2019/1...razni.html
"Tak naprawdę, "materialna rzeczywistość" to po prostu zły pomysł wyobraźni zestalony w zniewolonych mózgach. Jeżeli poszukujesz czegoś, co Ciebie zniewala, jest to właśnie to; Twoja wyobraźnia jest wychudzona i zablokowana; nie może oddychać. Nie może uczestniczyć w Twoim życiu; obcujesz wyłącznie z wielokrotnie recyklowanymi (do porzygu) jej MARTWYMI tworami. Tzw. "koncepcje", które internalizujemy to martwe twory wyobraźni; nieruchome i wywierające statyczną presję. Wyobraź sobie, że możesz je przekroczyć swobodną siłą woli. [... ] "
Dużo się mówi w duchowości o wolności. Większość rozumie to wręcz jako cel rozwoju duchowego. Stawiany ponad wszystko. Porzucić przywiązanie do świata materialnego, do ego, do szczęścia i nieszczęścia, a nawet do samej duchowości. Wszystko dla prawdziwej wolności. Strać jak najwięcej, żeby "mieć" jak najwięcej. I ma to sens. Czujemy wraz z odchodzącymi przywiązaniami wzrastające poczucie wolności. Ale czym jest ta wolność? Jaka jest największa wolność, której doświadczyliśmy bądź chcemy doświadczyć? Jak smakuje?
Myślę, że nasze rozumienie wolności zmienia się wraz z doświadczeniem. Doświadczenia poszerzają znaną nam "skalę" wolności. Nie tylko w sensie ilościowym, ale i jakościowym. W toku tych zmian, to co kiedyś uważaliśmy za wolność, dzisiaj możemy widzieć jako zniewolenie. Widzimy lepiej subtelne napięcia, które za tym stały, bądź jak wzmacniało to nasze przywiązania i paradoksalnie ograniczało wolność.
Dla mnie dzisiaj wolnością jest, kiedy umysł rozpuszcza się w przestrzeni i czuć błogie poczucie swobody. Brak potrzeby zmiany. Poczucie kompletności. Kontaktu z sobą. Pojawia się przestrzeń dla doświadczeń, które przepływają swobodnie. Z tego poziomu działa i doświadcza się na flow przepełnioną jasną obecnością. I to światło wraz z przebywaniem w tym stanie przybiera na sile.
Ujmuje mnie bardzo jednak to co się czasem z tego rozwija. Pewien rodzaj piękna. Mianowicie w pewnym momencie można poczuć, że dociera do nas głębia obecnego doświadczenia. Ale oprócz samej głębi i błogości jest w tym też aspekt swego rodzaju beztroski. Tak jakby ktoś wyjął nasze wyidealizowane wspomnienia z dzieciństwa i przelał je na percepcję. I jest w tym ogromne poczucie wolności.
Mamy poczucie śnienia własnego pięknego snu. To jakby odwrotność znużenia życiem, które może być przygnębiające bądź nijakie. Mamy wtedy w głowie swego rodzaju sztywny schemat poznawczy, która odbiera rzeczywistość w bardzo ciasnych logicznych kategoriach. Możemy doświadczać przez to poczucia rutyny bo co rusz, odwołujemy się do tego stelażu. Ten stelaż może się jednak rozpuścić i pojawia się poczucie magii. Mamy wrażenie, że ta magia nie ma dna, że można ją eksplorować w nieskończoność. Tysiące magicznych światów, przewijające się przez naszą percepcję jak w kalejdoskopie. Nie mamy jedynie posmaku tej magii, ale lądujemy w niej całym sobą. To przekształcenie całej percepcji. W tym poczuciu śnienia własnego snu, rozpuszcza się potrzeba klasyfikowania rzeczywistości, nazywania, porównań. Przestajemy nawet wierzyć, że to możliwe. Rozpuszcza się też tożsamość, więc można poczuć lęk przed tą nieskończonością. Z drugiej strony jednak chcemy tonąć dalej. Chcemy utonąć. Czy można na zawsze utonąć w tej magii? Być może umysł musi czasem przyjmować sztywniejszą formę, jednak z pewnością można ten stelaż koncepcji poluźniać i coraz bardziej uwalniać wyobraźnię. Pierwotną energię umysłu. I gościć tą magię częściej w naszym doświadczeniu.
PS. Polecam też w temacie świetny tekst na temat wyobraźni: https://duchonautyka.blogspot.com/2019/1...razni.html
"Tak naprawdę, "materialna rzeczywistość" to po prostu zły pomysł wyobraźni zestalony w zniewolonych mózgach. Jeżeli poszukujesz czegoś, co Ciebie zniewala, jest to właśnie to; Twoja wyobraźnia jest wychudzona i zablokowana; nie może oddychać. Nie może uczestniczyć w Twoim życiu; obcujesz wyłącznie z wielokrotnie recyklowanymi (do porzygu) jej MARTWYMI tworami. Tzw. "koncepcje", które internalizujemy to martwe twory wyobraźni; nieruchome i wywierające statyczną presję. Wyobraź sobie, że możesz je przekroczyć swobodną siłą woli. [... ] "
let's worship cats





