31-12-2020, 12:12
Ok, dobrze wiedzieć
Ale WILD-a chcę popróbować dla samej.. rozrywki w sumie + bardzo mnie ciągnie do oglądania hipnagogów, które pozytywnie kojarzą mi się z wczesnym dzieciństwem, kiedy byłem lepszym onejronautą niż teraz i przy zasypianiu działy się cuda na kiju
Ale WILD-a chcę popróbować dla samej.. rozrywki w sumie + bardzo mnie ciągnie do oglądania hipnagogów, które pozytywnie kojarzą mi się z wczesnym dzieciństwem, kiedy byłem lepszym onejronautą niż teraz i przy zasypianiu działy się cuda na kiju
--- Gigantyczna mieszanka snów ---
Dzisiaj dla odmiany zapamiętałem więcej snów z jednej nocy niż kiedykolwiek wcześniej... Łącznie wyszło 13 STRON w zeszycie (!!!). Wczorajsze afirmacje to: "Gdy się obudzę, będę pamiętał piękne sny" oraz, tuż przed snem, kilka razy "Obudzę się koło 6:00, w fazie REM" z naciskiem na REM. Zasnąłem koło północy.
Zadziałało trochę "zbyt" dobrze i... budziło mnie naturalnie, nawet wypoczętego, równo co 1,5 godziny, co do minuty o pełnych godzinach, zaczynając od 3:00. Zauważalnie każdy kolejny sen był dłuższy i bardziej szczegółowy od poprzedniego, czułem też wpływ wydłużania się faz REM. Miazga.
3:00
I. Pamiętam jakieś niejasne sny o tematyce śnienia i LD. Następnie dłuższy fragment, gdzie odwiedza nas na Wigilię cała, liczna rodzina z drugiego końca Polski. Przyjeżdżają kilkoma samochodami z piętrzącymi się pod niebo prezentami i połową dobytku, a potem próbują się zakwaterować w naszym 3-pokojowym mieszkaniu... Powodzenia xD Chaos, chaos, chaos, ale nie byłem jakiś przemęczony.
4:30
II. Nieciekawy sen o egzaminie z fiszek (nie opiszę tutaj).
III. Sen powstaje z luźnych myśli na temat snów i LD, które mam w bardzo płytkiej fazie poprzedzającej. Zaczyna się, gdy razem z kolegą i jego matką siedzimy w jakiejś dużej łazience na podłodze i patrzymy na kabinę prysznicową, w której kąpią się 2 dziewczyny w bikini i jakiś chłopak. Mama kolegi mówi, że ładne mamy te dziewczyny na studiach. Ja parskam śmiechem, bo przecież te są brzydkie, i zaczynam się popisywać (bo to niby mój LD!), zmieniając liczbę i konfigurację ludzi w kabinie, teleportując nas na jakieś pola i łąki, a potem "wykoziołkowując" chłopaka jak gumową piłeczkę, aby zostały tylko dziewczyny.
Sen się zmienia, choć płynnie. Razem z moją dziewczyną jedziemy w górę windą o grubych, solidnych ścianach, chyba ceglaną, bardzo wysoko. Oboje wiemy że to mój sen, ponoć niczym w Incepcji zabrałem dziewczynę do wnętrza mojego snu, aby pokazać jej mój węwnętrzny świat. Jest zachwycona, a ja czuję wielką wolność i radość.
Po drodze mijamy 1 lub 2 postaci we wnękach. Wiem że tam są, gdy je mijamy, ale zamykam oczy, bo nie chcę ich zobaczyć (niby to zmory z paraliżu sennego). Wysiadamy na dachu ogromnego budynku, płaskim, z tarasami, przybudówkami i balustradami. Jest ładny, słoneczny dzień (ważny znak że sen nie jest płytki!).
Następuje mały przeskok, to nadal ten sam sen i moje "LD". Wracam do łazienki z kabiną, pod którą znowu są kąpiący się studenci. Mam coś do zrobienia, ale studenci przypadkowo rozchlapują jakiś ciemny płyn (kabina jest otwarta) i próbują nieudolnie posprzątać... Biorą gąbki do naczyń i starają się zetrzeć plamy na mokro. Widzę że się męczą i wiem że muszę zareagować. Podchodzę i widzę, że ten dziwny płyn to wosk, tworzący grube, zastygłe warstwy na brzegach brodzika. Wyśmiewam głupotę studentów (wiem że mniej ważne postaci w snach są niby tępe i nieporadne) i pokazuję im, jak na sucho, nożem i gąbką, pozbyć się wosku.
4:50. Wracam do spania z afirmacją na pobudkę ok. 6:30 i fazę REM.
