05-01-2021, 16:55
05.01.2021
Zasypianie to praktycznie powtórka z wczoraj. Wleciał za to bardzo ciekawy sen akcji

Godzina zaśnięcia: ok. 00:40
Godzina pobudki (alfa): 7:10
--- Walka z potworem w hangarze ---
Jestem na wielkiej, piaszczystej pustyni. Słońce ostro świeci i grzeje, ale nie jest przesadnie ciepło, raczej panuje przyjemna, wiosenna temperatura. Kładę się na plecach i patrzę w górę, na sunące po niebie białe obłoki. Nagle na jednym z nich zauważam... Budynek! Jest bardzo odległy i mały, ale widzę go wyraźnie, wyróżnia się na tle wielkiej chmury, która leci w moją stronę. Budynek wygląda jak bunkier z piaskowca lub wejście do jakiegoś grobowca.
Nagle orientuję się, że potężny wał, zbliżający się do mnie z każdą chwilą, to wcale nie chmura, tylko płaska platforma, na której przemieszcza się masyw górski (!). Sunie na mnie po piasku, więc muszę uciekać i zostawić swoje rzeczy.
Pustynia okazuje się być jakby "piętrowa", zbiegam kolejno z kilku płaskich poziomów, z których każdy jest ok. 20 centymetrów niżej. Po drodze mijam mnóstwo spanikowanych ludzi, którzy biegają we wszystkie strony lub... jeżdżą na słoniach.
Wreszcie przypadam płasko do ziemi, a gigantyczna platforma przelatuje nade mną, zasłaniając Słońce i skrywając wszystko w cieniu. Wreszcie zatrzymuje się, czemu towarzyszy głuchy, metaliczny dźwięk. Gdy podnoszę się na nogi, okazuje się, że jestem razem z dużą grupą innych ludzi w czymś w rodzaju kwadratowego hangaru, olbrzymiego, choć o niskim suficie (ok. 3 metry nad głową).
Sen trochę się zmienia - wiem, że to jakaś gra komputerowa i ta sytuacja powtarza się ponoć już któryś raz. Zostaliśmy zamknięci jako drużyna w szczelnie zamkniętym hangarze i wkrótce zacznie nam brakować tlenu. Powietrze zacznie napływać do środka po opuszczeniu jednej z trzech dźwigni, które są umieszczone na ścianach i stanowią jakąś łamigłówkę. Jak dotąd zawsze po opuszczeniu dźwigni otwierał się jeden z włazów w rogach pomieszczenia i wychodził z nich potwór - kryjący się w ciemności gad.
Ludzie rozchodzą się do czterech narożników, ale tym razem mój kolega nie wytrzymuje. Wpada w obłęd i rzuca się na pierwszą lepszą dźwignię... nikt nie ma czasu na reakcję.
Tuż obok nas otwiera się właz, złoty, świecący otwór w kształcie kwadratu. Natychmiast uciekamy, słyszę, jak ci najbardziej z tyłu krzyczą "potwór! potwór!". Dopadam w pędzie do grupki w innym narożniku i kryję się wśród nich. Ludzie w całym hangarze pokrzykują do siebie i rozmawiają, ale spokojnie, zupełnie jakby nie bali się, że bestia ich usłyszy. Jest bardzo ciemno i prawie nic nie widzę, jedyne światło sączy się z niewielkiego okna w narożniku. Okno jest jednak mocno zakurzone i zamknięte.
Nagle z ciemności wystrzeliwują dwie czarne macki, które łapią jednego z ludzi za kark i rozrywają na strzępy. Trwa to ułamek sekundy. Już mamy rozbiec się na wszystkie strony, gdy rozlega się cichy odgłos owadzich skrzydełek, który cichnie w oddali. Oznacza to, że potwór poleciał gdzie indziej.
W pewnym momencie zauważam, że przeciwległa ściana hangaru jest oświetlona słabym, błękitnym światłem, które wygląda jakby przeciskało się przez żaluzje. Na jego tle nagle materializuje się potwór, na wprost grupki ludzi stojących pod ścianą. Po raz pierwszy mogę mu się przyjrzeć. Potwór jest czarny i ma wzrost człowieka lub nieco mniejszy. Wygląda jak smukły korpus smoka bez kończyn, lewitujący nad ziemią i atakujący ludzi za pomocą dwóch długich macek, wyrastających mu z pleców. Po każdym ataku zmienia się w małego, muchopodobnego stworka i odlatuje bardzo szybko w inne miejsce.
Nagle materializuje się przed grupką ludzi, którzy najwidoczniej nie mają zamiaru uciekać, tylko stoją. Zaczyna ich zabijać i odlatywać, ale tym razem wciąż wraca do tej samej grupki, zabijając kolejną osobę. Po czwartym pod rząd ataku, gdy potwór na chwilę znika, jakiś mężczyzna z mojej grupy (wiem że to kapitan statku!) opuszcza nas i kieruje się szybko w stronę innego narożnika. Stwierdzam że to dobry pomysł, teraz, póki potwór jest zajęty.
W narożniku spotykamy inną grupkę ludzi. Kapitan i ja wciskamy się między nich, kryjemy za ich plecami. Jest wśród nich przynajmniej dwoje kilkuletnich chłopców (!).
Kapitan nie chce jednak tylko się kryć. Ma opracowany plan. Zaczaja się tuż obok miejsca, gdzie poprzednio materializował się potwór. Bestia nagle znów się pojawia, ale tym razem Kapitan atakuje ją od tyłu i ogłusza uderzeniami pięści. Yea, brawo Kapitan.
Tutaj sen się rozmywa
LD - 15
FA - 21
Wszystkich zapisanych snów - 536
FA - 21
Wszystkich zapisanych snów - 536





