06-01-2021, 16:48
06.01.2021
Pobudka nad ranem, ale z lenistwa zamiast natychmiast zapisać sny, powtórzyłem je kilka razy w pamięci i spałem dalej ;D Na szczęście zadziałało i gdy raczyłem wreszcie usiąść z dziennikiem przed 9, pamiętałem trochę detali.
--- Ćmy ziemiotrzęsy i stara szkoła ---
Wstaję ze swojego łóżka (pokój wygląda jak zwykle - FA?) i widzę latającą przy łóżku dużą, czerwono-pomarańczową ćmę z sówkowatych. Jako że od dwóch lat łapię owady (serio - kolekcja w celach naukowo-edukacyjnych, choć głównie chrząszcze), stwierdzam że to jakiś rzadki i cenny okaz. Ćma siada mi na palcu. Wykorzystuję to i powoli sięgam po pojemniczek, którym szybko nakrywam ćmę. Zakręcam pojemnik nakrętką. Poszło wyjątkowo łatwo.
Podchodzę do szafki w rogu pokoju i tam znajduję... kolejną, mniejszą ćmę, którą również łapię. Jestem bardzo zadowolony, obie ćmy w pojemniczkach chowam do szafki i chcę ją zamknąć, ale... nagle zaczynają trzepotać skrzydłami i obijać się o plastikowe ścianki, robiąc to tak mocno i gwałtownie, że cała szafka i stojące na niej przedmioty wpadają w wibracje ;D Pomimo zdziwienia, stwierdzam, że pewnie niedługo się zmęczą, więc zamykam szafkę i wychodzę z pokoju.
Teraz jestem w kuchni, która z kolei wygląda nieco dziwnie. Przypomina kuchnię mojej babci (z mieszkania, w którym zwykle się uświadamiam do LD!), jest jednak dłuższa niż naprawdę i przedzielona na kilka stref delikatnymi firankami. Na samym końcu, przy parapecie, trzymam gablotę z chrząszczami i jakieś zaschnięte liście, tak, żeby ojciec ich nie zauważył i o nich nie wiedział (!). Tyle że akurat właśnie teraz przychodzi ojciec i prosi, żebym zdarł trochę parkietu w narożniku kuchni, pod oknem...
Tutaj dzieje się trochę mało ciekawych rzeczy, które słabo pamiętam, więc pominę ten fragment.
Drugi sen odbywa się w mojej starej szkole (w sumie to bardzo częsta sytuacja, ta szkoła jest chyba moim symbolem sennym... szkoda że była ciemna, brzydka i wiązały się z nią raczej niemiłe wspomnienia). Razem z kolegami chcemy podroczyć się i wkurzyć innego kolegę. Mamy plan i jesteśmy nim podekscytowani. Podchodzę do tego kolegi i mówię mu, że kupiłem w automacie ostatni napój z tych, które on uwielbia (chyba kawę lub Red Bulla). Kolega strasznie się wścieka i zaczyna mnie gonić. Uciekam przed nim przez całą szkołę, której wygląd przy okazji zmienia się na wydział, w którym aktualnie studiuję. Na korytarzach jest tłum ludzi, ja i koledzy (uciekają razem ze mną) musimy się między nimi przeciskać, ale na szczęście wielu nam pomaga, rozstępując się lub popychając do przodu.
Po zrobieniu pętli przez całą szkołę (wydział?) i powrocie do punktu wyjściowego, gdzie jest mniej ludzi, ścigający kolega prawie opada z sił. My zatrzymujemy się i spokojnie czekamy, aż do nas dotrze. Wtedy informuję go, że to był tylko żart i nie wykupiłem ostatniego napoju... "ale przynajmniej zrobiłem ci mały trening biegania".
Następuje mała zmiana, gdzie zamiast na korytarzu jestem w holu szkoły, a kolega który dopiero co mnie gonił, zmienia się w koleżankę z podstawówki i gimnazjum - ale doroślejszą niż ją zapamiętałem. Siedzimy na kamiennej posadzce, tuż naprzeciw okienka dyżurki, a koleżanka chwyta mnie za koszulę, siada na mnie okrakiem i zaczyna mnie całować. W pobliżu są inni koledzy, oni również siedzą lub leżą i patrzą na nas, ale nie przeszkadza mi to. Jestem zaskoczony zachowaniem koleżanki, ale wiem, że to będzie bardzo przyjemny dzień...

Tutaj sen się kończy.
LD - 15
FA - 21
Wszystkich zapisanych snów - 536
FA - 21
Wszystkich zapisanych snów - 536