6:30
IV. Dość długi sen z grą-filmem, który ma niby 4 części i właśnie zaczyna się 4, najmroczniejsza. Przez chwilę oglądamy z rodziną na telewizorze, następnie płynnie wcielam się w główną postać. Jestem na podwórzu jakiejś willi w środku nocy. Chodzę po ogrodzie otoczonym murami, gdzie zabijam czarne wilki, wyłaniające się z mroku (są to niby mieszkańcy willi, tak samo jak ludzie). Zabijam z ukrycia również 2 ludzi. Jest jakaś zagmatwana fabuła, której teraz nie pamiętam, ale na pewno jestem tym "złym", a ciemność jest mi na rękę. Jednocześnie boję się wilków, każdej walki i związanego z nią bólu - sen jest bardzo szczegółowy i fizyczne odczucia w nim są bardzo wyraźne. Wchodzę do wnętrza willi, gdzie zabijam 2 kolejne wilki na klatce schodowej. Nagle zjawiają się wszyscy ludzcy domownicy, są wściekli i zrozpaczeni. Jakaś dziewczyna rzuca się na mnie i wbija mi nóż w nogę nad kolanem (boli!!!). Potem walczę jeszcze i biegam po klatce schodowej, przyjmując kolejny cios nożem, tym razem w rękę.
V. Jestem na swoim osiedlu, w miejscu które znam, choć teraz wygląda zupełnie inaczej - jest to skrzyżowanie dwóch prostych dróg, pośrodku lasu, z blokami majaczącymi w oddali. Jest wieczór. Między gałęziami drzew widzę zamglone, czerwone słońce. Wygląda pięknie, chcę pobiec do domu po aparat i zrobić zdjęcia, nawet wyobrażam sobie odpowiednie kadrowanie. Nie biegnę jednak, tylko patrzę. W pewnym momencie pojawia się grupka ludzi w moim wieku z aparatem (niby ich znam z widzenia). Zaczynają rozmawiać o snach, fotografii, astronomii, okazuje się że jeden jest na diecie bezglutenowej (tak samo jak ja!). Zaczynam żałować, że nie znam ich i nigdy do nich nie zagadałem, ale teraz też mi głupio i tego nie robię...
Tymczasem szybko zapada głęboka noc i na niebie pojawiają się gwiazdy oraz galaktyka Andromedy, a potem wśród gwiazd widzę coraz więcej śladów meteorów. Robi się ich strasznie dużo, praktycznie bez przerwy pojawiają się migoczące rozety, niemal jak blade fajerwerki. Wiem że jestem świadkiem jakiegoś legendarnego deszczu meteorów, zdarzającego się bardzo rzadko.
Zadziałało trochę "zbyt" dobrze i... budziło mnie naturalnie, nawet wypoczętego, równo co 1,5 godziny, co do minuty o pełnych godzinach, zaczynając od 3:00. Zauważalnie każdy kolejny sen był dłuższy i bardziej szczegółowy od poprzedniego, czułem też wpływ wydłużania się faz REM. Miazga.
3:00
I. Pamiętam jakieś niejasne sny o tematyce śnienia i LD. Następnie dłuższy fragment, gdzie odwiedza nas na Wigilię cała, liczna rodzina z drugiego końca Polski. Przyjeżdżają kilkoma samochodami z piętrzącymi się pod niebo prezentami i połową dobytku, a potem próbują się zakwaterować w naszym 3-pokojowym mieszkaniu... Powodzenia xD Chaos, chaos, chaos, ale nie byłem jakiś przemęczony.
4:30
II. Nieciekawy sen o egzaminie z fiszek (nie opiszę tutaj).
III. Sen powstaje z luźnych myśli na temat snów i LD, które mam w bardzo płytkiej fazie poprzedzającej. Zaczyna się, gdy razem z kolegą i jego matką siedzimy w jakiejś dużej łazience na podłodze i patrzymy na kabinę prysznicową, w której kąpią się 2 dziewczyny w bikini i jakiś chłopak. Mama kolegi mówi, że ładne mamy te dziewczyny na studiach. Ja parskam śmiechem, bo przecież te są brzydkie, i zaczynam się popisywać (bo to niby mój LD!), zmieniając liczbę i konfigurację ludzi w kabinie, teleportując nas na jakieś pola i łąki, a potem "wykoziołkowując" chłopaka jak gumową piłeczkę, aby zostały tylko dziewczyny.
Sen się zmienia, choć płynnie. Razem z moją dziewczyną jedziemy w górę windą o grubych, solidnych ścianach, chyba ceglaną, bardzo wysoko. Oboje wiemy że to mój sen, ponoć niczym w Incepcji zabrałem dziewczynę do wnętrza mojego snu, aby pokazać jej mój węwnętrzny świat. Jest zachwycona, a ja czuję wielką wolność i radość.
