23-12-2020, 16:48
To było miejsce, nie wiadomo gdzie, rozmyte jesienne pomarańczowo żółte tło. Tam była wysoka konstrukcja, a na niej wiele dużych szaf z szufladami. Wspinam się tam. Jakaś pani wyciąga z jednej i drugiej szafy dwie linowe drabinki (lub skakanki) z metalowymi rączkami. Mam się na nich podciągać albo huśtać. Gdy już je chwytam i prawie zeskakuję, aby się rozhuśtać, jakiś gościu wychodzi z następnej szafy i podaje mi żelazko do prawej ręki. Dlaczego mam to trzymać?, czy to ma być dodatkowy ciężarek? Biorę żelazko i spadam. To spadanie polega na tym, że nagle pojawiam się na dole. Nawet się nie przewróciłem. Stoję w kupce liści.
Żołnierz, stary weteran wojny, coś przygotowuje obok drzewek przy ulicy. Jest mróz, przynajmniej minus dwadzieścia. W chodniku jest dziura. Wypełnia to odpowiednimi materiałami. Aby to stopić, podkłada bombę. Bomba nie eksploduje w takich warunkach, tylko stapia ten materiał. Bulgocze, dymi, tworzy się kształt betonowej kafli. Przychodzą gapie, dzieci i jakaś stara pani z siwymi włosami. Ona jest szalona, może skądś uciekła? Przygląda się tym kaflom. Wchodzi do niezamarzającej wody. Najpierw po kolana, potem klęka i cała się zanurza. Wciąga ją pod chodnik przez mały otwór pod jedną z kafli. Nie rusza się. Żołnierz zauważył i ją wyciąga. Wytrzeźwiała. Czy nie jest świadoma, że jak wejdzie pod wodę to może się utopić? Sytuacja powtarza się kilkukrotnie. Za ostatnim razem, to samo dzieje się z białym lisem. Tym razem ja go wyciągam. Ma dziwny wyraz twarzy.
Przerwa. Schodzę szkolnymi schodami. Na dole jest przechodnia mała kwadratowa salka, do której wchodzi się tymi schodami. Tapeta jest granatowo brązowa z ciemnozielonymi wzorami. Obok jest druga podobna to tej sala. W sali są ustawione na około ławki z krzesłami i nic więcej. Ktoś tam siedzi. Wiem, że on mieszka niedaleko, niedawno wprowadził się do klatki obok. Jest z młodszej klasy. Wychodzę na korytarz drugim wyjściem. Na podłodze pełno porozsypywanych puzzli i innych niezidentyfikowanych kolorowych przedmiotów. Podnoszę jeden puzzel. Na obrazku jest jakieś zwierzątko, możliwe, że łoś, podpisane imieniem Bobek albo jakimś innym podobnym. Zbieram kilka puzzli. Przychodzi Mikołajczyk. Pyta się co tam mam. "Puzzle." "O ja cię kręcę!, jakie super fajne!" i zbiera jak najwięcej. Idzie z nimi do tej małej przechodniej salki z tapetą jak papier do pakowania prezentów.
Żołnierz, stary weteran wojny, coś przygotowuje obok drzewek przy ulicy. Jest mróz, przynajmniej minus dwadzieścia. W chodniku jest dziura. Wypełnia to odpowiednimi materiałami. Aby to stopić, podkłada bombę. Bomba nie eksploduje w takich warunkach, tylko stapia ten materiał. Bulgocze, dymi, tworzy się kształt betonowej kafli. Przychodzą gapie, dzieci i jakaś stara pani z siwymi włosami. Ona jest szalona, może skądś uciekła? Przygląda się tym kaflom. Wchodzi do niezamarzającej wody. Najpierw po kolana, potem klęka i cała się zanurza. Wciąga ją pod chodnik przez mały otwór pod jedną z kafli. Nie rusza się. Żołnierz zauważył i ją wyciąga. Wytrzeźwiała. Czy nie jest świadoma, że jak wejdzie pod wodę to może się utopić? Sytuacja powtarza się kilkukrotnie. Za ostatnim razem, to samo dzieje się z białym lisem. Tym razem ja go wyciągam. Ma dziwny wyraz twarzy.
Przerwa. Schodzę szkolnymi schodami. Na dole jest przechodnia mała kwadratowa salka, do której wchodzi się tymi schodami. Tapeta jest granatowo brązowa z ciemnozielonymi wzorami. Obok jest druga podobna to tej sala. W sali są ustawione na około ławki z krzesłami i nic więcej. Ktoś tam siedzi. Wiem, że on mieszka niedaleko, niedawno wprowadził się do klatki obok. Jest z młodszej klasy. Wychodzę na korytarz drugim wyjściem. Na podłodze pełno porozsypywanych puzzli i innych niezidentyfikowanych kolorowych przedmiotów. Podnoszę jeden puzzel. Na obrazku jest jakieś zwierzątko, możliwe, że łoś, podpisane imieniem Bobek albo jakimś innym podobnym. Zbieram kilka puzzli. Przychodzi Mikołajczyk. Pyta się co tam mam. "Puzzle." "O ja cię kręcę!, jakie super fajne!" i zbiera jak najwięcej. Idzie z nimi do tej małej przechodniej salki z tapetą jak papier do pakowania prezentów.





