31-01-2021, 16:54
W dużym pustym szarym pomieszczeniu była jakaś starsza kobieta. To miejsce wyglądało jakby było jednocześnie, gdzieś na zewnątrz na ulicy i wewnątrz jakiegoś budynku. Poszedłem sprawdzić co się dzieje za rogiem. Tam była szeroka droga, podobna możliwe, że do Monte Cassino w Sopocie. Noc. Ulica była cała ośnieżona. Obok mnie przejechała na łyżwach mała dziewczynka, kierując się do tego pokoju. Po chwili duża grupa osób zaczęła wjeżdżać na łyżwach i nartach na tą ulicę. Ubrani na biało, byli półprzezroczyści. Mały chłopczyk wjechał na sankach i skręcił pod szarą ścianę. Wsunął się pod sanki i położył na śniegu na plecach, zasnął. Wszyscy byli duchami. Nie poszedłem tam, bo pewnie też bym zasnął pod sankami. Wróciłem do tego dziwnego pokoju. Była tam też ta dziewczynka co na łyżwach przyjechała. Chciałem im powiedzieć, że duchy wjeżdżają do naszej rzeczywistości, ale ciocia zaczęła gadać. Mówiła o jedzeniu, piciu, jakie dobre ciasto, cośtam herbata. Kawa nie łączy się z lawendą. Mówię, że to duchy, bo mi się taki sen kiedyś bardzo dawno temu przyśnił. Ale gadała i gadała i nie słuchała. Mama powiedziała, aby mi dała dojść do głosu. Ale nic z tego. W końcu jakoś urywkami opowiedziałem, że tam, gdzieś byli kanibale i kogoś złapali, że szczepionki dali, zjedli tego kogoś i teraz chociaż się dawno wyprowadzili, to jego duch nadal tam pozostaje. Teraz tak myślę, że to było trochę bez sensu, ponieważ nie pamiętam, aby kiedykolwiek się coś takiego mi śniło. Oglądałem pocztówkę z napisem "Mexicana". Jak wychodziłem z tego pomieszczenia, to zobaczyłem wiszące na ścianie białe breloczki. Jeden wziąłem do ręki. To była gipsowa figurka przedstawiająca Atenę. Widziałem jeszcze wiszący jeden breloczek, sztylet, też z białego gipsu.