Po drodze mijamy 1 lub 2 postaci we wnękach. Wiem że tam są, gdy je mijamy, ale zamykam oczy, bo nie chcę ich zobaczyć (niby to zmory z paraliżu sennego). Wysiadamy na dachu ogromnego budynku, płaskim, z tarasami, przybudówkami i balustradami. Jest ładny, słoneczny dzień (ważny znak że sen nie jest płytki!).
Następuje mały przeskok, to nadal ten sam sen i moje "LD". Wracam do łazienki z kabiną, pod którą znowu są kąpiący się studenci. Mam coś do zrobienia, ale studenci przypadkowo rozchlapują jakiś ciemny płyn (kabina jest otwarta) i próbują nieudolnie posprzątać... Biorą gąbki do naczyń i starają się zetrzeć plamy na mokro. Widzę że się męczą i wiem że muszę zareagować. Podchodzę i widzę, że ten dziwny płyn to wosk, tworzący grube, zastygłe warstwy na brzegach brodzika. Wyśmiewam głupotę studentów (wiem że mniej ważne postaci w snach są niby tępe i nieporadne) i pokazuję im, jak na sucho, nożem i gąbką, pozbyć się wosku.
4:50. Wracam do spania z afirmacją na pobudkę ok. 6:30 i fazę REM.
6:30
IV. Dość długi sen z grą-filmem, który ma niby 4 części i właśnie zaczyna się 4, najmroczniejsza. Przez chwilę oglądamy z rodziną na telewizorze, następnie płynnie wcielam się w główną postać. Jestem na podwórzu jakiejś willi w środku nocy. Chodzę po ogrodzie otoczonym murami, gdzie zabijam czarne wilki, wyłaniające się z mroku (są to niby mieszkańcy willi, tak samo jak ludzie). Zabijam z ukrycia również 2 ludzi. Jest jakaś zagmatwana fabuła, której teraz nie pamiętam, ale na pewno jestem tym "złym", a ciemność jest mi na rękę. Jednocześnie boję się wilków, każdej walki i związanego z nią bólu - sen jest bardzo szczegółowy i fizyczne odczucia w nim są bardzo wyraźne. Wchodzę do wnętrza willi, gdzie zabijam 2 kolejne wilki na klatce schodowej. Nagle zjawiają się wszyscy ludzcy domownicy, są wściekli i zrozpaczeni. Jakaś dziewczyna rzuca się na mnie i wbija mi nóż w nogę nad kolanem (boli!!!). Potem walczę jeszcze i biegam po klatce schodowej, przyjmując kolejny cios nożem, tym razem w rękę.
V. Jestem na swoim osiedlu, w miejscu które znam, choć teraz wygląda zupełnie inaczej - jest to skrzyżowanie dwóch prostych dróg, pośrodku lasu, z blokami majaczącymi w oddali. Jest wieczór. Między gałęziami drzew widzę zamglone, czerwone słońce. Wygląda pięknie, chcę pobiec do domu po aparat i zrobić zdjęcia, nawet wyobrażam sobie odpowiednie kadrowanie. Nie biegnę jednak, tylko patrzę. W pewnym momencie pojawia się grupka ludzi w moim wieku z aparatem (niby ich znam z widzenia). Zaczynają rozmawiać o snach, fotografii, astronomii, okazuje się że jeden jest na diecie bezglutenowej (tak samo jak ja!). Zaczynam żałować, że nie znam ich i nigdy do nich nie zagadałem, ale teraz też mi głupio i tego nie robię...
Tymczasem szybko zapada głęboka noc i na niebie pojawiają się gwiazdy oraz galaktyka Andromedy, a potem wśród gwiazd widzę coraz więcej śladów meteorów. Robi się ich strasznie dużo, praktycznie bez przerwy pojawiają się migoczące rozety, niemal jak blade fajerwerki. Wiem że jestem świadkiem jakiegoś legendarnego deszczu meteorów, zdarzającego się bardzo rzadko.
VI. Cyberpunk 2077, jestem bohaterką (tak, płci żeńskiej, z 1 osoby). Jakiś facet w średnim wieku prowadzi mnie do "druciarza" czy "kablarza". Ciekawe wejście do pomieszczenia - ciemno, nieco migoczące, niebieskie światło i powieszone między wejściem a biurkiem z komputerem srebrne, druciane wieszaki (wyglądające bardziej jak wielkie agrafki). Wieszaki wiszą na rurze, obok siebie, odbijając białe i niebieskie światło w niezwykły sposób, robiąc futurystyczne wrażenie.
Ktoś akurat wychodzi. Podchodzimy do biurka, najpierw mój towarzysz, a za nim ja. Facet przy komputerze wygląda jak potężnie zbudowany, brodaty i podstarzały harleyowiec z opaską na włosach. Najpierw panowie ściskają sobie mocno ręce, a potem "kablarz" delikatnie ujmuje moją drobną dłoń i mówi "Boże, jaka malutka" czy coś w tym stylu. Jest zaskakująco delikatny. Całuje wierzch mojej dłoni. "Ho-ho, gdybym był na twoim miejscu i znajdował takie dziewczyny..." - mówi do towarzysza.
