21-12-2020, 13:30
W nocy ktoś puka do nieistniejących szklanych drzwi obok okna. Tłum ludzi. Chcą, aby ich wpuścić. Od tych drzwi Ciągnie się na zewnątrz wokół ściany, aż do balkonu przejście, a dalej plac. Tam stoi Melinda Gates. Ona i jej znajomi coś świętują. Za chwilę Melinda puka do tych nieistniejących drzwi, aby ją i innych wpuścić. Nie otwieram.
Już dzień. Na kołdrze siedzi wielki trzmiel z różnobarwnymi skrzydłami motyla. Przekładam go na kartkę papieru i idę w stronę balkonu, aby go wynieść. Po drodze spadami i mam trudności z chwyceniem go. Jakoś udaje mi się, ale kładę go na parapet i robi się biały, wszystkie kolory uszły. Mam nadzieję, że się obudził, że to tylko jego bezbarwna powłoka została w tym śnie.
Coś puka do mojego okna. Patrzę, a tam takie, w sumie nie wiadomo co, jakby owad z drucików. Wiem, że to nie było by dobrze, aby się dostał do środka. Jakoś tak trochę otwieram okno i szybko zamykam. Idę do dużego pokoju. To coś przylatuje. Pokazuję to tacie. Bierze to i wyrzuca za balkon.
Wieczorem siedzimy w kuchni, bo jacyś goście przyszli. Jakaś pani siedzi blisko mnie. Nie wiem kto to, ktoś ze szkoły?, nauczycielka? Jakoś dziwnie siedzi, jakby na środku stołu. Prawie mnie obejmuje. Nie wiem czy jest smutna czy wesoła. Mówi coś mniej więcej jak "A czy wiesz co będzie robiła Emilia i Agnieszka?". Nie wiem i trochę się dziwię, przecież Emilia popełniła wiele lat temu samobójstwo. Potem idziemy jakąś dużą ciemną salą do oświetlonych drzwi.
W samochodzie siedzą cztery osoby. To bracia. Są do siebie podobni, ubrani po gangstersku, w kapeluszach. Jeden wyszedł. Drugi został zastrzelony. Kierowca wyrwał sobie z niewiadomego powodu żuchwę i pociekła woda. Uśmiecha siedzącego z tyłu, widać małe kły. Idzie na tył i już go prawie gryzie, gdy ja się wybudzam. Wstaję, bo wiem, że jak się sen powtórzy to ja tam będę z tyłu siedział i będę zagryziony przez wampira. Wychodzę z pokoju. W ubikacji nie mogę zapalić światła, ani na przedpokoju. Wiem już, że jest coś nie tak. Idę do pokoju siostry. Zamiast niej jest ktoś inny. To cosmic. Budzę go, a może nie spał, nie wiem. Pokazuję, że tam nie można zapalić, a za to tu nie można zgasić światła. Zgadza się, że to dziwne. Później, w moim pokoju na oknie coś zwisa, wielki brązowy pająk? Przez drzwi przechodzi drugi wielki, czarna tarantula. Chcę go złapać, ale ucieka. Na podłodze w całym mieszkaniu jest dużo jakich rzeczy porozkładanych i w nich się chowa. Do kuchni wchodzi ten nibypająk z okna. To jest raczej jakieś nieznane zwierzątko podobne do małpki. Wynoszę to na klatkę schodową.
W Naszej Twórczości ktoś pododawał pełno różnych filmów. "Nasza Twórczość" znajdowała się na dalekiej asteroidzie. Niby tam była niedokończona lista tych filmów.
Nadchodziła inwazja. Unosiłem się przy wielkiej metalowej ścianie. Przyleciała dziewczyna w brązowym kombinezonie. Tak się unosząc przy tej ścianie, wyciągnęła jakąś broń z jednej z wielu metalowych szuflad znajdujących się w tej ścianie. Strzeliła. Testowała holograficzne interfejsy wyświetlane w powietrzu.
Już dzień. Na kołdrze siedzi wielki trzmiel z różnobarwnymi skrzydłami motyla. Przekładam go na kartkę papieru i idę w stronę balkonu, aby go wynieść. Po drodze spadami i mam trudności z chwyceniem go. Jakoś udaje mi się, ale kładę go na parapet i robi się biały, wszystkie kolory uszły. Mam nadzieję, że się obudził, że to tylko jego bezbarwna powłoka została w tym śnie.
Coś puka do mojego okna. Patrzę, a tam takie, w sumie nie wiadomo co, jakby owad z drucików. Wiem, że to nie było by dobrze, aby się dostał do środka. Jakoś tak trochę otwieram okno i szybko zamykam. Idę do dużego pokoju. To coś przylatuje. Pokazuję to tacie. Bierze to i wyrzuca za balkon.
Wieczorem siedzimy w kuchni, bo jacyś goście przyszli. Jakaś pani siedzi blisko mnie. Nie wiem kto to, ktoś ze szkoły?, nauczycielka? Jakoś dziwnie siedzi, jakby na środku stołu. Prawie mnie obejmuje. Nie wiem czy jest smutna czy wesoła. Mówi coś mniej więcej jak "A czy wiesz co będzie robiła Emilia i Agnieszka?". Nie wiem i trochę się dziwię, przecież Emilia popełniła wiele lat temu samobójstwo. Potem idziemy jakąś dużą ciemną salą do oświetlonych drzwi.
W samochodzie siedzą cztery osoby. To bracia. Są do siebie podobni, ubrani po gangstersku, w kapeluszach. Jeden wyszedł. Drugi został zastrzelony. Kierowca wyrwał sobie z niewiadomego powodu żuchwę i pociekła woda. Uśmiecha siedzącego z tyłu, widać małe kły. Idzie na tył i już go prawie gryzie, gdy ja się wybudzam. Wstaję, bo wiem, że jak się sen powtórzy to ja tam będę z tyłu siedział i będę zagryziony przez wampira. Wychodzę z pokoju. W ubikacji nie mogę zapalić światła, ani na przedpokoju. Wiem już, że jest coś nie tak. Idę do pokoju siostry. Zamiast niej jest ktoś inny. To cosmic. Budzę go, a może nie spał, nie wiem. Pokazuję, że tam nie można zapalić, a za to tu nie można zgasić światła. Zgadza się, że to dziwne. Później, w moim pokoju na oknie coś zwisa, wielki brązowy pająk? Przez drzwi przechodzi drugi wielki, czarna tarantula. Chcę go złapać, ale ucieka. Na podłodze w całym mieszkaniu jest dużo jakich rzeczy porozkładanych i w nich się chowa. Do kuchni wchodzi ten nibypająk z okna. To jest raczej jakieś nieznane zwierzątko podobne do małpki. Wynoszę to na klatkę schodową.
W Naszej Twórczości ktoś pododawał pełno różnych filmów. "Nasza Twórczość" znajdowała się na dalekiej asteroidzie. Niby tam była niedokończona lista tych filmów.
Nadchodziła inwazja. Unosiłem się przy wielkiej metalowej ścianie. Przyleciała dziewczyna w brązowym kombinezonie. Tak się unosząc przy tej ścianie, wyciągnęła jakąś broń z jednej z wielu metalowych szuflad znajdujących się w tej ścianie. Strzeliła. Testowała holograficzne interfejsy wyświetlane w powietrzu.





