21-12-2020, 18:55
20 grudnia 2020
Pobyt łóżkowy 24:18 - 10:57
Przed spaniem zastosowałam afirmację "Moja dusza po świecie energii żwawo się porusza".
Sen był długi i smutny. Rozgrywał się w szkole podstawowej. Obudziłam się z mdłym uczuciem w brzuchu. Zapamiętałam urywki.
- dzieci z klasy
- problemy na polskim, ale nie wiem już dokładnie, jakie. W pamięci utkwiła tylko wizja zeszytu i książek.
- używanie materiałów wybuchowych w sali lekcyjnej, przed którymi usiłowałam się skryć (prawdopodobnie chodziło o trudne do opanowania wybuchy złości)
- wizja trójki psychologów, opowiadanie potem komuś "te panie wszystkie uważają, że jestem zbyt nienormalna". "Ależ skąd, zdaje ci się" - odpowiedział dorosły.
- stałam pod szkołą i powiedziałam osobie dorosłej bardzo smutno, "chciałabym zrobić zakupy, kiedy jeszcze będzie jasno", "To zrobisz w okolicy tutaj" - padła odpowiedź, ale nie była rozwiązaniem mojego problemu.
- trzymałam lalkę-bobasa w ręku, stwierdziłam, że jednak się przyda, mogę ją dać jakiejś trzylatce ze wsi.
Boże, ale mam ścisk w gardle teraz. Wypełnia mnie głęboki dławiący żal za tym, co mogłam dostać od innych ludzi (z wykluczeniem mamy), ale nie dostałam.
21 grudnia 2020
Pobyt łóżkowy 24:50 - 09:00
Przed pójściem spać afirmacje "Osuwam się w zimną otchłań umysłu", "Moje NREMy to same problemy".
Nad ranem udało mi się złapać trochę dobrej jakości REMu. Resztę nocy spędziłam obserwując przesuwające się myśli, o których czytałam w innym wątku. Odczuwanie ciała nie wyłączyło się, cały czas czułam krążący po nim całym parzący płyn. Było to dość nieprzyjemne. Zauważałam jednak bardzo ciekawe mikroutraty świadomości trwające ułamek sekundy, tak jak gdybym w każdym przeżywanym momencie "znikała" na ledwo rejestrowalny malusieński odcinek czasu, zupełnie jakby fala delta czaiła się gdzieś w moim mózgu. Nie było to przerażające (incestus zapewniał, że nie ma się czego bać), ale bardzo relaxing.
Pobyt łóżkowy 24:18 - 10:57
Przed spaniem zastosowałam afirmację "Moja dusza po świecie energii żwawo się porusza".
Sen był długi i smutny. Rozgrywał się w szkole podstawowej. Obudziłam się z mdłym uczuciem w brzuchu. Zapamiętałam urywki.
- dzieci z klasy
- problemy na polskim, ale nie wiem już dokładnie, jakie. W pamięci utkwiła tylko wizja zeszytu i książek.
- używanie materiałów wybuchowych w sali lekcyjnej, przed którymi usiłowałam się skryć (prawdopodobnie chodziło o trudne do opanowania wybuchy złości)
- wizja trójki psychologów, opowiadanie potem komuś "te panie wszystkie uważają, że jestem zbyt nienormalna". "Ależ skąd, zdaje ci się" - odpowiedział dorosły.
- stałam pod szkołą i powiedziałam osobie dorosłej bardzo smutno, "chciałabym zrobić zakupy, kiedy jeszcze będzie jasno", "To zrobisz w okolicy tutaj" - padła odpowiedź, ale nie była rozwiązaniem mojego problemu.
- trzymałam lalkę-bobasa w ręku, stwierdziłam, że jednak się przyda, mogę ją dać jakiejś trzylatce ze wsi.
Boże, ale mam ścisk w gardle teraz. Wypełnia mnie głęboki dławiący żal za tym, co mogłam dostać od innych ludzi (z wykluczeniem mamy), ale nie dostałam.
21 grudnia 2020
Pobyt łóżkowy 24:50 - 09:00
Przed pójściem spać afirmacje "Osuwam się w zimną otchłań umysłu", "Moje NREMy to same problemy".
Nad ranem udało mi się złapać trochę dobrej jakości REMu. Resztę nocy spędziłam obserwując przesuwające się myśli, o których czytałam w innym wątku. Odczuwanie ciała nie wyłączyło się, cały czas czułam krążący po nim całym parzący płyn. Było to dość nieprzyjemne. Zauważałam jednak bardzo ciekawe mikroutraty świadomości trwające ułamek sekundy, tak jak gdybym w każdym przeżywanym momencie "znikała" na ledwo rejestrowalny malusieński odcinek czasu, zupełnie jakby fala delta czaiła się gdzieś w moim mózgu. Nie było to przerażające (incestus zapewniał, że nie ma się czego bać), ale bardzo relaxing.
Planowane wyłączenie sieci DMN w godzinach 23:00 - 04:00