Mały przeskok. Druciarz/kablarz idzie spać, my musimy ukraść to, po co przyszliśmy. Zakradamy się do jakiegoś pokoju o jasnych ścianach i mój towarzysz średnio udolnie układa konstrukcję z poduszek pod szafą, na której jest nasz cel. Bierze dwie długie, teleskopowo rozkładane tyczki i próbuje się na nich podciągnąć na górę. Robi przy tym dużo hałasu i po chwili zjawia się wkurzony gospodarz. Koledze udało się jednak zrzucić z góry trzy słoiczki - dwa z lekami nasennymi (niebiesko-czerwone kapsułki) i jedną z igłami/pinezkami, które są niby jakąś formą mocnego leku. Właściciel zrzuca kolegę z tyczek, trochę się przepychają. Widzę to wszystko z góry, niby sam jestem na tyczkach i to ja zrzuciłem słoiczki, podczas gdy oni cały czas byli na dole (!).
Właściciel nagle leży na ziemi, a kolega bezradnie próbuje mu pomóc. Tamten umiera. Gdy rozbił się słoik, wbiły się w niego 2 te jakby igły, a to zbyt wiele i oznacza śmiertelne przedawkowanie.
Teraz trochę sprzątamy, nie spiesząc się z wyjściem. Układam rozbite słoiczki oraz ich zawartość z boku jakiejś ławy, która ciągnie się wzdłuż pomieszczenia.
Potem było jeszcze trochę akcji w tym samym śnie, ale zaczął się rozpadać i morfować, więc mniej ciekawe fragmenty pominę, i tak się rozpisałem
W sumie nie wiem, czy te sny z wątkiem bycia w LD traktować jako sny o LD, czy bardziej kontrolne? Bo tutaj nie próbowałem nawet robić testów rzeczywistości ani nic z tych rzeczy, świadomy sen był po prostu elementem fabuły i świata.
Ktoś akurat wychodzi. Podchodzimy do biurka, najpierw mój towarzysz, a za nim ja. Facet przy komputerze wygląda jak potężnie zbudowany, brodaty i podstarzały harleyowiec z opaską na włosach. Najpierw panowie ściskają sobie mocno ręce, a potem "kablarz" delikatnie ujmuje moją drobną dłoń i mówi "Boże, jaka malutka" czy coś w tym stylu. Jest zaskakująco delikatny. Całuje wierzch mojej dłoni. "Ho-ho, gdybym był na twoim miejscu i znajdował takie dziewczyny..." - mówi do towarzysza.
Mały przeskok. Druciarz/kablarz idzie spać, my musimy ukraść to, po co przyszliśmy. Zakradamy się do jakiegoś pokoju o jasnych ścianach i mój towarzysz średnio udolnie układa konstrukcję z poduszek pod szafą, na której jest nasz cel. Bierze dwie długie, teleskopowo rozkładane tyczki i próbuje się na nich podciągnąć na górę. Robi przy tym dużo hałasu i po chwili zjawia się wkurzony gospodarz. Koledze udało się jednak zrzucić z góry trzy słoiczki - dwa z lekami nasennymi (niebiesko-czerwone kapsułki) i jedną z igłami/pinezkami, które są niby jakąś formą mocnego leku. Właściciel zrzuca kolegę z tyczek, trochę się przepychają. Widzę to wszystko z góry, niby sam jestem na tyczkach i to ja zrzuciłem słoiczki, podczas gdy oni cały czas byli na dole (!).
Właściciel nagle leży na ziemi, a kolega bezradnie próbuje mu pomóc. Tamten umiera. Gdy rozbił się słoik, wbiły się w niego 2 te jakby igły, a to zbyt wiele i oznacza śmiertelne przedawkowanie.
Teraz trochę sprzątamy, nie spiesząc się z wyjściem. Układam rozbite słoiczki oraz ich zawartość z boku jakiejś ławy, która ciągnie się wzdłuż pomieszczenia.
Potem było jeszcze trochę akcji w tym samym śnie, ale zaczął się rozpadać i morfować, więc mniej ciekawe fragmenty pominę, i tak się rozpisałem

W sumie nie wiem, czy te sny z wątkiem bycia w LD traktować jako sny o LD, czy bardziej kontrolne? Bo tutaj nie próbowałem nawet robić testów rzeczywistości ani nic z tych rzeczy, świadomy sen był po prostu elementem fabuły i świata.
LD - 15
FA - 21
Wszystkich zapisanych snów - 536
FA - 21
Wszystkich zapisanych snów - 536





